Wprowadzenie

Szanowni Czytelnicy!

Rozpoczynając „Silva Rerum Maslowskich” należy spostrzec, że spośród powyższych trzech słów tylko ostatnie wymaga od redaktora wyjaśnienia. Znaczenie dwóch pierwszych można bowiem niezwłocznie znaleźć w internecie. Nie będę się więc nad nimi zatrzymywał.

Natomiast ostatnie – trzecie – wywołuje natychmiast wątpliwość: „których Masłowskich?” Według najnowszych danych – osób obojga płci, które noszą to nazwisko jest niemal 10 tysięcy. A więc odpowiedź jest natychmiastowa: „nie wszystkich”, a nawet nielicznych bo tylko związanych kulturą i duchem z tytułowym bohaterem niniejszego serwisu – autorem znakomitego obrazu „Wschód księżyca” – Stanisławem Masłowskim (1853-1926). Jest więc (a raczej było) ich niewielu – gdyż oprócz wspomnianego Stanisława, jego nieżyjący już syn, Maciej (1901-1976)
ale już nie bracia. Może żona Aniela z Ponikowskich – Masłowska (1864-1940). Może dałoby się „podciągnąć” kogoś sprzed paruset lat – na przykład grecystę Franciszka Masłowskiego (ur. w 1530, zm. w 1594) – kolegę poety Jana Kochanowskiego (ok. 1530 – 1584).

Następne pytanie – to skąd gromadziły się, jak nawarstwiały owe Silva Rerum? Odpowiedź nie jest szczególnie złożona – ze spuścizny przede wszystkim po tytułowym bohaterze – Stanisławie, ale chyba jeszcze bardziej po jego synu Macieju i synowej Anieli z Ponikowskich – Masłowskiej. Trzeba tu bowiem podkreślić, że właśnie Maciej, pod koniec swego życia, nosił się z zamiarem opublikowania, w książkowej formie, właśnie czegoś w rodzaju Silva Rerum – ale własnej wersji – to jest Silva Rerum historyka sztuki. Przeszkodziła temu Jego śmierć (1976). Obecnie nie odtworzymy tych zamiarów, możemy jednak do nich nawiązać wykorzystując, a niekiedy i rozszerzając na własną odpowiedzialność plany i myśli potencjalnego autora.

Ta, wspomniana wyżej spuścizna – jak przystało na Silva Rerum – jest bardzo niejednorodna, bardzo rozstrzelona tematycznie, ale i chronologicznie. Z jednej bowiem strony dotyczy drobnych, choć charakterystycznych szczegółów, a z drugiej – nieraz spraw bardzo ogólnych, czasem samych podstaw, fundamentów. W ten sposób wibruje jak kalejdoskop – wibruje kolorem i walorem – nasyceniem barw i kontrastem.

Edytowanie niniejszego serwisu może przypominać prace edytorskie nad dawnymi tygodnikami, w których większe całości ukazywały się w odcinkach. Tak też będzie od samego początku. Inauguracją będą bowiem krótkie lecz charakterystyczne próby poetyckie Macieja (1901-1976) – syna tytułowego bohatera niniejszego serwisu Stanisława (1853-1926) – autora „Wschodu księżyca”.

[1]
Cóż robić
Już nie zrobię tego
I nie zrobi za mnie
Żaden alter ego
I nikt nie pójdzie
Drogą pomyślunków moich
Bo nikt nie stoi
O co ja stoję.


[2]
Co to znaczy?
Co to znaczy, że na niebie tajemnicze znaki wypisują skrzydłami fruwające ptaki?
Że w upalny dzień za Bugiem śnieg leży dokoła Mielnika?
Że jak step wielkie pola są białe, jak gryka?
Że na jesieni wiosna powraca i ognichą płomieni się i żytem zieleni?
To nic nie znaczy i to wszystko znaczy,
Za wszystko nagradza i wszystko tłumaczy.


[3]
Łąka, jak sakrament
Łąka, jak sakrament – w olszynach leży cicha.
Przycisnąć ją do serca i słuchać jak oddycha
Utopić się w jej gąszczach – w jej chłodach cienistych
U tonąc w jej trawach – puszystych, soczystych
Łąka jak sakrament – rozdaje zbawienie:
Nadzieję szmaragdową – i miłość liliową
I wiarę jak wiatr szumną – wiarę kolorową
Kiedy zapali na niej zielone płomienie słońce.


[4]
Pierwsze tango
Pierwsze tango – na wodzie pisane – piórami wioseł piruety.
W stu lustrach żagle skrzydeł fruwają wspomnieniem,
Tańczą z szalem na zwierciadlanym parkiecie.

Pierwsza miłość – „A” – jak Anna
W kontredansie zagubiona

Pod jaworem śpi
W czarnym lesie
Białą nocą otulona.

Wstawaj Miłość!
Jastrzębie budzą krzykiem na belwederach gniazd jodłowych.
Już przedświt łamie się na pół w błyskach warkoczy cynobrowych.

Droga na zachód, półmrok, chłód, drzewa szumią, niebo blednie,
Las kończy się oślepiająco,
Nie ma pól, łąk, ogrodów, nie ma oczu,
Nie ma nic – tylko płomienie po ziemi płynącego wschodu!