Silva Rerum

Kto jestem?
Myśli twarde
Rąbane siekierą
Na wióry
Do podpałki
W starych piecach
Gdzie diabeł pali.
Myśli miękkie
Potarte
O szorstką ścianę płaczu
Jak zapałki.
Patrzę – nie widzę
Słucham – nie słyszę
Myślę – nie rozumiem.
Chmury, pioruny
Powiedzcie mi kto jestem!
Czy z deszczem
Spadnę na pola.
Czy jak gwiazdy śnieżne
Siądę na szybie
6I zajrzę
Do pustego pokoju
Aby zlizał mnie
Niedźwiadek z pluszu
A koń na biegunach
Kopnął w zadek.

Zgubiona bransoletka
Głupstwo
A pamięta się je tyle lat.
Zgubiłaś bransoletkę
Dziecinną.
Miałaś dwanaście lat.
Wstaliśmy o świcie
Szukać
Wszędzie tam,
Gdzie w dzień biegałaś sama.
Świat leśny dookoła
Był cały biały od rosy.
Na jałowcach
I na wrzosach
Migotały Pajęczyny
Brylantowe.
Krążyliśmy tak
W mokrym srebrze
Parę godzin
Wkoło domu
Bez nadziei.
Aż tu patrzę
Leży filigranowe cacko
W koleinie
Koło domu,
A ty mi mówisz:
Spisałeś się gracko!

(M.M. 1955, w Kadzidle u pp. Szyszków)

2

O czekaniu i o cierpliwości
Dziedzic powiedział swojemu służącemu woźnicy na dworcu kolejowym przed odjazdem za granicę: czekaj, czekaj Józefie, bo zapodziały mi się gdzieś okulary. Odchodzi, wsiada do pociągu i odjeżdża.
Może pół roku później, w listopadowy słotny wieczór na stacji kolejowej zdarza się spotkanie. Dziedzic wraca do rodzinnej miejscowości. Wysiada z pociągu. Zmartwiony fatalną listopadową pogodą wychodzi przed dworzec i trafia zdziwiony na swój powóz i na swego woźnicę. Pyta go: co Ty tu robisz Józefie? Dostaje odpowiedź „Pan kazał czekać, to ja czekam”.

3

Jemioła

Jedziemy po cudaki, bo stary zapas się kończy – podobnie, jak zapas szyszek na rozpałkę. Mówię: Dobrze – oczywiście, jadę bardzo chętnie. Mamy piękną pogodę. A czy włożyłeś plecaki na bagażnik i czy pamiętałeś o dopompowaniu kół (dętek)? Tak. Ale którędy pojedziemy? – Czy przez Górki? Tak, przecież najkrótsza trasa to właśnie przez Górki-Pagórki, a potem przez Jemiołę.

Bierzmy więc rowery i wyruszajmy. Ale najpierw uważaj – spójrz w obie strony przed przejazdem kolejki. Dobrze/dobra! Jedziemy ulicą 11 Listopada, mijając willę Samowiczów, a następnie domek, w którym mieszka p. Scharmach i jeszcze dalej mijając pp. Szpaków – wprost na skraj lasu. Potem – ścieżką przez mieszany zagajnik sosnowo-brzozowy, trochę pod górkę na piaszczysty grzbiet i w lewo, coraz wyżej, aż na szczyt owego grzbietu – niewysoki, ale pociągający przez sąsiedztwo pięknego modrzewia wysoko strzelającego w górę. Ten modrzew upodobały sobie kosy i właśnie tu zwykły dawać koncerty.

Ale mamy przecież trafić do Jemioły? Pamiętasz drogę? Odparł: Oczywiście! Z piaszczystego szczytu na którym stoimy – w dół na przełęcz równie piaszczystą, a potem w górę i kilkaset metrów grzbietem, nieco krętą ścieżką wśród lasu, między krzakami – częściowo właśnie czeremchowymi – aż do piaszczystego wzniesienia porośniętego przez sosny. Ale najpierw zejdźmy z rowerów i ostrożnie sprowadźmy je w dół na przełęcz, bo na zboczu pełno wystających korzeni i łatwo się wykropić – wykopyrtnąć. Tak właśnie robimy, a potem wspinamy się z przełęczy na przedłużenie grzbietu i jedziemy wąską ścieżką wśród czeremchowych zarośli, spoglądając od czasu do czasu w lewo i w prawo na stok porosły lasem. Po 5 minutach jazdy grzbietem – osiągamy jego piaszczysty kraniec, a na nim – mrowiska i sosny – a więc i Jemiołę.

Jak to? Tu ma być jemioła? Żartujesz! Jemioła na sosnach pośród lasu? Tak, co najmniej na jednej z nich. Zadrzyj głowę do góry, a zobaczysz niedowiarku. Rzeczywiście widzę jaśniejszą zieleń między sosnowym igliwiem! Nie uwierzyłbym gdybym nie zobaczył. Siadamy na starej kłodzie – ufni, że nie ma tu kleszczy wytępionych przez mrówki.

Ale trzeba wracać. Zrobiło się późno. Wracać gdzie? Do domu. Ale co znaczy „wracać”? Gdzie jest Twój dom? – W czterech ścianach, czy może pod Jemiołą? Nie będę Ci podpowiadał. Mam zbyt wiele szacunku dla Twej inteligencji. Nie ściemniaj! Zostawmy tymczasem fundamentalną kwestię: co znaczy „wracać” i po prostu jedźmy z plecakami i torbami na bagażnikach wypełnionymi cudakami. Czyżbyś był fundamentalistą? – To ryzykowne! Tak czy owak – bez względu na to, dokąd wrócimy – myślę, że wrócimy tu i do tego wątku/tematu jeszcze nieraz.

4

A na dodatek nie opodal mieszkała zamordowana później trzeźwa „Kobyła” z Podkowy nauczycielka fizyki w Liceum w Milanówku – „Kobyła” z zębami na wierzchu (o postawie Juranda ze Spychowa) – zamordowana w swym domu na Saskiej Kępie (wkrótce po powrocie z wizyty u swej kuzynki w Londynie).

5

https://wiadomosci.wp.pl/gluszyca-pijany-woznica-kon-jest-trzezwy-i-zna-droge-do-domu-6450386569717889a śro, 27 lis 2019

Maleńka lokomotywa

Maleńka lokomotywa Wiezie nas do raju.Raz po raz odpoczywaNad brzegiem ruczaju.66Bierze wodę do tendraDługą srebrną paszczą,I znowu jak skolopendraWije się pośród chaszczów.Migają za oknamiLaski, piaski, chałupki,Jakaś mała stacyjka,Dwie tablice, dwa słupki.Podskakują podkłady,Wagoniki klekocąAby tylko dojechaćDo Kadzidła przed nocą. Sięgnij miła córeczkoDo podróżnych zapasów. Mamie podaj jajeczko,Mnie bułeczkę z kiełbasą.Sięgnij miła córeczkoDo żurawin i piwka,Bo utknęła na mostkuMała lokomotywka.Jeszcze jedną zwrotkęMusze dodać o kotku.Kot spał w torbie niecnotaTam był sliping kota.Kochanej Mysiuni Tata, 7/II/1956