Dla Justynki – Tata Andrzej – Myśli niesforne bez celebry i bez fabuły – Chaotyczne zaproszenie do myślenia
https://pl.wikipedia.org/wiki/Chaos_(matematyka)
Sami siebie pytamy: czy ten chaotyczny groch z kapustą da się czytać? A może warto zaryzykować kilka nieodnawialnych minut?
To poważne ryzyko, bo one nigdy nie wrócą. Nie tak, jak wygrywał skrzypek na Chmielnej cyklicznie: „Pójdzie zima, przyjdzie wiosna, pójdzie wiosna, przyjdzie lato, pójdzie lato, przyjdzie jesień, pójdzie jesień przyjdzie zima.” Chaos jest twórczy, chaos jest sztuką!
(All rights reserved)
Zaistnieć – istnieć – zniknąć do cna
Zacznijmy od realnego przykładu. Rok 2006, gazetka „Metro” – opowieść o pewnym człowieku, który nie zaistniał w żadnym rejestrze, pozbawiony jakichkolwiek dokumentów, dowodów, bez meldunku, czy ochrzczony (?), nie istniejący dla wszelkich organów administracyjnych – milicji, prezydiów rad narodowych, nie notowany w księgach metrykalnych w urzędach ewidencji ludności; nie można u niego zdiagnozować śmierci mózgowej, poświadczyć nieprawdy, gdyby zapadł w śpiączkę… Nie gdybaj! Tylko fizycy w swych naukowych dysertacjach wciąż gdybają – bo to istota eksperymentu myślowego (bo już historycy przed nim się bronią, nie robia eksperymentów myślowych). Zostaw gdybanie naukowym fizykom a może [[patafizykom]]? No, ale do rzeczy! Opowieść o 64-letnim człowieku, który ongiś jako trzynastolatek wyszedł z rodzinnej wsi, z rodzinnego domu, by następnie przez dziesiątki lat wynajmować się do różnorodnych prac w wiejskich gospodarstwach.
Wypytywany przez dziennikarza – powiedział: „Mi jest dobrze. Ja nie chcę zmieniać swojego życia.” Na to dziennikarz: „A co będzie, jak zachorujesz?” – „Ja nigdy nie choruję. Zawsze mam przy sobie czosnek i cebulę. Trzymają przy zdrowiu”[…]). Odparłem: On nie ma nawet pojęcia ile traci – przecież on jest wśród „wykluczonych”! Na to odrzekł: Zastanów się porównaj – co on
traci, a jak wiele zyskuje?
Zniknąć do cna – Poznawanie inwazyjne i nieinwazyjne
Zaistnieć, by „nic nie wiedzieć” (Sokrates) – albo zniknąć „do cna” – by poznać cokolwiek.
Dla przeciętnych – tuzinkowych – to nonsens – graniczący z chorobą umysłową. Dla nich taka postawa może okazać się trudna, może zbyt trudna – niemożliwa? Konieczne w niej jest bowiem serce wraz z jego potrzebami.
By zaistnieć trzeba pierwej istnieć – być kimś, być osobą, być sobą. Chór przekrzykujących się – zwłaszcza w programach i dyskusjach telewizyjnych i radiowych jest zauważalny – istnieje, ale uważnych słuchaczy ma niewielu.
Jeżeli zaistnieć to u kogo, dla kogo – u kogoś największego (bo Kali – mawiał „Panie Wielki”) czy przeciwnie zaistnieć u Kogoś Najmniejszego, Najsłabszego. A może zaniknąć do cna u kogoś? To sprawa sławy i niesławy. A może zaistnieć i zrobić Mu przysługę?? „Nie przyszedłem by mi służono, ale by służyć”. Jednak można mu nie tylko służyć, ale i zrobić przysługę, mimo że Grecy starożytni traktowali Go, jako tego, który niczego nie potrzebuje, żadnych przysług – stąd próby jego naśladowania np. przez Diogenesa w beczce.
A jeżeli jednak przysługę – to jaką? – Przyjąć śmierć – to bezcenna przysługa, bo tylko uśmiercony ma pełnię wiedzy – to ten, co nie „wchodzi z kopytami” w czyjeś sprawy – nie wpływa na widziany obraz i widzi go prawdziwie nie zniekształcony.
Tak to prawda – jeśli nie ma manipulacji z definicją śmierci (zwłaszcza mózgowej), która ostatnio przeszła bardzo ciekawą i wątpliwą ewolucję dostarczając profitów (przeszczepy organów).
Trzeba zadać sobie pytanie: jeżeli ktoś ma zaistnieć – to jaki? – Wielki i brzydki, czy mały i piękny? Największy i najbrzydszy czy najmniejszy i najpiękniejszy? Wszak piękno jest malejącą korelacją ogromu – wielkości – tego, co „wielkie jest” i basta. Przychodzą dziwne skojarzenia – Czy wobec Najmniejszej Osoby na miejscu jest tryb rozkazujący? – „daj”, „usłysz”, przyjmij, czy tylko oznajmujący („dziękuję”), przypuszczający („może”)..
W związku z tym wspomnienie o służbie chińskiej – to ludzie, którzy trafnie odczytują – z wyrazu twarzy – pragnienia swych szefów, zanim zostaną wypowiedziane .
A przy okazji wątpliwość – zasada w trybie rozkazującym: „Przyjmij bezdomnego – czy to było kiedyś skierowane również do mieszkańców dawnej Tasmanii, by przyjmowali gościnnie niezaproszonych gości na statkach, aby przyjmowali specjalistów od zabijania (czy to byli chrześcijanie?), którzy wystrzelali ich „do nogi”, do jednego. Dawni mieszkańcy Tasmanii rzeczywiście byli gościnni – biegli przyjaźnie na spotkanie niezaproszonych gości ze statków.
Ale wróćmy do przerwanego wątku i zapytajmy: Co uwielbiamy? – Ogrom, czy piękno. Czy dodanie choćby nie wiadomo jak dużej skończonej liczby do nieskończoności zmienia nieskończoność ∞ – zmienia jej piękno, jej piękną doskonałą symetrię? Dlaczego w sali wykładowej, sali ćwiczeń są zajmowane najpierw ostatnie miejsca – od końca (słuchacze boją się być na froncie, może fałszywie skromni?), podobnie, choć z innych przyczyn -w restauracji – miejsca są zajmowane poczynając od spokojnych, nieruchliwych zakątków?
Źródło: własne przemyślenia.
Skąd jesteś – skąd pochodzisz?
W odpowiedzi jest pomocny internet między innymi – Wikipedia – zajrzyjmy tam, a znajdziemy drzewo genealogiczne i artykuły o niektórych Masłowskich – także tych sprzed kilkuset lat:
https://maciejmazur.cba.pl/m/5.jpg
https://pl.wikipedia.org/wiki/Franciszek_Masłowski_(filolog_klasyczny)
https://pl.wikipedia.org/wiki/Gabriel_Masłowski – Przeczytajmy – Gabriel Masłowski był tym posłem, który zawiesił pieczęć przy akcie Unii Lbelskiej.
O bliskim koleżeństwie i przyjaźni Franciszka Masłowskiego z Janem Kochanowskim świadczą jego wiersze adresowane „do Franciszka”. Zawierają one zwięzłą charakterystykę Masłowskiego. W pierwszym Foricoenium 62 zatytułowanym „Na portret Franciszka Masłowskiego” („In maginem Franc. Maslovii”) – autor podkreśla uzdolnienia i wiedzę Franciszka pisząc (w przekładzie na polski): „Najmilszy Franciszku! Chociaż to portret biegle malowany, jednak maleńką tylko cząstkę Ciebie oddaje. W obrazie twarz Twoję poznaję i prawdziwe rysy, lecz nauki i umysłu wzniosłego nie widzę.”[8][9] Drugim wierszem jest skierowana „Do Franciszka” fraszka II 102, z której wynika, że opuściwszy Rzym, Masłowski odbywał podróże po licznych krajach (zwłaszcza w misjach dyplomatycznych – m.in. w 1573 r. do Francji z zaproszeniem Henryka Walezego na tron Polski)[10]. We wspomnianej fraszce czytamy bowiem:
„Ani Ulisses, ani Jazon młody,
Choć o nich siła starzy nabajali,
Tak wiele ziemie snać nie objechali,
Jako ty, który od Tybrowej wody
Szedłeś, Franciszku, przez różne narody,
Aż tam, gdzie nigdy lata nie uznali
I ogniów palić ludzie nie przestali,
Prze mróz gwałtowny i prze wieczne lody.
Więc i w to nie wierz, aby w tej krainie
Medea jaka i Circe nie była,
Która by ludzi obracała w świnie.
Tak się tu dobrze druga wyćwiczyła,
Żeby tę samę, co tak bardzo słynie,
W niedźwiedzia Circę łatwie obróciła.”
Przyjaźń
„Lepszy jeden stary przyjaciel od dwu nowych nieprzyjaciół”. Richelieu: „Boże, strzeż mnie od przyjaciół, z wrogami poradzę sobie sam.” (Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo..) „Chcesz zrobić sobie w kimś wroga – zrób mu coś dobrego” (tak rzekł Steinberger). Zaś ja zapytuję: Czy, aby zrobić sobie przyjaciela (zaskarbić sobie czyjąś przyjaźń) – trzeba mu pierwej zrobić coś złego? Czy w ten sposób można pokonać jego pychę?


Z powyższego dokumentu można dowiedzieć się o ojcu malarza Stanisława Masłowskiego prawniku Rajmundzie Masłowskim
A jeszcze więcej szczegółów o nim – z artykułu w Wikipedii https://pl.wikipedia.org/wiki/Rajmund_Masłowski
A kim był Stanisław M., który tak dumnie odmówił przyjęcia profesury w warszawsiej Szkole Sztuk Pięknych ze szkodą dla swej rodziny, by później – podczas swej choroby, korzystać ze skromnej zapomogi przyznanej mu pod nazwą „Z łaski Prezydenta”?
Oto jego konterfekt w warszawskiej pracowni przy ulicy Mokotowskiej, około roku 1900.

Tu wypada przerwać wywody – bo cisną się własne myśli, wspomnienia i refleksje:
Jak piękne jest Słowo wolne, zatrzymane, zawieszone, nie wysłowione, nie nagłośnione, ciche, pierwsze i ostatnie
A więc Słowo zawieszone, nie wysłowione, na początku (i na końcu?) – nie wielosłowie, nie krzykliwe by „zaistnieć” – gdzie – u kogo – kiedy ?, ale to zawieszone, niewypowiedziane, nie wysłowione, zostawiające jego Autorowi wolność wypowiedzi – może być powiedziane, takie lub inne, ale nie zostało wypowiedziane lecz zawieszone pozostające wciąż w zawieszeniu czekające na swój właściwy moment. Na początku było (jest) słowo trwające wciąż w zawieszeniu – jakie ono będzie (jest) to zagadka – czyż to nie ciekawsze od wielosłowia – przekrzykiwania (się) by „zaistnieć” gdzie – u kogo – kiedy ? Wolne niewypowiedziane niewysłowione słowo czekające na właściwą chwilę – jest wolne bo nie wysłowione.
Ale i przez analogię – także i czyn, na przykład cios wolny, bo nie wymierzony. Czyny – działania-zaniechania w zawieszeniu, nie dokonane są ciekawsze od tych dokonanych, bo bogatsze w możliwości – konserwujące, zostawiające wolność ich potencjalnemu autorowi.
Źródło: własne refleksje.
Pierwsze tango
Pierwsze tango na wodzie pisane
Piórami wioseł piruety.
W stu lustrach żagle skrzydeł
Fruwają wspomnieniem
Tańczą z szalem
Na zwierciadlanym parkiecie.
Pierwsza miłość
A jak Anna
W kontredansie zagubiona
Pod jaworem
Śpi w czarnym lesie
Białą nocą otulona.
Wstawaj Miłość!
Jastrzębie budzą krzykiem
Na belwederach gniazd jodłowych,
Już przedświt łamie się na pół
W błyskach warkoczy cynobrowych.
Droga na zachód,
Półmrok, chłód.
Drzewa szumią,
Niebo blednie,
Las kończy się oślepiająco.
Nie ma pól, łąk, ogrodów
Nie ma oczu
Nie ma nic.
Tylko płomienie po ziemi płynącego wschodu!
Źródło: notatki i nagrania archiwalne Macieja Masłowskiego
Posłuszeństwo
Tu przypomina się dawne sformułowanie z lat młodości: „Nie chciałeś słuchać rodziców – matki i ojca, to będziesz słuchał szewskiego kopyta albo pocięgla”
Źródło: Powiedzonko zasłyszane wiele razy – autor nieznany
A ja pytam: dlaczego szewcy zostali tak wyróżnieni? Może dlatego, że kopyto jest mniej agresywne od młotka kowalskiego albo siekiery drwala?
Posłuszeństwo –Rząd dusz – „Moral panic” – „Zarządzanie strachem” i „handlarze strachu” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Zarządzanie_strachem)
Posłuszeństwo – to relacja: z jednej strony zobowiązanie, a po przeciwnej roszczenie. Tu ciśnie się pytanie: posłuszeństwo – „komu”, (bo nie „czemu”)? Wiele jest opowieści o tych posłusznych i o ich zobowiązaniach do posłuszeństwa, ale mało, albo i wcale o beneficjentach posłuszeństwa o ich roszczeniach, czasem uroszczeniach. – Kto może rościć – oczekiwać dla siebie posłuszeństwa, kiedy, gdzie, na jakiej podstawie, z jakiego tytułu…? Walka o posłuszeństwo? Walka o rząd dusz. Konkurencja między ośrodkami posłuszeństwa, centrami dyktatury, a może między kandydatami na pozycje dyktatorów-satrapów. Czy to dziwne, że każdy z konkurentów opowiada, uprawia narracje o zobowiązaniach tych posłusznych, lub kandydatów na niewolników?
Z tym nieeleganckim wątkiem dotarliśmy nad skraj pól. Skrajem biegła droga, którą można przejechać zarówno rowerem, jak i samochodem – droga z rozległym widokiem na odległe gospodarskie zagrody.
Jadąc nią mijało się – po przeciwnej stronie – kilka domów sąsiadujących z usytuowanym tam rezerwatem leśnym. Można zazdrościć mieszkańcom odurzającego zapachu lasu towarzyszącego im na co dzień. Była tam także stylowa willa kryta ceglastą dachówką, przy której nigdy nie było żadnego ruchu, dosłownie nikogo. Było kiedyś obok, od strony drogi na jej ogrodzeniu ogłoszenie, że jest wystawiona na sprzedaż. Podany tam numer telefonu miał prefiks angielski.
Natomiast po stronie pól, w oddali, widać było zbitą z bali i desek „ambonę” myśliwską – znak, że to miejsce odwiedza zwierzyna łowna. Jadąc jeszcze dalej trafiało się za ogrodzeniem na stajnię zamieszkałą chyba tylko przez jednego konia, który zwykle podchodził do ogrodzenia jakby na powitanie gościa – rowerzysty. Przykro mi, że z reguły zapominałem o jednej choćby kostce cukru na poczęstunek dla konia. Wiedziałem od mego Taty, że podaje się ją koniowi na płaskiej, wyprostowanej, wypukłej dłoni.
Obok, w pewnym oddaleniu od drogi mijało się jeszcze ciekawą, tajemniczą kopułę – półkula wzniesiona parę metrów ponad poziom gruntu. Snułem domysły – może to pieczarkarnia? Widoku dopełniały dwa przydrożne kopce mrówek – świadectwo, że nie ma kleszczy w tej okolicy.
Szczególnie ciekawa jest skrajna forma posłuszeństwa – ślepe posłuszeństwo – zobaczmy je na przykładzie „pruskiego drylu”
Pruskie wypróżnianie na komendę (https://pl.wikipedia.org/wiki/Pruski_dryl)
Realizm – naturalizm – pruskie wypróżnianie na komendę – To wypróżnianie pruskich żołnierzy na rozkaz ich generałów – gdzie? na zdjęte z ram płótna artystów-malarzy francuskich.
Czy jest w biologii twór który się nie wypróżnia – dajmy przykład. Rozwielitki? Czy analogia biesiady przy wypróżnianiu to może pruskie wypróżnianie na rozkaz?
To, co mówię także mnie wydaje się nieprawdopodobne. Jednak wiarygodne, bo usłyszałem to z ust naszego Taty, który zanim specjalizował się w historii sztuki – wiele czytał z dziedziny historii ogólnej i był w niej erudytą. A więc zwycięscy, w wojnie 1870/1871, prusacy rozprawiali się ze sztuką francuską w ten sposób, że płasko rozkładali wyjęte z ram płótna francuskich artystów i – na komendę – wypróżniali się na nie. Wykonywali ślepo, posłusznie rozkazy swych dowódców.
Brak mi naturalistycznej ilustracji ukazującej taką scenę. Podpowiadam więc ci – poszukaj. Internet zawiera wiele zaskakujących zasobów. Zadajmy pytanie, jaka jest różnica między wypróżnianiem znanej nam „naked ape”11 i wypróżnianiem pozostałych istot zwierzęcych? Może różnica sprowadza się do posłusznej ślepoty tej pierwszej – obnażonej małpy?
Źródło: opo wiadanie zasłyszane wiele lat temu od mego Taty kompetentnego historyka
Sztuka nowoczesna
– Oto przykłady – skrajne chyba: obraz czysta karta „tabula rasa” (zob. Henryk Skolimowski (https://pl.wikipedia.org/wiki/Henryk_Skolimowski): Zmierzch światopoglądu naukowego, Londyn 1974, ss. 14-15). Przykładem w dziedzinie obrazu – grafiki może być działalność Spiro Agnew: „Mądrość i dowcip” – Puste ściany z podpisem autora)
Zaś przykładem w sferze dźwięku – koncert pianisty – pół godziny absolutnej ciszy, a potem wszyscy wstają i rozlegają się ogłuszające oklaski, następnie pianista wychodzi i po powrocie 3 minuty ciszy i znowu wszyscy wstająi rozlegają się ogłuszające oklaski – wszyscy ogłuszająco klaszczą i tak w nieskończoność. Dlaczego aż w nieskończoność? Bo inaczej byłaby kwestia: „Który pierwszy przestał klaskać? – wszak „Wielki – starszy brat” nie przestaje czuwać – czuwa w nieskończoność. Wtedy usłyszałem: Wciąż wyłazi z ciebie ten sam stary tchórz. Cóż na to poradzę, jeżeli wciąż działają te same czujniki – ukryte oczy i uszy opatrzności – może zapomniane selfie?
Wyruszyliśmy tym razem zmienionym szlakiem, bo szlakiem kolejki, więc nielegalnie, nieposłusznie – żwirową ścieżką biegnącą wzdłuż torów nad nasypem – wąską, ale wystarczającą dla dwu rowerów jeden za drugim. Odległość niewielka, bo około jednego kilometra z Podkowy do Otrębus i z powrotem. W rozmowie pojawiła się drobna, w istocie, rozbieżność – kto ma być przewodnikiem. Jako słabiej zorientowany i z natury raczej ostrożny i tchórzliwy, powierzyłem kierownictwo memu przyjacielowi. Jednak, po chwili w rozmowie ta drobna sprawa urosła do wymiarów fundamentalnych. Usłyszałem bowiem następujące słowa nawiązujące do spraw zasadniczych:
Prawdziwy Lider nie pragnie koło siebie tchórzy – niewolniczych typków „X” (według McGregora – 1906 – 1964) wrażliwych na „zarządzanie strachem” – „moral panic”, umierających po 100 razy przed swą prawdziwą śmiercią. Prawdziwy Lider nie zarządza strachem – nie handluje strachem! – nie chce typów o zajęczych sercach i nie pragnie posłusznych, wytresowanych, wymusztrowanych – obowiązkowych służbistów wykonujących na baczność nakazy-rozkazy administracyjne. Dlatego stworzył osoby wolne, twórcze typu „Y” według Mc Gregora. I tu nastąpiła wymuszona przerwa – bo potknąłem się o wystający podkład. To obu nas otrzeźwiło, uświadomiło realną sytuacje, bo usłyszeliśmy sygnał kolejki i zobaczyliśmy, że na przystanku w Otrębusach motorowy włącza główny górny reflektor. Co więcej, na sąsiednim torze ukazał się w oddali reflektor kolejki jadącej w przeciwną stronę – z Podkowy do Warszawy. Wtedy usłyszałem, jak powiedział: musimy ustąpić, zejść po nasypie na bok, byle uważnie – nie wpaść w szuwary, w oczerety. Spójrz, jak w księżycowym świetle majaczy krzaczasta kępa, na którą można zboczyć. I tak zrobiliśmy. Wątek rozmowy urwał się, ale spostrzegliśmy, w jak uroczym otoczeniu jesteśmy. Kolejki minęły w obu kierunkach gwiżdżąc i zapadła niemal cisza – niemal, bo wypełniona koncertowym rechotem żab. Pomyślałem: jakiż to kawał drogi uszliśmy, a dopiero teraz to słyszę. Rechot był wyrazisty i chwilami urywał się jakby na komendę. Czyżby kierował nim jakiś żabi lider? Jak osiągał posłuszeństwo? Było to dla nas niejasne. Wytłumacz nie ściemniając – wszak oprócz rechotu słychać także co jakiś czas tu i owdzie kumkanie zgoła indywidualne chyba nie sterowane. W świetle księżyca było uroczo! Rzeczywiście porosła krzakami kępa okazała się bardzo aromatyczna, wydzielając specyficzny zapach roślinności bagiennej trudny do zapomnienia. Czy jest coś takiego, jak pamięć zapachów? Tu wątek rozmowy urwał się.

Stanisław Masłowski – Pejzaż jesienny z Rybiniszek, akwarela, 1902 (Muzeum Narodowe w Warszawie)
Przypomnij, o czym to myśmy rozmawiali? Jak to, o czym? – o posłuszeństwie i o wolności.
Po chwili zapytał, trochę nie do rzeczy: czy chcesz, by cię kochano? Gdybym był liderem chciałbym, ale dopiero po posłusznym wykonaniu mych rozkazów, po posłusznym zameldowaniu ich wykonania. Na to odrzekłem – to nie jesteś dobrym liderem (co zresztą było wiadome już wcześniej). Dalej jeszcze bardziej niedorzecznie zapytał: Czy można posłusznie kochać? – Bo, że można „meldować posłusznie” – co do tego nie mam wątpliwości. W ten sposób nasza rozmowa jeszcze bardziej się rozjechała – na obszar: wolność a posłuszeństwo lub nieposłuszeństwo. Rzekł bowiem: w niektórych okolicznościach spróbuj być nieposłuszny! Spróbuj przestać klaskać – zwłaszcza jako pierwszy. Pomyśl – czy pozostaniesz wierny wolności, nieposłuszny, czy raczej od niej uciekniesz? Ale dokąd? Pod wpływem jakich motywów? Czy motywów typu „moral panic”, czy bardziej trywialnych, z obawy przed pospolitym złem. Wszak zło jest trywialne, pospolite, banalne, często spotykane, powszechne, nie wywołujące zdziwienia. Nie trywialne – „dziwaczne”, a nawet szokujące jest dobro. Czy dobro może jedynie szokować? Sprawa nie jest prosta, skoro rozpatrywał to już Kali „W Pustyni i w Puszczy”’. Czy Kalemu może być coś dane, czy tylko zabrane? Czy Kali może tylko zabierać, czy również dawać? Czy obce jest mu dawanie, a znajome tylko zabieranie? Czy Kali jest określony tylko ilościowo, a nigdy jakościowo? Czy przyrost ilości przysparza mu nowe jakości? Czy pozostanie na zawsze tylko Rzędzianem? Czy dobro musi ukrywać się pod formą zła by przetrwać – czy konieczna jest mu mimikra https://pl.wikipedia.org/wiki/Mimikra ! . Czy Dobro musi być wstydliwe? Mnie na przykład – jeżeli zdarzyło się zrobić coś dobrego – to tylko mimo woli, przez pomyłkę i jestem Woli Najwyższej za to nieskończenie wdzięczny! Kto orzeka, co jest dobre? – czy ten, kto orzeka we własnej sprawie? Czy może ktoś Inny – Kto? – Sam sobie odpowiedz Pytanie zostało bez odpowiedzi.
Moczary, krajobraz, akwarela, 1880–1890 (w zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie – Pracownia Fotograficzna Muzeum Narodowego w Krakowie)

Można było teraz wygodnie ustawić się na ścieżce wzdłuż torów nad nasypem. Wciągnęliśmy tam rowery, wsiedli i wyruszyli w powrotną drogę – zwłaszcza, że księżyc ukrył się za chmurami, a w parnym powietrzu zaczęły się rozlegać pomruki nadciągającej burzy.
Wróciliśmy jednak do przerwanego wątku posłuszeństwa jako relacji – z jednej strony zobowiązania, a po przeciwnej roszczenia. Tu wystąpił z jeszcze jednym pytaniem– posłuszeństwo – komu? – bo nie „czemu”?
Zastanawia dlaczego wiele jest narracji o tych posłusznych, o tych zobowiązanych do posłuszeństwa, ale zastanawiająco mało, albo i wcale o beneficjentach posłuszeństwa, o ich roszczeniach, czasem uroszczeniach. – Postanowiliśmy zatrzymać się na pytaniu kto może rościć – oczekiwać dla siebie posłuszeństwa, kiedy, gdzie, na jakiej podstawie, z jakiego tytułu…? A dalej pojawiły się następne wątki – walka o posłuszeństwo, walka o „rząd dusz” i jeszcze następne – konkurencja między ośrodkami posłuszeństwa, centrami dyktatury, a może między kandydatami na pozycje satrapów. Marketing posłuszeństwa? Czy to dziwne, że każdy z konkurentów opowiada, uprawia narracje o zobowiązaniach posłusznych niewolników, lub kandydatów na niewolników?
- https://en.wikipedia.org/wiki/The_Naked_Ape ↩︎
- https://pl.wikipedia.org/wiki/Koń_z_Kapitolu_(obraz_Stanisława_Masłowskiego) ↩︎
- https://pl.wikisource.org/wiki/Broń_mnie_przed_sobą… ↩︎
- https://pl.wikipedia.org/wiki/Liryki_lozańskie ↩︎
Punkt materialny – eksperyment myślowy – czy prawda jest pomijalna?
Wspólny spacer z moim ambitnym kolegą przerodził się w niemal akademicką dyskusję.
Czy z fałszywych założeń o istnieniu nie istniejących obiektów mogą wynikać prawdziwe wnioski?
Zadał zaczepne pytanie: Drogi naukowy aksjomatyku – czy jesteś Ceteris Paribus? Czy ceteris paribus jest in vivo – z życia, czy in vitro – to znaczy z wydumanej doktryny, czy to, co naukawe jest z życia, czy z wyidealizowanej doktryny? Daj mi przykład, gdzie są Twoi koledzy Ceteris Paribus – (fałszywe jest założenie ceteris paribus, bo wszystko jest powiązane ze wszystkim – jedno zmienia się, to zmieniają się inne, zmienia się wszystko równocześnie – cały
układ, wszystkie jego elementy naraz, więc gdzie tu są widziane przez naiwnych filozofów – może „filozosiów” – „związki przyczynowo-skutkowe”?) Czy oni – Twoi koledzy „Ceteris
Paribus” są rzeczywiści, czy może są tylko głęboko naukowym wirtualnym mirażem? Drogi Naukowy Aksjomatyku – stoisz przed swobodnym wyborem.
Cóż robić
Już nie zrobię tego I nie zrobi za mnie
Żaden alter ego
I nikt nie pójdzie
Drogą pomyślunków moich
Bo nikt nie stoi
O co ja stoję.
Źródło: kopia z oryginału Macieja Masłowskiego.
Kto jestem?
Myśli twarde
Rąbane siekierą
Na wióry
Do podpałki
W starych piecach
Gdzie diabeł pali.
Myśli miękkie
Potarte
O szorstką ścianę płaczu
Jak zapałki.
Patrzę – nie widzę
Słucham – nie słyszę
Myślę – nie rozumiem.
Chmury, pioruny
Powiedzcie mi kto jestem!
Czy z deszczem
Spadnę na pola.
Czy jak gwiazdy śnieżne
Siądę na szybie
I zajrzę
Do pustego pokoju
Aby zlizał mnie
Niedźwiadek z pluszu
A koń na biegunach
Kopnął w zadek.
Źródło: kopia z oryginału Macieja Masłowskiego.
A może by tak przekornie, po mojemu, na odwyrtkę i w skrócie?:
Nie patrzę – ale widzę,
Nie słucham – lecz słyszę,
Nie myślę – lecz rozumiem.
Chmury, pioruny,
Powietrze
Powiedzcie mi,
Kto jestem?
A może jeszcze inaczej? Poważniej i bardziej realistycznie? Kim jesteś – zależy od tego, jakie pierwsze słowa i w jakim języku usłyszałeś w kołysce? „Moje kochane dzieciątko” – „Meine liebie”?…Jakie pierwsze słowa usłyszeli na przykład: Boznańska, Kopernik, Matejko, Szopen…?
Źródło:własne notatki.

Nasz Tata – Maciej Masłowski w latach szkolnych w mundurze harcerskim około 1915 roku. Źródło: archiwum Macieja Masłowskiego.
Hop – hop – Jest tam kto?
Zaczynamy spacer – wchodzimy do lasu i wołamy w kierunku znajomych pagórków Hop – hop – Jest tam kto? A dlaczego nie „jest tam co?” Nasłuchujemy – wraca echo to znaczy nie ma nikogo, jest tylko coś – ściana lasu odbijająca głos (jeśli po sekundzie to znaczy że nasze wołanie dociera na jakieś 150 metrów). Nie ma naszych znajomych. To szkoda. Przy okazji powiedz mi jaki jest twój wybór, jaka decyzja – wybierasz „kto” (choćby nieskończenie małe, niewidzialne, niesłyszalne, czy wybierasz „co” – może czyjś stan posiadania – mieszkanie własnościowe, dom, z ogrodem, jacht, samochód, awionetkę, zasobne konto bankowe? Przyniosłeś coś z tych rzeczy ze sobą i zabierzesz ? Skąd taka roszczeniowa postawa ? Bo mnie się należy!
Tak należy ci się ale zupełnie nie to, co jest ci dane i za co nie jesteś wdzięczny, czego nawet nie dostrzegasz, nie zauważasz myśląc naiwnie, że to naturalne, tak powinno być. Należy ci się zupełnie co innego, o czym nie będę ci głupku wspominał. Zgoda, to prawda, ale czy choć dostrzegasz, co było i jest ci dane – tak naprawdę wszystko – i jesteś wdzięczny?
Mam wątpliwości i opowiem anegdotę o dwu aniołach, jeden bardzo wciąż zajęty – to ten, który wysłuchuje niezliczone modlitwy błagalne i drugi niemal bezczynny – to ten, który wysłuchuje nieliczne i skąpe modlitwy dziękczynne.
W tym momencie rozmowa urwała się, bo spostrzegliśmy, ze właśnie jesteśmy pod jemiołą rosnącą na sośnie.
Źródło:własne notatki.
Jak masz na imię?
Pankracy. Tak. To zaraz popraw na Kracy, bo jakiż to z ciebie pan jeżeli nawet porządnych portek nie masz!
Źródło: notatki własne nawiązujące do dawno zasłyszanych żartów
Złodzieje czasu?
Czy możliwi są złodzieje czasu? – Reklamy – TV, Radio. . . ., a wreszcie ty sam – twoje marnotrawstwo – zabijanie czasu. „Znane są tysiące sposobów zabijania czasu, ale nikt nie wie, jak go wskrzesić.” (kto tak rzekł? – mam zbyt wiele szacunku dla Twej wiedzy, bym ci podpowiadał) Jak ścigać złodziei czasu – jakie organy ścigania są do tego powołane? Ale i ofiarodawcy czasu – jak ich wynagradzać? – kto jest do tego powołany? Kto jest ofiarodawcą czasu Nr 1? Co jest czaso-oszczędne? – telefon (?+/-) – kalkulator pralka, odkurzacz, robot sprzątający, pomoc domowa – gosposia, samochód….?…, a co jest czaso-chłonne?– telewizor, radio, telefon (?+/-), smartfon (?+/-), piesza wycieczka….? Czy czas się kiedyś wyczerpie? To zależy, jak go rozumiesz – cyklicznie, jak starożytni i jak staruszek, któremu rzucałeś z okna pieniążek zawinięty w papierek na „podwórko-studnię”, staruszek wygrywający na skrzypeczkach cyklicznie „Pójdzie zima, przyjdzie wiosna, pójdzie wiosna, przyjdzie lato, pójdzie lato, przyjdzie jesień, pójdzie jesień przyjdzie zima”, czy linearnie: jak u Narodu Wybranego – od zagadkowego początku, do nieznanego końca.
Sławojka bez Sławoja i wkład Masłowskich w poprawę higieny na wsi.
To wymaga komentarza – zwłaszcza dla młodszego pokolenia, chociaż stan sanitarny, a zwłaszcza końcowy etap przetwarzania rzeczy ładnie pachnących na brzydko pachnące zawsze (może z wyjątkiem Wawelu) był i pozostał polską słabą stroną. Widać co prawda jakąś poprawę.
Realistyczna anegdota mówi, że w pewnej wsi, którą odwiedzili Masłowscy jako letnicy (gdzieś w połowie lat 1950) pojawiła się sławojka. Co pełniło jej funkcję przedtem? Sąsiedni lasek.
Sławojki nie łatwe były do odszukania w dawnej wiejskiej Polsce. A jednak! Jak to się działo po objęciu urzędu przez minista Sławoj-Składkowskiego – opowiada pewna anegdota – realistyczna. Mianowicie do którejś wsi przybywa gość nawykły do korzystania z toalet i pyta o sławojkę, a wtedy premierem był już Sławoj-Składkowski i obowiązywał przepis, że w każdej wsi musi być sławojka. a na pytanie dostaje odpowiedź (piękną polską gwarą): Taaak panocku, jest, jest. Widzi Pan tę topolę koło krzyża? Jeszcze bedzie pół kilometra prosto za tą topolą. Gość idzie i trafia – ale tu okazuje się, że na pięknych świeżutkich zbitych z desek drzwiach wisi kłódka. Więc pyta przypadkowego przechodnia, jak dostać się do sławojki i dostaje odpowiedź: Klucz ma sołtys. A gdzie sołtys? Tam za tą kępą drzew po lewej. Kiedyś było używane określenie „To tam, gdzie król piechotą chodzi”.
Jak dalej potoczyły się sprawy? – Odpowiedź zostawiamy Szanownym Czytelnikom.
„Pan to chyba ze wsi?”
Godzina 5 rano i trzeba zarezerwować kolejkę w Spółdzielni Spożywców, bo ponoć mają coś dzisiaj rzucić – może ser żółty, może płatki owsiane. Nabijam się więc w kapotę, grube skarpety, buty z wysokimi cholewkami i wyruszam. Wzdłuż uliczki – majaczą efektowne śnieżne nawisy na gałęziach sosen i miękki śnieg pod stopami. Powoli rozjaśnia się od wschodu. Może jest trochę późno – bo przed zamkniętymi drzwiami stoi już kilkanaście osób. Mrozu trzaskającego nie ma, chyba tylko około jeden stopień poniżej zera. Jednak przy braku ruchu czuje się chłód, zwłaszcza stopy dokuczają i trzeba przebierać nogami, by się rozgrzać. Na szczęście nie ma wiatru. Kilka minut przed 7-ą można będzie przejść się na stację kolejki do kiosku po gazetę. Rzeczywiście tak robię.
Po powrocie słyszę: „Skąd Pan się tu wziął. Pan tu nie stał.” „Jak to, zająłem kolejkę już o piątej rano. Byłem wtedy szesnasty. Jak otwarli kiosk obok na stacji o 6-ej poszedłem kupić gazetę i wracam.” Pani obok może potwierdzić. Potwierdziła.
Jak i kiedy to było – przypominam sobie: Około 1950 roku pewna kobieta w kolejce przed sklepem spożywczym spółdzielni PSS w Podkowie Wschodniej zadała mi pytanie: „Czy Pan ze wsi”?
To ciekawa historia. Ludzie z kolejki słysząc to pytanie spojrzeli na nią i na mnie z zaciekawieniem myśląc, że szykuje się awantura „na 10 fajerek”. Może myśleli, że za chwilę usłyszą więcej, na przykład: „Pan to chyba z PGR-u!”. Tymczasem po chwili sytuacja wyjaśniła się, bo dama pochodziła z ziemian kresowych podczas wojny „wyrzuconych z siodła”. Z niejasnego powodu wydało jej się, że należę do jej kręgu, jej sfery i chciała upewnić się, czy tak jest naprawdę. Wyjaśniłem jej, że się myli. Rozmawialiśmy przyjaźnie ku zdziwieniu, a może i rozczarowaniu mimowolnych słuchaczy.
Źródło: wspomnienie zapamiętane przez dzieci Macieja Masłowskiego
„Sołtys Witosek”
– to studium akwarelowo-rysunkowe Stanisława Masłowskiego z 1880 roku ze wsi Pieczyska koło Grójca. Teraz – to jest ponad sto lat później – nie pada pytanie: „Pan to chyba ze wsi” i nie jest to sytuacja w sklepie, ale spotkanie z mieszkańcem wsi na obrazie. Pochodzi on z wczesnego okresu twórczości niespełna trzydziestoletniego malarza, który w latach 1880–ych tworzył wiele podczas swych licznych odwiedzin Ukrainy, jednak również w kraju, na Mazowszu, między innymi w czasie wizyt składanych swemu koledze Czesławowi Tańskiemu w Pieczyskach koło Grójca. Tam powstało omawiane studium.

Pijany koń i trzeźwy woźnica
Najpierw przypomnijmy tu anegdotę – rozmowę Napoleona z którymś z jego podwładnych o polskich szwoleżerach pod Somosierrą (1808) – „Ależ Wasza Wysokość – oni byli pijani!” – „To daj mi więcej takich pijanych”.

Konie przy obroku.
1890–1895, w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie

Warto także wspomnieć piosenkę:
„Pije Kuba do Jakuba,
Jakub do Michała.
Pijesz ty, piję i ja,
Kompanija cała.
A kto nie wypije,
Tego we dwa kije.
Łupu cupu, cupu łupu.
Tego we dwa kije”.
Czy można „konia we dwa kije”, zapewne tak, ale czy to poskutkuje? Raczej batem go! Może kiedyś skutkowało w odniesieniu do służby pańszczyźnianej w folwarkach w których bywały gorzelnie, karczmy i dyby, a ponoć w niektórych folwarkach obowiązywał służbę folwarczną – fornali zakup określonej ilości gorzałki – to pewnie po oczynszowaniu, bo przedtem poddani nie mieli czym zapłacić.
Po tym, co wyżej powiedziano, dziwna może wydać się sytuacja odwrotna do opisanej – pijany koń i Trzeźwy – nie szwoleżer, ale woźnica z pasażerką na wozie i to znacznie później, bo koło 1950 roku. Gdzie? – w Polsce, pod Warszawą pod knajpą „Pod Bachusem” (nie podajemy adresu).
Czy to możliwe? Tak – „Pod Bachusem”. Pijany koń i Trzeźwy Woźnica. To „Dajcie mi więcej takich Trzeźwych!” Rozbijają się po tamtejszych wertepach – to możliwe chyba tylko u tych ludzi, tylko tam i wtedy. Więc jak to? Pijany koń i obeszło się bez wypadku? Czy nie zboczył z drogi? Czy był posłuszny Trzeźwemu Woźnicy? Może nie zupełnie, gdyż skręcając na skrzyżowaniu w prawo zawadził osią jednego z tylnych kół o drewniany słup sieci elektrycznej i zostawił na nim rysę. A co na to właściciel knajpki? Tego nie wiemy. Nie wiemy, czy spostrzegł, co się dzieje, czy zauważył, że tylna oś wozu zaczepiła o słup. Może tak – może był przyzwyczajony do podobnych pospolitych scen i nie zwrócił na nią uwagi?
A Trzeźwy Woźnica? Może był zamyślony? Może rozmyślał jak to było z dywizjonizmem w niektórych obrazach Pankiewicza, na przykład w znakomitym pejzażu z Kazimierza nad Wisłą? Po chwili Jego rozmyślania ustąpiły wielkiej radości i uldze, bo koń po kilku głębszych butelkach po winie (0,7 litra) wypełnionych gorzałką – może spirytusem, może bimbrem? – zaczął oddawać gazy, prykać raz po raz i niebezpieczna rozsadzająca go kolka zaczęła ustępować. Sprawdziła się dobra stara zasada: nie dawać koniowi nieodpowiedniej paszy. Karmić owsem, a w żadnym przypadku nie świeżym, nie przetrawionym żytem, chociaż podobno koń karmiony żytem „ma więcej siły do pracy”.
Czy nasz Trzeźwy Woźnica zaglądał „Pod Bachusa”? Owszem, nawet razem ze swą rodziną – żoną i dwójką dzieci. Co tam było? Procentowe napoje tak, ale Trzeźwy nie to zamawiał u tamtejszych, kelnerów: panów Józia i Kazia (mówiącego do gości tylko szeptem za przyczyną gardłową). Więc co? Pamiętasz? Pamiętam: pieczeń rzymską, klopsiki, albo cynaderki w sosie z kartoflami (nie ziemniaczkami), a chyba i z buraczkami – były to dania dyżurne. To i tak było wtedy wiele, bo w owych latach trudno było właścicielowi knajpy o przydział mięsa.
Trzeźwy koń i pijany woźnica.
https://en.wikipedia.org/wiki/File:Sledding_in_Poland_Kulig_Podkowa_Lesna,_2010.webm
Ciekawy przypadek: Roboczy koń trzeźwy. ale woźnica pijany. Kiedy? W 2019 roku. Gdzie? – w Głuszycy, na Dolnym Śląsku. Nietrzeźwy furman został zatrzymany przez policjantów. Funkcjonariusze zatrzymali do kontroli 68-letniego woźnicę kierującego zaprzęgiem konnym. Wyczuli wyraźny zapach alkoholu. Alkomat wykazał, że miał prawie 1,3 promila alkoholu. Woźnica przyznał, że godzinę wcześniej pił, ale „koń jest trzeźwy i zna drogę do domu”. Dlaczego trzeźwy koń nie miałby znać drogi do domu? Widać, że naturalna inteligencja skutecznie konkuruje ze szruczną!

Koń z Kapitolu (obraz Stanisława Masłowskiego)2
Wszystko jest względne
„Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia” – tak ponoć wyraził się pewien elektryk (samochodowy). Gdzie on siedzi? Jeżeli na jabłku (a zwłaszcza jeśli jabłko jest złote) to nie on zjabłkiem porusza się względem ziemi, ale ziemia porusza się względem niego siedzącego na złotym jabłku.
Wszystko jest względne – relatywne, historycznie uwarunkowane itd itp…..? Czy tak samo wygląda maj w Warszawie i np. w Buenos Aires na półkuli południowej? Tak bywa – z wyjątkiem niniejszego bezwzględnie prawdziwego zdania, które nie jest uwarunkowane ? A jak się ma do tego
„Niepewność pomiaru” – „Measurement uncertainty”? Dla niego trzeba zrobić wyjątek od zasady –
jak wiadomo wyjątek potwierdza regułę? – jak to możliwe? Czy raczej ją falsyfikuje? Zostawiam to Tobie. Nie ściemniaj! Wszak nie jesteś sztuczną inteligencją! Poznam po tym, czy się obrażasz.
Czy AI się obraża, kiedy jej udowodnić, że jest głupia? Może to nierealne, ale może egzystuje „sztuczna głupota” – autonomiczna sztuczna głupota?
Źródło: jak wyżej.
Jeszcze jeden dowód mojej ignorancji
Jeszcze jeden dowód mojej ignorancji – Jaki? Bardzo prosty i oczywisty. Któregoś czerwcowego dnia chciałem złożyć życzenia imieninowe mojemu koledze Jankowi – bo to przecież w czerwcu „na święty Jan jagód dzban”. Janek jednak zaraz sprostował stawiając mnie do pionu – pomimo moich najlepszych intencji. Powiedział moje imieniny są 12 lipca w dniu świętego Jana Gwalberta.
Rozmowa potoczyła się ciekawie, kiedy powiedziałem: przejdź się drogą graniczną Supraśla i Puszczy Knyszyńskiej i popatrz na pnie sosen. A byliśmy właśnie w Supraślu. Znajdziesz na jednym z pni rzeźbę tego świętego z objaśnieniem: święty patron leśników. Uświadomiłem sobie własną wrodzoną głupotę – nie mając dawniej pojęcia kto jest patronem leśników. Był on kanonizowany już w 1193, a patronem leśników ogłosił go Pius XII w 1951. Był więc czas dowiedzieć się o tym. Idąc wkrótce trafiłem na tę sosnę z rzeźbą.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Gwalbert
Kulawy koń, pijany starszyna, bimber, kapusta z kartoflami i fotografie rodzinne
Zosin, styczeń 1945. Armia Czerwona w natarciu. Front przewalił się, a raczej ominął Otrębusy i Zosin. Niemcy na szczęście w tym miejscu nie stawiali oporu, wycofując się w połowie stycznia. Koń, wóz, sanie – zima mroźna i śnieżna. Zjawia się starszyna – krasnoarmiejec z rozkazem zarekwirowania konia dla armii czerwonej. Co zrobić w takiej sytuacji? Co zrobić, by się odczepił? Koń to konieczne źródło utrzymania. Przewóz ziarna do młyna w Walendowie i mąki z powrotem, także sprowadzanie cukru z cukrowni z okolic Błonia – to zarobek pozwalający wyżyć. Co robić? – Poznać, zrozumieć, pożartować, zaprosić, poczęstować. Czym? – papierosami, gorącą strawą, wódką? Nie – bimbrem! … Przecież bimbrownia jest tuż – na miejscu, w suterynie. Tak też się stało i koń został. Krasnoarmiejec po spożyciu solidnej porcji kapusty z kartoflami – bigosu (?) i wypiciu odpowiedniej liczby szklanek – zostawił konia w spokoju, zrezygnował z rekwizycji mówiąc, że powie swemu dowódcy-komandirowi, że koń jest kulawy. To jednak nie wszystko, opowiedział bowiem wiele o swej rodzinie, pokazując fotografie…
Źródło: wspomnienie opowiadania Macieja Masłowskiego.
Jak się macie Bartosie?
Rozmowa na targu z głuchym
Jak się macie Bartosie?
Gąsiora mam w kosie
Jak się mają żona, dzieci?
Ma związane skrzydła to i nie poleci
A rodzice jak się mają?
Trzy złote mi za niego dają
Do widzenia Bartosie.
Psedom, to psedom
Darmo nikomu nie dom.
Źródło: rozmowa gwarą z głuchym na jarmarku – wspomnienie opowiadania Macieja Masłowskiego.
Moja Stefciu, co to za człowiek
Gdyśmy tak się wałęsali po zaniedbanym (może bezpańskim?) lesie w poszukiwaniu użytecznych śmieci (na przykład używanych listew, desek i rur przydatnych w ogródku) – przypomniało mi się
autentyczne zdarzenie sprzed ponad 100 lat, a właściwie rozmowa w domu.
Pani domu odezwała się do swej służącej: „Moja Stefciu, co to za człowiek?” myśląc, że to ktoś wynajęty do pracy. Usłyszała odpowiedź: „To nie człowiek, to pan K., student Politechniki”. Na to Pani domu: „Ach przepraszam, to nie człowiek, to pan K. student Politechniki! Jaki miły młody człowiek!”….
Ale także inna ciekawostka sprzed wielu lat:
Prezentacja nauczycielek na przyjęciu we dworze ziemiańskim (XIX wiek): „To nauczycielka państwa B., a to nasza nauczycielka” – Na takie dictum „nasza nauczycielka” zareagowała następująco : „Bardzo mi miło poznać Panią, ale mam także swoje imię i nazwisko, nazywam się: Jadwiga Ch.… Wtedy Pani domu oniemiała – uświadomiła sobie bowiem własne chamstwo.
Źródło: wspomnienie opowiadania Macieja Masłowskiego i opowiadań starszego pokolenia Masłowskich.
Scena z L.Tołstojem (żadnych nazwisk!?).
Na peronie stacji kolejowej w prowincjonalnym rosyjskim mieście spaceruje mużik w typowo rosyjskim chłopskim stroju (można sobie dopowiedzieć szczegóły). Z okna wagonu stojącego obok pociągu wygląda kupcowa cała kapiąca od złota (na każdym palcu obu rąk pierścionki itd.). Do odjazdu jeszcze daleko, bo odezwał się zaledwie „pierwyj zwonok”. W pewnym momencie kupcowa woła do spacerującego „mużika”: „Ej czełowiek, priniesi mienia stakanczik wody” i podaje mu naczynie. Mużik bierze, znika i po chwili wraca z wodą. Kupcowa daje mu w łapę pół grzywny (poługriewiennik – parę kopiejek. Mużik odbiera i kontynuuje swój spacer po peronie. Rozlega się następny „wtoroj zwonok”, ale do odjazdu pociągu jeszcze daleko – bo dopiero trietij zwonok sygnalizuje zbliżanie się odjazdu. Ale wkrótce na sąsiedni tor po drugiej stronie peronu zajeżdża pociąg, z którego „wysypuje się” mnóstwo ludzi, a wśród nich eleganckie towarzystwo – najpierw jednak lokaje pomagający w wysiadaniu paniom, wynoszący bagaże podręczne itp. Ale, co ciekawsze – następuje serdeczne przywitanie ze spacerującym „mużikiem”. Widząc i słysząc , co się dzieje wyglądająca z okna kupcowa wybiega w pewnej chwili na peron i rzuca się przed „mużika” niemal na kolana, krzycząc
„Graf Tołstoj prostitie, ja nie znała, izwinitie mienia”. Na to ów „mużik” odpowiada” „Ja znaju, Wy
chotitie, cztob ja Wam etogo poługriewiennika otdał! Niet, nie otdadu!”
Słońce pochyliło się ku zachodowi, a od wschodu, z nad łąk i oczeretów lekki powiew niósł zapach świeżej wiosennej zieleni (a ja pamiętam charakterystyczny, pamiętny zapach potu zmieszany zzapachem machorki). Trwała cisza chwilami przerywana odległym kumkaniem i ledwie słyszalnym z oddali gwizdem przejeżdżającego pociągu. Powiedziałem: Jaki jestem szczęśliwy! Odrzekł: Naprawdę? Tak – odpowiedziałem – dlatego że jesteśmy razem, w tak miłych okolicznościach. Odparł: widzę, że niewiele Ci do szczęścia potrzeba – przecież to wszystko za darmo, zapomnieliśmy zabrać portmonetek, nawet rowerów nie wzięliśmy tym razem ze sobą. Tu zacytował: >>Pieniądz szczęścia nie daje, ale pozwala obejść się bez niego<<. To przekorne francuskie powiedzenie. Bez szczęścia człowiek obejść się nie może, chociażby miał nie wiadomo jak wielkie pieniądze – chyba to oczywiste, banalne, trywialne spostrzeżenie. Nie ma czegoś, co pozwoliłoby obejść się bez szczęścia. Ale więcej: szczęścia nie można kupić za żadne pieniądze. Czyżby nie wszystko na sprzedaż? Niemal wszystko, z wyjątkiem tego, co najważniejsze – szczęścia.
Pomnik dla Garkotłuków
Dziś niedziela, więc zmieniliśmy zwykły plan leśnej wędrówki by wzbogacić go o miły akcent końcowy w pobliskiej knajpce. Była już o niej mowa w związku z pijanym koniem i trzeźwym woźnicą.
Joanna Filipczak urodzona w Boguszycach koło Rawy Mazowieckiej w 1866 roku – od ok. 1900 roku Pomoc domowa najpierw Anieli i Stanisława, potem Haliny i Macieja Masłowskich do 1945 roku. Zdjęcie w wieku młodzieńczym, dokument – niżej z podpisem trzema krzyżykami (analfabetka, ale oprócz Św Pawła apostołowie byli chyba nie uczeni w piśmie, a jak Chrystus?, jak Sokrates? – zapisany chyba tylko przez Platona?)

Pomnik dla wszystkich Garkotłuków. Przed wszystkimi – najpierw – jednak dla Tej z Częstochowy i tej co w Ostrej świeci Bramie, Tej z niezliczonych włoskich, hiszpańskich, francuskich miejscowości….. poprzez wszystkie współczesne pogardzane i zapracowane, a kończąc na Ćwierczakiewiczowej – tej, która ucierpiała z powodu zazdrości, a może i zawiści, tych „co wielcy byli, są i basta” – także Deotymy, która ponoć rzekła: „To ta pani od placków” – i dostała odpowiedź: „To ta pani, co pisze pod placki”. Zazdrość, bo wszystkich ich Ćwierczakiewiczowa zmieściłaby w swej kieszeni lub torebce i dla wielu innych znalazłoby się jeszcze miejsce.
Dokument Joasi – książeczka oszczędnościowa z datą i miejscem urodzenia.

Zdjęcie Joasi z około 1944 w Wierzbówku – Otrębusach koło Warszawy.

Zdęcie Joasi Filipczak i – z prawej – jej siostry Kwiatkowskiej z (Filipczaków) zapewne w Woli Rafałowskiej chyba w latach 1930+.

Anna Krzosek – Gosposia Pomocnica domowa Masłowskich w Podkowie około 1950 roku.


Na powyższym zdjęciu – od lewej Halina z Klisińskich Masłowska żona Macieja (Babcia Hala), jej dzieci: Ciocia Krysia (z kotką w rękach) i Andrzej, Anna Krzosek – Pomocnica domowa u Haliny i Macieja Masłowskich (siedzi), ok.1950.
Czy będziesz prawdziwym garkotłukiem – zależy od Ciebie – naucz się używać garnków spokojnie, dyskretnie, po cichu! (to może być nie koniecznie garnek – stołek, krzesło, książka, klawiatura….). Czy potrafisz ich używać bez przeklinania, z wdzięcznością, a nawet z życzliwością – choćby dla ich twórców, czy przeciwnie – z przekleństwem na wykrzywionej gębie? A jednak Pomnik – jako wynik szerokiego gestu i szerokiego, wielkodusznego, nie małostkowego serca.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Lucyna_Ćwierczakiewiczowa
„Jest tam kto?” czy „jest tam co”?
„Jest tam kto?” – to pytanie zadawane zwykle przy poszukiwaniu życia poza-ziemskiego. Dlaczego „Jest tam kto?”a nie „jest tam co”?
Jaka jest różnica miedzy „kto” i „co”?
Zamiast odpowiedzieć, pytam: Jak prowadzić granicę między jedną a drugą rzeczą – umownie-arbitralnie, a może są one jedynie mym złudzeniem? Jak wyodrębniać poszczególne przedmioty – obiekty lub podmioty. Wyjaśnijmy to na skrajnym przykładzie chmur – gdzie się kończy jedna, a zaczyna druga? – i szerzej – zbiorów rozmytych, jak więc jest teraz z „dowodem z racji dostatecznej” i „dowodem z przygodności”, w których mówi się o „rzeczach” – „bytach”? Może bredzę, może jestem pod „dobrą datą” – a może jestem po prostu bytem rozmytym – osobą rozmytą, jeśli w ogóle sobą – osobą?
Tu zastopowałem – Przypominam: żadnych nazwisk, adresów i telefonów!). A jednak robię wyjątki : 1) profesor doktor habilitowany h.c Homer, 2) profesor doktor habilitowany h.c. Sokrates, 3) profesor doktor habilitowany Shakespeare. Istnienie dwóch pierwszych jest niepewne, a niepewna jest tożsamość tego ostatniego – nie wiadomo, kto tak na prawdę był twórcą „Hamleta”.
Źródło: refleksje własne na podstawie treści znanych powszechnie

Maciej Maslowski (z lewej) w gronie przyjaciół, zdjęcie z około 1920


Chmury
Nad ziemią
Pachnącą miodem
Ciągną chmury zwartym
Korowodem.
Mamuty, słonie, lamparty
Suną gościńcem niebieskim
A z tyłu zbitą gromadą
Tłoczy się stado
Białych baranków z pieskiem.
Żródło wiersza – notatki odręczne Macieja Masłowskiego.

Ewolucja czy rewolucja?
Ewolucja czy rewolucja? Jeżeli zasada ewolucji obowiązuje w przyrodzie, to dlaczego nie w kulturze, gdzie lansuje się zasadę rewolucji kulturowej – dlaczego – to ciekawe? Nie umiem odpowiedzieć skąd takie rozróżnienie.
Credo w nauce – czyżby? A jednak! Poczytajmy dalej. Co się redukuje do czego?
Są różne możliwości (także przeciwne – sprzeczne): estetyka do fizyki, czy na odwrót fizyka do estetyki? – W szczegółach to tak: materia do fizyki, fizyka do matematyki, matematyka do aksjomatów, aksjomaty do estetyki
Można twierdzić, że cokolwiek powiesz daje się się zredukować/sprowadzić do układu atomów. W ten sposób mamy redukcjonizm – myśli filozoficznej (ontologii-epistemologii-psychologii-etyki-estetyki) – do biologii, biologii do chemii i fizyki, fizyki do matematyki, matematyki do logiki. Czy da się myśl sprowadzić do matematyki? A dalej, czy matematykę da zredukować/sprowadzić do układu kilku podstawowych aksjomatów? – Aksjomatów, których wybór sprowadza się do estetyki? Estetyki – bo na jakiej podstawie zostały wybrane te, a nie inne aksjomaty? A więc czy kółko się zamyka?
(https://pl.wikipedia.org/wiki/Problem_nierozstrzygalny) – A ja sam mówię do siebie: bo Ty właśnie musisz go arbitralnie rozstrzygnąć i tu ukazuje się Twoja estetyka, a więc kółko się nie zamyka. Czy przyjmujesz dar wolności z gracją, z wdzięcznością – czy raczej od niego uciekasz? Czy uciekasz od wszelkiej estetyki? Czy jak Ci się emergentnie ukazuje z nawozu coś pięknego, to uciekasz od tego jak od ognia?
Tu przypomniała mi się odpowiedź mego dawnego rozmówcy, który odparł: „Panie Sąsiedzie: to są tylko słowa!” A ja na to: Tak, ale to, co Pan mi teraz powiedział to też są tylko słowa i aż słowa. Jeżeli nie słowa – to co? Można i bez słów komunikować się przy pomocy mowy ciała. Czy w estetyce ciała jest coś zaniedbywalnego, co można „zaniedbać” bez istotnych następstw? Tak – rzekł i wykonał kilka ruchów – jakby lewe proste i prawe sierpowe. A ja na to: Pan jaką ma estetykę? Czy w pańskiej estetyce ciała jest coś zaniedbywalnego? Co Pan wybiera? Ucieka Pan od wolności, od wyboru? A tak naprawdę może ucieka Pan od odpowiedzialności – bo czy jest wolność bez odpowiedzialności? Jest ucieczka! Ale dokąd? – W tyranię czy wybiera Pan tyranię?
Spacer przedłużał się, słońce schowało się pod horyzont. Świerszcze kontynuowały, natomiast w półmroku pojawiły się tu i ówdzie białe światełka, przygasające, by po chwili rozbłysnąć na nowo. Zapytałem: czy możliwe, że to robaczki świętojańskie? A cóż by innego? To typowe dla nich przygasające chwilami białe rozbłyski. Ale spójrz za tory kolejki – tam widzę jakby rozbłysk różowy albo czerwony. To z pewnością nie robaczek świętojański, ale papieros. Ktoś zaciąga się papierosem.
Czas wracać na kolację. Jesteśmy już spóźnieni.
Tak się dziś mądrzysz – powiedziałem do siebie, że mimo późnej pory, powiem Ci jeszcze wierszyk mego Taty pod tytułem „Uczeńcy” – posłuchaj:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Researcher_looking_through_microscope.jpg
W ciemnej dziurze
Szary szczur
Papierami
Szur, szur, szur
W czarnej norze
Czarny kret
Mad glistami
Łamie grzbiet
Na śmietniku
Czarny kruk
W stary nocnik
Puk,puk,puk.
Sprawa jeszcze nie zbadana
Fajans to, czy porcelana.
Siwa wrona
Bez ogona
Śmieje się
He he he
Wierci ślepiem
Skrzydłem trzepie
Dziób przekrzywia
Bo wie lepiej
Stara wrona
Bez ogona.
Źródło: archiwalne notatki pozostawione przez Macieja Masłowskiego.
Jaka jest różnica? – Pytania i odpowiedzi:
Pyt.: Jaka jest różnica między zespołem a kliką? – Odp.: Taka, że zespół to my, a klika to oni (może „wy”)1
Pyt.: Jaka jest różnica między tępymi wstecznymi dogmatykami i postępowymi naukowymi aksjomatykami – Odp.: Taka, że postępowcy – to my, a wstecznicy – to oni.
Pyt.: Co znaczy „My” – czy to nie pojęcie puste? (w odróżnieniu od „ja”, „ty”) Odp.: Rzeczywista jest osoba-podmiot indywidualny, zaś podmiot zbiorowy – to może mistyfikacja – fałszywy produkt wyobraźni?
Pyt.: Jaka jest różnica między uczonymi, oświeconymi aksjomatykami i ciemnymi dogmatykami – teleologicznym ciemnogrodem? – Odp.: taka, że my przytomni mówimy prozą, a oni mówią wierszem od serca, ale także taka, że aksjomatycy to my, a dogmatycy to oni – wsteczny ciemnogród.
Pyt.: Jaka jest różnica między aksjomatem i dogmatem? Odp.: Taka, że aksjomat jest postępowy, bezdusznie naukowy, a dogmat jest uczuciowy, wstecznie nienaukowy. To dziwne, tyle lat żyję i dopiero teraz dowiaduję się od ciebie, że przez całe życie uczuciowo, wstecznie, nienaukowo, dogmatycznie używałem wersyfikacji.
Cyganka akwarela St.Masłowskiego, 1877 (https://pl.wikipedia.org/wiki/Cyganka_(obraz_Stanisława_Masłowskiego))

Pyt.: Jaka jest różnica między wolnością i odpowiedzialnością? – Odp.: taka, że wolność to my – kowale, a odpowiedzialność to oni cyganie (bo nie „banda dwojga” – (gwarą – „dwoiści”) – de facto winna odpowiedzialności zbiorowej.
Jaka jest różnica między dobrem i złem? – jaka jest różnica między dobrą wiarą i złą wiarą – taka, że dobra wiara to my, a zła to oni
https://pl.wikipedia.org/wiki/Dobra_wiara https://pl.wikipedia.org/wiki/Problem_zła
Pyt.: Jaka jest różnica między wdzięcznością i niewdzięcznością? Odp.: taka, że wdzięczność to my, a niewdzięczność to oni (niewdzięcznicy).
Wdzięczność wędruje na przełaj – przez wszystkie szczepy, plemiona, narody, wyznania – czyż nie dziesięciu zostało uzdrowionych – gdzie jest pozostałych dziewięciu?2 Dlaczego wdzięczność?
Jaka jest różnica między młodością i starością?
Odpowiedziałem: taka, że uwielbiana młodość to my – wiecznie młodzi, a pogardzana starość to oni – wiecznie starzy. Czy można „różnicę” odwrócić? Tak: my wiecznie starzy, a oni wiecznie młodzi?…a jeżeli odrzucić „wiecznie” – to wyskakuje pytanie: czy ci co byli młodymi, a zestarzeli się – stali się starymi czy to ci sami? – To kwestia tożsamości.3. „Nie da się wejść Heraklitowi dwakroć do tej samej rzeki” – Ale czy to ten sam Heraklit? – Czy rzeka ta sama, noga ta sama? Heraklit nie pomyślał o tym, że wchodząc po raz drugi nie jest tym samym Heraklitem, może przestał być Heraklitem i nazywał się inaczej? A przecież, jakoś ciekawie jest z tą tożsamością, bo posłuchajmy – kiedy niewtajemniczeni „chcieli rozmawiać z Panią profesor „Kobyłą [nauczycielką fizyki w milanowskim liceum], wtedy nie wyprowadzając ich z błędu z powagą mówiła: – To ja”. A według dokumentu tożsamości, nazywała się zupełnie inaczej (wiesz przecież jak!).

Rybitwa w locie (Arctic Tern in flight – Źródło: Wikimedia Commons, Author USFWSAlaska)
Co to znaczy?
Co to znaczy, że na niebie
Tajemnicze znaki
Wypisują skrzydłami
Fruwające ptaki?
– Że w upalny dzień za Bugiem
Śnieg leży dokoła Mielnika,
Że – jak step wielkie – pola
Są białe, jak gryka?
– Że na jesieni
Wiosna powraca
I ognichą płomieni się
I żytem zieleni?
To nic nie znaczy,
I to wszystko znaczy,
Za wszystko nagradza
I wszystko tłumaczy.
Źródło: notatki archiwalne Macieja Masłowskiego – autor: Maciej Masłowski.

Ognicha – Gorczyca polna Autorstwa Hanay – Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=25131468
Obraz St.Masłowskiego „Gryka” namalowany w Woli Rafałowskiej w1922 roku

Rozrzutność kosmosu
Tym razem to notatka z rozmowy z przekornym kolegą. Poczytajmy.
Stopa substytucji informacji (entropii) i energii. Jak energochłonne jest uczenie sztucznej inteligencji (AI) !!! Jak wielką wartość ma informacja – informacja prawdziwa w odróznieniu od fałaszwej – od kłamliwej kłamstwa – o tym świadczą mordercze przesłuchania w kazamatach służb specjalnych NKWD, GESTAPO itp – „Mów prawdę i tylko prawdę, bo”…!!! Jeżeli prawda jest cenna, ma wysoką stopę substytucji względem materii, to jak niską ma odwrotność prawdy to jest kłamsko? Cóż, jeśli coś działa, jeśli trwa, jeśli może kontynuować byt, może wytrwać, to dzięki temu, że opiera się na prawdzie, na prawdziwej dobrej informacji, na tym co dobre. Coś, co opiera się na fałszu, na błędzie, nie może kontynuować istnienia, nie wytrwa, nie przetrwa. „Kłamstwo ma krótkie nogi”. To dziwne, że wciąż jednak odradza się. Widocznie obliczone jest na chwilowe „korzyści”.
Rozrzutność kosmosu: Aby powstał ten skrawek naturalnej inteligencji konieczna była całość czasoprzestrzeni mierzona miliardami lat świetlnych i niezliczona masa/energia. Z energii słonecznej trafia na ziemię jej znikomy ułamek. Reszta jakby przepadała w rozległej czasoprzestrzeni. I pomyśleć, że zasobom energii dążącym do nieskończoności ~ ∞ odpowiada jeden początkowy bit informacji jedno początkowe słowo „YES” – „TAK”! Czy można tu wprowadzić odpowiednią dyrektywę o oszczędności energii? A ja przekornie pytam: jakie będzie słowo końcowe? Czyżby odpowiadał mu jeden końcowy nihilistyczny symetryczny bit anihilacji „NO” – „NIE”?
Usłyszałem odpowiedź nadaną o ułamek sekundy wcześniej, zobaczyłem ruch ust o jeszcze mniejszy ułamek starszy, choć sygnał wzdłuż moich nerwów wędrował chyba przez dłuższy ułamek. Więc wiem, że byłeś, ale czy jesteś? Powiedział mi: Czy jesteś? Kiedy jesteś – w jakim punkcie owego nieodnawialnego dobra – czwartego wymiaru, którym jest czas? Żyjesz wszak w świecie do-czesnym, a nie od-czesnym – wypada ci jeszcze na to drugie zaczekać – cierpliwie – właśnie bardzo cierpliwie, wszak cierpienie jest do tego niezbędne. Pan nie wie kim ja jestem! Dlaczego zwracasz się teraz do mnie per „pan”? A tak dla żartu, dla zgrywy, dla śmiechu! Nie testuj mojej cierpliwości. – Kim jesteś? Co wybierasz – śmiech z powodu czyjegoś smutku, czy smutek z powodu czyjegoś śmiechu? To podobnie! Czym się chwalisz? Że twój pradziadek był kawalerem legii honorowej jako szwoleżer napoleoński? Przecież przy sporządzaniu metryki „zejścia” jego żony nie mógł podać kim była jej matka. Może była dzieckiem nieślubnym? No i co z tego? – Wprost przeciwnie, to mi pochlebia! Czy myślisz naiwnie, że to przynosi jej ujmę – Odwrotnie – Tacy bezimienni, tu w do-czesności pogardzani, Tam w od-czesności są uwielbiani – najszczęśliwsi! Ooo! Naiwny! Czy do szczęścia potrzebny jest numerek w jakimkolwiek do-czesnym rejestrze? Czyżbyś był bezdusznym formalistą-biurokratą o bizantyjskiej formalistycznej, biurokratycznej, kazuistycznej mentalności? Nie do niewolniczego bezgrzesznego determinizmu, ale do grzesznej wolności, to jest do buntu – grzechu, do duszy, do życia, a nie do bez-dusznego bezgrzesznego posłuszeństwa jesteś stworzony – do buntu – ale i do niezbędnej ekspiacji, przeproszenia – koniecznego wybaczenia i do równie niezbędnej, nieskończonej wdzięczności i nieskończonego szczęścia. Odrzekłem: to są tylko piękne słowa! Na to odpowiedział pytaniem a jakie są brzydkie? – No oczywiście ich przeciwieństwa, a więc… najpierw nie „stworzeni”, istniejemy od zawsze, od zawsze posłuszni, o grzechu nie ma mowy – jest zdeterminowana harmonia, zdeterminowane rzeczy są idealnie konformistyczne, o buncie nie ma mowy – przeproszenie – za co, komu? wybaczenie – kto komu? jeśli nie ma nikogo, są tylko przedmioty, nie ma osób. Czy przedmioty-rzeczy mogą przepraszać, wybaczać i być szczęśliwe? Odpowiedział: dobrze, odtąd będę cholernie grzeszył, cholernie się buntował – i tak mnie cholernie w głowę zaprawił, ze aż gwiazdy przeświecające przez gałęzie drzew zobaczyłem. Przewróciłem się, ale za chwilę pochylił się z urzekającym współczuciem cucąc wodą z butelki wyjętej z plecaka i pytając: jak się czujesz? Ja na to: tracimy czas, nie zmieścimy się w czasie. Lekceważymy Mamę czekającą z kolacją. Odrzekł: Znów jesteś rozbrajający. Czy czas jest nie tylko rozciągły, ale i rozciągliwy? Jeśli tak, to łatwiej było by się w nim „zmieścić”. To może kim byłeś nie w punkcie, ale na odcinku – czy chwilowym, czy chronicznym? Kim jesteś? Kim pragniesz być – czy chronicznym – ty figurko z nieprawdziwego zdarzenia? – Czego pragniesz – to będziesz miał – Pragniesz kryminałków, to będziesz je miał, pragniesz pornografii, to będziesz ją miał, pragniesz „czytania na każdy dzień”, to będziesz je miał, pragniesz szczęścia, to będziesz je miał, pragniesz nieszczęścia (piekła), to będziesz je miał i to bez większych, może bez żadnych starań. Co sobie zaprogramujesz – to będziesz miał. Pragnąć nie zawsze jest łatwo – droga do szczęścia jest prosta – wystarczy go szczerze chcieć, wystarczy go pragnąć, mieć taką wolę. Czy to jest równoznaczne z łatwizną? Niekoniecznie. Nie każda wola jest łatwa – nie każdy woluntaryzm jest łatwy. Może tu być konieczne staranie – a staranność bynajmniej nie jest łatwa. Może byś się przedstawił? Czy bocian cię przyniósł, a larwy cię zabiorą? Spójrz na ten obraz „Bociany” przez d-skop. Odrzekłem: Jak mam przedstawiać samego siebie? – Czy mogę być sędzią we własnej sprawie? Kiedyś próbowałem i wiele mnie kosztowała ta cząstka wiedzy o sobie, którą zdobyłem. No cóż nie ma nic wartościowego, co by nie kosztowało – tym wartościowsze im kosztowniejsze. Więc tylko krótko: dziękuję bo jestem – jestem, więc dziękuję (a nie: „dziękuje, więc jestem”). A może – na odwyrtkę – na nice – bardzo nie lubię dziękować – nikomu niczego nie zawdzięczam, jestem self-made. Sam się stworzyłem. Jeżeli tak jest istotnie, to nie wolno ci, nie powinieneś używać słów (i odpowiadających im pojęć): „istota”, „obdarowany”, „dane mi” jest/było, „dzięki” (komuś), „natura”. Bo byś się sypnął !!! Więc uważaj. Nie lubię kilku sytuacji: szukania, czekania, prośby-proszenia, przepraszania, dziękowania. Gdzie jesteśmy? – Czy mogę opisywać to piękne otoczenie będąc jego cząstką ? Byłby to nieudany opis – jego pojawienie wpływa na przedmiot opisu i tak bez końca ad mortem defecatam. Dlaczego to piękno jest, zamiast „niczego”? Ale co to jest „nic”? Właśnie w tym rzecz, że „nic” nie jest „niczym” nie istnieje – „niczego” nie ma – to tylko puste pojęcie, które orzeka o sobie samym (w metajęzyku), że go nie ma, że jest puste. Przypuszczenie, że mogłoby istnieć „nic” to contradictio in adiecto – gra słów. O czymkolwiek mówimy – to dlatego, że „jest”.
Źródło: notatki własne.
Pośpiech
Dlaczego ty się tak spieszysz? Bo on powiedział mi, że o godz. 12 mam go pocałować gdzieś, a właśnie dochodzi dwunasta.
Źródło: antologia dowcipów żydowskich.
Ale mogą być również inne przyczyny pośpiechu: „Spieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą.”
Źródło: Ksiądz Jan Twardowski – antologia pism .
Brzydota
Jeżeli tamte słowa o pięknie są prawdziwe – to co jest kwintesencją brzydoty? Może to megalomania – bezkres wielkości? – bezkresny Bana Kubwa. Brzydota jest w rosnącej korelacji z ogromem wielkości.
Nieograniczony to ten – czyżby zawierający samego siebie? Największy i najbrzydszy? Czy Bwana Kubwa może mieścić w sobie Bwana Kubwa? i tak dalej i tak dalej bez kresu? Jak rosyjskie matrioszki?
Zatrzymaliśmy się na leśnym dukcie wobec braku odpowiedzi. Ale zaraz spytał: jacy wielcy przychodzą Ci do twej głowy upadłej? Dałem kilka przykładów, które łączy wspólna cecha to jest ogrom: wszyscy „wielcy”(ale małą literą) – monarchowie na pozycjach cesarskich albo królewskich, jak Katarzyna , Piotr , albo Leopold .„Piotr wielki łotr”, przywódcy- dowódcy – dyktatorzy, wielcy mistrzowie różnych obediencji, ale także wielkie rewolucje czy to październikowa, czy to francuska – wielkie chyba tylko dlatego, że przyczyniły się do wielkiej liczby Ofiar Ludzkich.
Literatura brzydka? Czy „Kochanek wielkiej niedźwiedzicy” Sergiusza Piaseckiego – to przemytnicza literatura brzydka? Nie będę silił się na odpowiedź – potrafisz zrobić to sam.
Ale mam skojarzenie z opowiadaniem z dawnych lat (1953) – jak wkrótce po dyplomie podejmowałem pracę w Instytucie i rano wchodząc, niemal we drzwiach, nadziałem się na zbiegającą do hallu po schodach kadrówkę całą we łzach. Na pytanie, co się stało, odrzekła – „właśnie umarł ten Wielki”.
Mam zbyt wiele szacunku dla Twej inteligencji, bym miał podpowiadać o kogo chodzi – łazi – biega – lata – fruwa – jeździ – pływa… ??? – rozchodzi się – rozlatuje się – rozłazi się – rozbiega się – rozpływa się… Zresztą – to nie klasówka, więc tym bardziej nie podpowiadam.
A tobie – kiedy spływają łzy? – czy po stracie tego „wielkiego” ogromnego, największego, najmocniejszego, czy przeciwnie tego najmniejszego, najsłabszego? Po tym poznasz jaki jesteś – czy jesteś kimś, czy może czymś? – czy tak naprawdę jesteś, czy tylko ci się zdaje.
„Słowacki wielkim poetą był” i basta
Gombrowicz: „Słowacki wielkim poetą był” i basta. (Wypluj przymiotnik „wielki”, jeżeli masz ambicję oderwać się od tego, co trywialne i rozstać się z tchórzliwą mentalnością niewolnika. Wypluj „poddany” Co to znaczy „pod”? Pod-dany – pod czym, pod kim?, dany przez kogo? Co znaczy „pod”, czym to rożni się od „nad”? To nawiązanie nader względne, to lokalny geotropizm, bo nawiązuje do lokalnej ziemskiej grawitacji – ziemskiego padołu.
To, co mówisz jest słuszne, ale dlaczego właśnie Słowackiego upatrzył sobie Gombrowicz w Ferdydurke, a nie np. Kraszewskiego rekordzistę, autora ponad 200 powieści, albo Krasińskiego, albo Prusa, albo Sienkiewicza, albo nawet Mickiewicza?? Dostałem kiedyś w prezencie kilkanaście tomów dzieł Słowackiego, a samych tylko powieści Kraszewskiego jest ponad 200 – na utrapienie dla młodzieży szkolnej. Właśnie sprawdziłem – tak rzeczywiście darowano mi ongiś XIV (czternaście) tomów dzieł Słowackiego.
„Małe Jest piękne”
Tak się wyraził w tytule swej książki urodzony w Niemczech obywatel brytyjski Ernst Friedrich Schumacher (1911–1977).
A ja posuwam się dalej i pytam: czy to, co nieskończenie piękne jest nieskończenie małe – a w granicy zero? Wszak piękno jest malejącą funkcją ogromu – wielkości. Czyżby kwintesencją piękna było zero? Czyżby kwintesencją piękna była pustka – w granicy próżnia..? Czyżby samoograniczenie zmierzało do piękna? W Biblii można przeczytać: „To, co w ogóle nie jest, wyróżnił Bóg, by to, co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga...5
Czy to koniec o pięknie? Nie – pytań jest więcej. Czy piękne są złoty podział odcinka i złoty trójkąt? Czy piękno jest tym, co się podoba ludziom, a zarazem owadom: kwiaty? Czy owadom podobają się kwiaty ? Czy niektóre formuły matematyczne opisujące prawa fizyki podobają się fizykom, którzy twierdzą, że są piękne? Czy fizycy to „Pięknoduchy”? Czyżby matematycy i fizycy byli „Pięknoduchami”?
To dziwne, przecież piękno jest ze skansenu, jest wsteczne – zacofane, a koszmarki są progresywne, postępowe (podobnie jak paraliż postępowy na wystawach artystycznej awangardy). Czyżby fizycy i matematycy byli wstecznikami? Czy jesteś postępowy, czy raczej skłaniasz się ku wstecznictwu fizyków? Czyżby w fizyce występowała również brzydota? Jakie kryteria piękna i brzydoty stosują fizycy? Jak odróżniają piękno od brzydoty? Czy to są kryteria obiektywne? Podobno – to co w jednej estetyce uznawane jest za piękne w innej może być brzydkie – czyżby estetyka fizyków była zależna od typu kultury? Ciekawe – czy piękno jest zarezerwowane dla owadów i fizyków? A może fizycy mają słuszność – jeżeli tak, to puśćmy wodze fantazji i – idąc w ślad za degradującą ziemię (przeciwną geocentryzmowi) „rewolucją” kopernikańską i einsteinowską, sformułujmy „piękną” hipotezę, że oto w materialnym wymiarze hardware’u układ ziemski jest gdzieś na głębokich peryferiach kosmosu (najgorszy z możliwych – jak u Schopenhauera6), ale w wymiarze software’u, czyli wymiarze sterowniczym, informacyjnym – odpowiada mu struktura przenicowana „na odwyrtkę” – przez d….skop, to znaczy zlokalizowana w samym centrum bytu – antropocentryczna. Jakaż więc potężna redundancja w hardware’owym wymiarze kosmosu jest niezbędna, aby znaleźć się w centrum informacyjnym! Odrzekłem: niedowodliwa hipoteza i nic ponadto!
Jeżeli taka myśl ci nie odpowiada, to pomyśl o symetrii, jako jednym z kryteriów piękna. Tu jest przykład symetrii promienistej – zdjęcie kwiatu primulki. Symetria promienista to jeden z wielu rodzajów symetrii. Z symetrią może jest coś „na rzeczy”, skoro anglojęzyczna poetka Anna Wickham, napisała (w przekładzie na polski):
“Boże, Ty wielka symetrio,
Tchnąłeś we mnie rządzę ostrą
Źródło mych utrapień
Za wszystkie dni przetrwonione
Spędzone w sposób nijaki
Daj mi jedną rzecz doskonałą”
(cyt. za: Hermann Weyl: Symetria, PWN, Warszawa, 1960, s. 14 – A.Wickham, „Envoi”, z The Complemplative quarry. 1921 – https://en.wikipedia.org/wiki/Anna_Wickham)


Primula farinosa Picture taken by BerndH Date: 10. July 2004 –
Kwiaty pierwiosnka omączonego – przykład symetrii promienistej. Czy to przypadek, że podoba się coś pod różnymi szerokościami geograficznymi ludziom różnych kultur? Podoba się bo jest małe? Może z innego powodu np. muzyka Chopina?
Pozostając przy tym, co piękne, bo małe, przypomnijmy wierszyk naszego Taty „Maleńka lokomotywa” nawiązujący do wakacji spędzonych w Kadzidle na Kurpiach w 1955 roku.
Maleńka lokomotywa
Maleńka lokomotywa
Wiezie nas do raju.
Raz po raz odpoczywa
Nad brzegiem ruczaju.
Bierze wodę do tendra
Długą srebrną paszczą,
I znowu jak skolopendra
Wije się pośród chaszczów.
Migają za oknami
Laski, piaski, chałupki,
Jakaś mała stacyjka,
Dwie tablice, dwa słupki.
Podskakują podkłady,
Wagoniki klekocą
Aby tylko dojechać
Do Kadzidła przed nocą.
Sięgnij miła córeczko
Do podróżnych zapasów.
Mamie podaj jajeczko,
Mnie bułeczkę z kiełbasą.
Sięgnij miła córeczko
Do żurawin i piwka,
Bo utknęła na mostku
Mała lokomotywka.
Jeszcze jedną zwrotkę
Musze dodać o kotku.
Kot spał w torbie niecnota
Tam był sliping kota.
Kochanej Mysiuni Tata, 7/II/1956
Źródło: notatki archiwalne Macieja Masłowskiego – autor: Maciej Masłowski.

Na to powiedziałem: to są tylko (czy aż?) piękne słowa (czy to Nowaczyńskiego – „Słowa, słowa, słowa”?) za którymi stoją tylko jakieś piękne pojęcia – skąd – dokąd – od kogo – do kogo – czyje – „nagiej małpy” – niczyje – czy można to traktować poważnie? I poklepałem go pobłażliwie po ramieniu. A co z ich przeciwieństwem – milczeniem? To skarb – słowa niewypowiedziane, słowa w zawieszeniu, zawieszone, bo może i myśli-pojęcia niewyrażalne, tylko pomyślane, albo nawet nie myślane (bezmyślność?). A więc bez słów, jak u Delfinów? Zamiast słów – „mowa ciała” – pompki? Działania – zaniechania nienazwane – piosenki bez sów? Odrzekł: Wydaje mi się, że kierujesz do mnie jakieś niezbyt piękne słowa za którymi stoją jakieś niezbyt piękne – bo kwestionujące pojęcia. Czy twoje słowa wyłączasz ze zbioru słów i odpowiadające im pojęcia ze zbioru pojęć – na jakiej podstawie? Moich słów i pojęć traktować poważnie nie można – one należą do zbioru „tylko”, a twoje są ze zbioru „tylko” wyłączone i dlatego należy je traktować poważnie. Odrzekłem: to przecież trywialne! Odpowiedział: jest tu nietrywialny kłopot: Czy wyraz „słowo” należy do zbioru pod nazwą: „słowa”? Czy „pojęcie” („pojmowanie”) jest elementem zbioru „pojęcia”? Dlaczegóż byśmy mieli robić tu wyjątek dla jednego wyrazu i dla jednego pojęcia – uprawiać jakąś transcendencję!? Bądźmy poprawni! Zatrzymałem się nie potrafiąc odpowiedzieć i w tym momencie poczułem jak spada mi coś lepkiego z gałęzi – całe szczęście, że miałem beret i zacząłem go pospiesznie potrząsać. Ale dalej – jak to jest z pięknem? Piękno wizualne odbierane przez sensor wzroku i analogiczna mu struktura piękna dźwiękowego (muzycznego) odbierana przez sensor słuchu – a więc kwintesencja obu jest wspólna i nie wymaga nośnika materialnego! – Estetyka to jednolita niematerialna struktura, nie wymagająca materialnych efektorów i sensorów! Czy to nie oczywiste? O czym to świadczy? Nie będę ci podpowiadał- mam zbyt wiele szacunku dla twej inteligencji, bym ci miał podpowiadać.
Źródło: refleksje własne na podstawie treści znanych powszechnie

(Autor: Liquidationchannel en.wikipedia.org/wiki/File:Shadowkite-bracelet-lc.jpg)
Zgubiona bransoletka
Głupstwo
A pamięta się je tyle lat.
Zgubiłaś bransoletkę
Dziecinną.
Miałaś dwanaście lat.
Wstaliśmy o świcie
Szukać
Wszędzie tam,
Gdzie w dzień biegałaś sama.
Świat leśny dookoła
Był cały biały od rosy.
Na jałowcach (https://pl.wikipedia.org/wiki/Jałowiec#/media/Plik:Juniperus_communis_Parco_nazionale_del_Gran_Sasso.jpg)
Wrzos (CallunaVulgaris) – źródło: By Aqwis (Aqwis) – Own work, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=2558741

I na wrzosach
Migotały Pajęczyny
Brylantowe.
Krążyliśmy tak
W mokrym srebrze
Parę godzin
Wkoło domu
Bez nadziei.
Aż tu patrzę
Leży filigranowe cacko
W koleinie
Koło domu,
A ty mi mówisz:
Spisałeś się gracko!
(M.M. 1955, w Kadzidle u pp. Szyszków)
Źródło: notatki archiwalne Macieja Masłowskiego – autor: Maciej Masłowski.
Jałowiec Autor; Peter Forster from Centobuchi, Italy (https://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Juniperus_communis_Parco_nazionale_del_Gran_Sasso.jpg)

Ach znów to jedzenie!
Tak to subtelnie życzliwy Pan Janusz R. dawał mi do zrozumienia, że nadmiernie zasiedziałem się u Niego na Sarniej i powinienem zakończyć wizytę i pożegnać się, bo nadeszła pora jego obiadu,
Ach znów to jedzenie – znów to przetwarzanie – znów ta uczta (biesiada?) – Niewinny lasek koło wsi Strzeniówka, Kanie , w którym wypróżniał się oddział bohaterskich bolszewickich krasnoarmiejców. Czy bohaterowie obu walczących stron byli zwolnieni od owego wstydliwego przetwarzania tego, co pięknie pachnące w to co brzydko „pachnące” – byli zwolnieni od tej wstydliwej logistyki? Czy bohaterscy nasi Powstańcy byli wolni od owej „mortem defecatam”? Czy wolne były od tego bohaterskie łączniczki, sanitariuszki w Powstaniu? Przelewały krew pochodzącą skąd? Kilka pięknych litrów na jedną, na jednego. Wsiąkała ona nawet niedaleko – w piaski Lasów Młochowskich – Przejdź się po lesie lub przejedź na rowerze i znajdź krzyże znaczące te miejsca. Te, które ocalały – nie wszyscy je bowiem lubią.
Czy watahy urządzają sobie uczty – biesiady? Jak zachowują się wilki po polowaniu? Jakie są posiłki myśliwych zwłaszcza po udanym polowaniu – bigos?? Jaki sens miał hejnał Wojskiego? Czy można powiedzieć coś interesującego bez uczty – bez biesiady, uczty zakrapianej? Chyba trudno – to smutne, ale w znacznym stopniu prawdziwe – o tym świadczą zapiski z przeszłości dawniejszej i nowszej.
Chyba to mówisz aby siebie – palanta pocieszać myślą, że to raczej sensowna tematyka.
Czy watahy filozofów urządzały ongiś uczty-biesiady? Czy mogły one obyć się bez logistyki – pięknie pachnącej i brzydko pachnącej? Jak było z Sokratesem, Platonem. A jak z Bachem? co z Mozartem? co z Chopinem? – Czyżby byli z reguły na czczo? Czy non stop pościli? Nie wypada o to pytać! Jak to? Czyż nie może pytać o to ktoś, kto zrobił doktorat o rynku usług gastronomicznych! Przypomina mi się żart „z brodą” w którym powiedziano, że doktorat można napisać nawet o zasadach gry w palanta – Tak jeżeli autor jest palantem!
Ile lat mógł mieć ten lasek obok wsi Strzeniówka i Kanie? Wtedy – był to zagajnik – miał może kilkanaście lat? Ile ma teraz – około 100. Po czym poznaje się wiek sosny? – Zagajnik wtedy miał może kilkanaście – nie więcej. Co znaleźli tam sąsiedni, okoliczni mieszkańcy po wyjściu tego bohaterskiego oddziału w mroźną zimę. Chyba nawet niewiele było z niego „aromatu” – bo zima była tęga, ale dla bohaterskich oddziałów była to codzienność – oni nawykli do tajgi, a w ostateczności do stepów lub pustyń Kazachstanu lub Uzbekistanu.
Znów palancie zasypujesz mnie pytaniami. Może byś spróbował na której odpowiedzieć? Tym bardziej – że – pomyśl – jak beznadziejne są te pytania? Przecież na głupie pytania dostaje się głupie odpowiedzi. A zresztą dlaczego właściwie na pytania miałbym nie odpowiadać pytaniami. Dlaczego nie można na pytania odpowiadać pytaniami – jeszcze trudniejszymi pytaniami?
Czekanie – cierpliwość
Czy czas jest dobrem odnawialnym? Czy można go odnowić?
Dziedzic powiedział swojemu służącemu woźnicy przy dworcu kolejowym pewnego pięknego dnia, przed odjazdem za granicę: czekaj, czekaj Marcinie, bo zapodziały mi się gdzieś okulary. Odszedł spiesząc się, bo miał mało czasu, wsiadł do pociągu i odjechał.
Około pół roku później, w listopadowy słotny wieczór na tej stacji kolejowej zdarzyło się spotkanie. Dziedzic wrócił do rodzinnej miejscowości. Wysiadł z pociągu. Zmartwiony fatalną listopadową pogodą wyszedł przed dworzec i trafił zdziwiony na swój powóz i na swego furmana. Zapytał go: co Ty tu robisz Marcinie? Dostał odpowiedź „Pan kazał czekać, to ja czekam”.
Tu można zrobić uwagę i zadać pytanie: czy czas – to najbardziej nieodnawialne ze wszystkich dóbr. I zaadresować do Stwórcy zdanie: Spodobało Ci się wielkodusznie wspaniałomyślnie, obdarować mnie po wielkopańsku (miałaś/miałeś taki kaprys) powtórnie tym najbardziej nieodnawialnym ze wszystkich nieodnawialnych dóbr, jakim jest czas – czyli samym sobą. Absolutnie nieodnawialne – a jednak zostało odnalezione po 40 latach absolutnego milczenia – to czego nie umiał określić św. Augustyn, kiedy go pytano, ale umie każda kobieta nie pytana.
Źródło: refleksje własne na podstawie treści znanych powszechnie
Jak skrobek Babę pocieszał – „Jutro będziesz młoda, jutro będziesz zdrowa„

Notatka odręczna Anieli z Ponikowskich Masłowskiej w terminarzyku z 1940 roku.
Tak wyglądał w Woli Rafałowskiej w 1939 roku „Skrobek” na kolanach swej Mamy w towarzystwie Babci Anieli, służącej p. Zatorskiej (z lewej) i „cioci Puci” – Stefanii Cumft (stoi)?

Źródło: kopia z materiałów archiwalnych Masłowskich
Zadumaliśmy się – co oznaczają dla trzyletniego dziecka słowa i pojęcia: „martw”, „jutro”, „zdrowa” i „młoda” i jak je odnosić do starszych „seniorów”? Czy „martwienie było przejmujące dla Seniorki Baby? Co znaczyło „nagi” w baśni „Nowa szata cesarza” Andersena? Że dziecko było odważne czy coś więcej? Że było prawdomówne? Czy dziecko może powiedzieć prawdę? Tak – mimowolnie – niechcący.
Nepotyzm (https://pl.wikipedia.org/wiki/Nepotyzm)
„Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien.
Źródło: Mt 10,37-42)
Jemioła
Jedziemy po cudaki, bo stary zapas się kończy – podobnie, jak zapas szyszek na rozpałkę. Mówię: Dobrze – oczywiście, jadę bardzo chętnie. Mamy piękną pogodę. A czy włożyłeś plecaki na bagażniki i czy pamiętałeś o dopompowaniu dętek? Tak. Ale którędy pojedziemy? – Czy przez Górki? Tak, przecież najkrótsza trasa to właśnie przez Górki-Pagórki, a potem przez Jemiołę.
Bierzmy więc rowery i wyruszajmy. Ale najpierw uważaj – spójrz w obie strony przed przejazdem kolejki. Dobra! Jedziemy ulicą 11 Listopada, mijając willę Samowiczów, a następnie domek, w którym mieszka p. Scharmach i jeszcze dalej mijając pp. Szpaków (https://pl.wikipedia.org/wiki/Włodzimierz_Szpak) – i Uzarowiczów – wprost na skraj lasu. Potem – ścieżką przez mieszany zagajnik sosnowo-brzozowy, trochę pod górkę na piaszczysty grzbiet i w lewo, coraz wyżej, aż na szczyt owego grzbietu – nie wysoki, ale pociągający przez sąsiedztwo pięknego modrzewia wysoko strzelającego w górę. Ten modrzew upodobały sobie kosy i właśnie tu zwykły dawać koncerty.

Jemioła pospolita rozpierzchła (Wikipedia Kenraiz, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=2306763)
Ale mamy przecież trafić do Jemioły? Pamiętasz drogę? Odparł: Oczywiście! Z piaszczystego szczytu na którym stoimy – w dół na przełęcz równie piaszczystą, a potem w górę i kilkaset metrów grzbietem, nieco krętą ścieżką wśród lasu, między krzakami – częściowo właśnie czeremchowymi – aż do piaszczystego wzniesienia porośniętego przez sosny. Ale najpierw zejdźmy z rowerów i ostrożnie sprowadźmy je w dół na przełęcz, bo na zboczu pełno wystających korzeni i łatwo się wykropić – wykopyrtnąć. Idziemy ostrożnie, a potem wspinamy się z przełęczy na przedłużenie grzbietu i jedziemy wąską ścieżką wśród czeremchowych zarośli, spoglądając od czasu do czasu w lewo i w prawo na stok porosły lasem. Po 5 minutach jazdy grzbietem – osiągamy jego piaszczysty kraniec, a na nim – mrowiska i sosny – a więc i Jemiołę.
Jak to? Tu ma być jemioła? Żartujesz! Jemioła na sosnach pośród lasu? Tak, co najmniej na jednej z nich. Zadrzyj głowę do góry, a zobaczysz niedowiarku. Rzeczywiście widzę jaśniejszą zieleń między sosnowym igliwiem! Nie uwierzyłbym gdybym nie zobaczył. Siadamy na starej kłodzie – ufni, że nie ma tu kleszczy wytępionych przez mrówki.
Ale trzeba wracać. Zrobiło się późno. Wracać gdzie? Do domu. Ale co znaczy „wracać”? Gdzie jest Twój dom? – W czterech ścianach, czy może pod szczęśliwą Jemiołą? Nie będę Ci podpowiadał. Mam zbyt wiele szacunku dla Twej inteligencji. Nie ściemniaj! Zostawmy tymczasem fundamentalną kwestię: co znaczy „wracać” i po prostu jedźmy z plecakami i torbami pełnymi cudaków. Czyżbyś był fundamentalistą? – To ryzykowne! Tak czy owak – bez względu na to, dokąd pojedziemy – myślę, że wrócimy tu i do tego wątku/tematu jeszcze nieraz.
Źródło: refleksje własne na podstawie treści znanych powszechnie
Czarny Kos

Powiedz, co wolisz –
Czy ślęczeć w mozole
Nad atlasem geograficznym –
Czy rozwalić się
Pod dębem młodym, dębem poetycznym?
A Może brodzić w strumieniu
W cieniu
Olch – ?
Bo co Ci z tego, że dowiesz się gdzie leży Jamajka
I na jakim sprzedają targu strusie jajka,
Kiedyś nie słyszał, jak czarny śpiewa kos na wiosnę –
Jak czarny śpiewa kos w-niebo-głosy
Jak czarny śpiewa kos.
Kiedyś nie słuchał chórów anielskich
Nad stawem sielskim,
Tylko na obrazku Chełmońskiego
Widziałeś koncert żab.

Źródło: archiwum Macieja Masłowskiego – autor wiersza: Maciej Masłowski, zdjęcie z około 1915 roku.
Tak się ciekawie złożyło, że kiedy kończył deklamować ten wierszyk – z pobliskiego krzaka – może to był młody klon – odezwał się najprawdziwszy kos. Nic dziwnego, bo pora dnia i pogoda była ulubiona przez kosy, jako odpowiednia do śpiewu – wilgotny zmierzch, może lekka mżawka i bliski zachód słońca. Lekki deszcz sprzyja wychodzeniu dżdżownic – ulubionych przez kosy. Fletowy głos kosa powstrzymywał nas, jednak skierowaliśmy się w drogę do domu na kolację – bogatsi we wspomnienie tego wieczornego koncertu.
Jest wielu filozosiów, ale mało filozofów
Pytanie do Franza Fiszera (bywał gościem u St.Masłowskich na Chmielnej 60 m.7 przed drugą, a może i pierwszą wojną, a może i w Mrozach?7): Kim Pan właściwie jest? Odpowiedź: Jak to kim? Jestem filozofem. Pytanie: A co tacy filozofowie robią? Odpowiedź: Właśnie rzecz w tym, ze nic nie robią. Ooo, co by to było, gdyby wszyscy byli takimi „filozofami”?! Odpowiedź: „Od wszystkich czegoś tak trudnego się nie wymaga.”
Dlatego wielu jest filozosiów ale niewielu filozofów.
Co jest istotą tego sformułowania? Że liczni posługują się emocją nie panując nad sobą – chcą panować nad światem czy choćby nad jakaś mieściną, ale nie potrafią zapanować nad sobą nad tą cząstką świata, która jest im dana, nad swymi emocjami – żyją bez samoopanowania bezmyślnie, a myśliciele są nieliczni – Czy to trudne, czy Franc Fiszer miał słuszność?
Ach, jak zwykle, zamiast odpowiedzieć na postawione pytanie próbujesz wykręcić się sianem. Widać od razu, jaką jesteś nędzną kreaturką – zombie i nic ponadto.
Odpowiedziałem: Czy „po-nad” to więcej, czy „po-nad” – to lepiej? Rozumujesz w kategoriach geotropizmu – wszak „po-nad” tak mocno wiąże się z ziemskim bytem, z ziemską grawitacją – nie stać cię, aby oderwać się wyobraźnią od tego? – ty prawdziwy zombie! Czy wyżej to lepiej? Upadek z im większej wysokości – tym boleśniejszy, albo i końcowy – ostateczny.
Ale zauważ jak blisko jestem nie byle kogo – bo Dantego, który również posługiwał się geotropizmem umieszczając zło w ziemskich głębinach. Był wcześniejszy od Newtona, więc nic dziwnego, że poszedł dalej – głębiej niż on, który zatrzymał się ze swym jabłkiem na powierzchni ziemi nie stać go było na wyidealizowany eksperyment myślowy – co by się stało z jabłkiem gdyby przewiercić kulę ziemską kanałem na wylot – jak zachowywałoby się jabłko? Może tak, jak w tej zabawnej piosence skrzypka na Chmielnej w Warszawie – „Pójdzie zima, przyjdzie wiosna,,,”
Nie bredź z eksperymentami myślowymi – to raczej twoja chora wyobraźnia. Lepiej jak skierujesz wzrok na pień tego dębu, po którym spaceruje tam i z powrotem mały kowalik. Wprawdzie nie urządza on w pniu swych kuźni jak duże dzięcioły, ale porusza się po korze dębu swobodnie w obu przeciwnych kierunkach dzięki swym pazurkom skierowanym w obie strony – chodzi w przeciwnych kierunkach bez względu na kierunek grawitacji – „wyższość” jest dla niego nieistotna.
Źródło: Author: Sławek Staszczuk (photoss [AT] hotmail.co.uk) https://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Sitta_europaea.jpg

Wolność – równość i braterstwo Czy to hasła populistyczne?
Jeśli populistyczne, to może zastąpić je przeciwnymi – to jest 1) Odpowiedzialność 2) różnorodność i 3) konkurencja (mordercza?). Czy takowe są wolne od populizmu?
O równości
Pomoc domowa Masłowskich mawiała: „Wpierw to tu była szyneczka, a tam kiełbaska, tu był serek, a tam rybka, a teraz tu równo i tam równo a w środku g…no…”8
O braterstwie
Powiedz mi drogi braciszku, gdzie ty byleś wtedy, gdy ja byłam w pilnej potrzebie, bez studiów, a ty ze swym dyplomem pomagałeś obcym ludziom, kolegom? Do ciebie pasuje ten wierszyk – posłuchaj:
Grunt to rodzinka
Bo grunt to rodzinka grunt to rodzinka
Bo kto rodzinkę fajną ma
Nie wie co bieda bo gdy potrzeba
To mu rodzinka zawsze nie da” .
Jak sobie przypominam okoliczności mojej odmowy, to mam wrażenie jakbym był wtedy niepoczytalny. Czy ktoś niepoczytalny może określić samego siebie jako niepoczytalnego? Jeśli w tym samym danym momencie – nie, ale z perspektywy czasu może tak? W każdym razie mam szczerą pokusę,aby swe ówczesne zachowanie zwalić na kozła ofiarnego o czarnym zabarwieniu.
Zostaje wolność jednak równie nierealna jak dwie poprzednie, bo powszechna jest ucieczka od niej. Dokąd ta ucieczka? Mam zbyt wiele szacunku dla Twej inteligencji bym miał Ci podpowiadać. A może jednak? Dokąd ucieczka? Do tyranii – dawniej to była tyrania „parametryczna” – tyrania chłosty, tyrania tortur… a później i obecnie – tyrania „parametryczna” – tyrania pieniądza. Gdzie podziała się wolność?
Źródło: refleksje własne na podstawie treści znanych powszechnie
Kochanej Mamie na imieniny
1948 r.
29 wrzesień 1948
Na Mamine imieniny
Nauczyły się dzieciny
Trzech strofek /bis/
W pierwszej strofce
grzeczne dziatki
Ofiarują Ci te kwiatki
Na szczęście /bis/
W drugie strofce
Dzieci rade
Przynoszą Ci czekoladę
Na zdrowie /bis/
Wreszcie w trzeciej
Grzeczne dzieci
Butlę wina Ci przynoszą
Sto lat /bis/
Andrzej
Mysia
Źródło: archiwalne notatki pozostawione przez Macieja Masłowskiego.
O liberalizmie. Kto liberałem?
A) Czy Ten, kto wolnością innych obdarza10, a własną wolność dobrowolnie ogranicza (lub się jej pozbawia); – B) czy ten, kto innych zniewala –– tyran-dyktator maniakalnie pomnażający wolność własną, aż do patologicznych wymiarów?
Nie odpowiem. Nie jestem pewien, czy impertynent może swego czytelnika albo słuchacza darzyć szacunkiem. – Czy da się pogodzić impertynencję z szacunkiem? Może jednak odpowiem nawiasem: Teb, kto daje wolność – nawet wolność autodestrukcji – samozniszczenia (obcięcia gałęzi, na której się siedzi – zaciągnięcia wisielczej pętli na własnej szyi)
– Pierwszy Liberał – to Ten, darujący wolność pierwszym rodzicom, z całym swym dramatem Wszechmocy i Dobroci – jak u dżentelmena brytyjskiego w anegdocie z rekinem – a wcieliwszy się w Chrystusa – dobrowolnie uniżył się przyjmując postać ludzką. Niektórzy jednak – podając się za „liberałów” – utrzymują, że należy wyzwolić się z tyranii obowiązków, ograniczając się jedynie do praw i wolności. Zapominają jednak, że prawo odbija się jak w lustrze – dla innego jest obowiązkiem, a wolność jest niewolą dla innego (wszystko jedno, czy będzie to prawo zabijania, palenia papierosów, hałasowania, korzystania z zasiłków czy karczowania lasu). Trzeba dodać, że wszelkie prawo i wszelka wolność może być skierowana tylko do podmiotu-osoby. Wiąże się to z faktem, że nie ma praw ani wolności skierowanych ku rzeczom-przedmiotom. Nie ma sensu wolność ani uprawnienie w stosunku do kamienia, skały, globu, gwiazdy itd. – chyba, że będziemy bawili się w licentia poetica. Może niektóre postaci liberalizmu korzystają z licentia poetica. Jest to prawdziwe także wtedy, kiedy zgodzimy się, że gra miedzy ludźmi jest grą o sumie niezerowej. Jeżeli prawo „podmiotowe” jest wartością (czy może dobrem – jest czymś „powszechnie pożądanym”) – to czy obowiązek jest anty-wartością albo „złem” – czymś „powszechnie niechcianym”? Czy jest możliwy liberalizm bez uznania wolnej woli? Czy neo-liberałowie, libertarianie stoją na stanowisku deterministycznym, czy twierdzą, że jest możliwa wolna wola? (wątpliwość ta nie dotyczy klasycznych, konserwatywnych liberałów).
Prawdziwi i fałszywi liberałowie. Przykłady prawdziwych: Cincinnatus wracający na wieś, Sobieski wycofujący swe hufce spod Wiednia, Piłsudski wycofujący się do Sulejówka. Czy stać cię na to byś został autentycznym liberałem, który wolnością obdarza?
Jeśli uznajemy za liberała kogoś, Kto wolnością obdarza (uniezależnia od siebie – to kim On jest? Stwórcą?).
Przeciwieństwem liberała jest ktoś, kto wolność zabiera (tj. kto uzależnia od siebie, zniewala – dyktator korzystający z maksimum wolności, uzurpujący sobie prawo do maksimum wolności). Można to zilustrować wykresem-grafem ukazującym relacje zależności/obowiązku-wolności (krawędzie odpowiednio ukierunkowane). Liberał Nr 1 – to Ten Który wolnością (i odpowiedzialnością) obdarowuje. Nie czyni tego, co może w swej swobodzie działania, ale – jeśli ma w tym upodobanie – czyni „to, co niemożliwe”!
Jakie to dziwne, że niektórzy twierdzą, że jeśli nie ma Pierwszego Liberała – to wszystko wolno – Cóż za karkołomny wniosek! (czy ten, kto to wymyślił, jego autor, skręcił kark?! – Jest dokładnie na odwyrtkę „na nice”! Gdyby Go nie było wtedy dopiero mielibyśmy absolutny determinizm – jedną ogromną kosmiczną machinę!
Źródło: refleksje własne na podstawie treści znanych powszechnie
Czy jesteś ekwifinalny?
Czy jesteś ekwifinalny? Jeśli tak – to również deterministyczny? Czy jesteś zdeterminowany by osiągnąć finał ? Niekoniecznie – ten sam znany, choćby niemiły finał, może być osiągnięty na różnych ścieżkach. Nie, ja jestem tylko przyczynowo-naukowy. To żal mi ciebie!
Źródło: j.w.
Wszystko jest względne
„Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia” – tak ponoć wyraził się pewien elektryk (samochodowy). Gdzie on siedzi? Jeżeli na jabłku (a zwłaszcza jeśli jabłko jest złote) to nie on z jabłkiem porusza się względem ziemi, ale ziemia porusza się względem niego siedzącego na złotym jabłku.
Wszystko jest względne – relatywne, historycznie uwarunkowane itd itp…..? Czy tak samo wygląda maj w Warszawie i np. w Buenos Aires na półkuli południowej? Tak bywa – z wyjątkiem niniejszego bezwzględnie prawdziwego zdania, które nie jest uwarunkowane ? A jak się ma do tego „Niepewność pomiaru” – „Measurement uncertainty”?11 Dla niego trzeba zrobić wyjątek od zasady – jak wiadomo wyjątek potwierdza regułę? – jak to możliwe? Czy raczej ją falsyfikuje? Zostawiam to Tobie. Masz dość inteligencji, by odpowiedzieć na to pytanie. Nie ściemniaj! Wszak nie jesteś sztuczną inteligencją! Poznam po tym, czy się obrażasz – Czy AI się obraża, kiedy jej udowodnić, że jest głupia? Może to nierealne, ale może egzystuje „sztuczna głupota” – autonomiczna sztuczna głupota?
Źródło: jak wyżej.
Najlepszy czy najgorszy z możliwych?
Ale na tym nie koniec – gnębi mnie bowiem pytanie o teodyceę. Może masz jakieś stanowisko w tej sprawie? Odrzekł – dwóch mądrych Leibniz i Schopenhauer widziało dwie możliwości i obaj, chociaż uczeni, byli w błędzie.. Jakie to możliwości? – Dany nam świat jest 1) najlepszy z możliwych światów lub 2) najgorszy z możliwych światów.
Leibniz był optymistą mówiąc: „najlepszym”, ale był i pesymista, który twierdził, że „najgorszym”. Kto? Schopenhauer. Obaj byli w błędzie, bo obaj milcząco, implicite zakładali liczne hipotetyczne „możliwe” światy. Co więcej obaj stawiali się na pozycji Stwórcy-decydenta Przyjmowali, że możliwe jest wartościowanie owych hipotetycznych światów – według jakich kryteriów na czym opartych? Skąd taka myśl, skąd takie fantazjowanie? Faktem jest świat jeden – możliwy, bo obserwowany, doświadczany przez wszystkich na co dzień. Jakakolwiek jego zmiana w jakimkolwiek kierunku, w jakimkolwiek drobiazgu jest równoznaczna z jego unicestwieniem. Istnieć może tylko taki. Tak twierdzą fizycy podziwiając zarazem jego piękno. Więc jak to jest z teodyceą w tej sytuacji? Może dany nam świat jest ideałem, szczytem estetyki? Czy zło jest nieuniknionym elementem owej estetyki?
Jeszcze o wartościach – według Hemara
[…]
Kochać nie warto, lubić nie warto
Znaleźć nie warto i zgubić nie warto
Przysiąc nie warto, wierzyć nie warto
Chodzić nie warto i leżeć nie warto
Pieścić nie warto, łowić nie warto
Stracić nie warto, zarobić? No
Jedno co warto, to upić się warto
Siedzieć i płakać, i śpiewać to warto
Upić się warto, upić się warto
W szynku na rynku wygłupić się warto
W dobrej kompanii popić się warto
Czystą, kroplami zakropić się warto
Upić się warto, upić się warto
Siedzieć i płakać, i śpiewać to warto
Z sercem ściśniętym i z duszą rozdartą
Upić się, upić to jedno co warto
(piosenka: „Upić się warto” – słowa:
Marian Hemar – https://staremelodie.pl/piosenka/139/Upic_sie_warto – śro, 18 wrz 2019,
14:18:16) (piosenka: „Upić się warto” – słowa:Marian Hemar)
„Proch jesteś i w proch się obrócisz”
Ach, jakie to jest uprzejme sformułowanie!
Proch jesteś i w proch się obrócisz – w dodatku pozbawione logiki – bo proch już jest prochem i nie trzeba, by się w proch obracał.
Czy nie lepiej byłoby dosadniej powiedzieć:
Gnojku – gnojkiem jesteś i gnojkem zostaniesz na wieki wieków.
A ja proponuję uzupełnienie: obrócisz się po wiekach z gnoju w przepiękny, pachnący kwiatek wieczny.
Jaki proponujesz?
Może być błękitna niezapominajka.
Przetwórnia tego, co brzydko pachnie w to co pachnie pięknie
Pachnący ogródek na śmietniku – przetwórnia tego, co brzydko pachnie w to co pachnie pięknie. Rzeczywiście – to jest realistyczne – krążenie materii w przyrodzie – przemiana jej form. Rzeczywiście – to nawiązuje do naszego skrawka ogródkowego powstałego na zasypanym śmietniku, ale spójrz w lewo od drogi – duktu, którym idziemy – jaka tu piękna poduszka błękitnych niezapominajek. A nad naszymi głowami słychać potworny tumult – dowód solidarności ptasiego towarzystwa zmobilizowanego przeciw nieznanemu nam intruzowi. Awantura cichnie po kilku minutach z głośnym krakaniem kilku odlatujących wron.
Dalszy ciąg wałęsania po lesie był wcale przyjemny. Sprzyjała słoneczna, chociaż chłodna aura. Poruszaliśmy się skrajem zaniedbanego lasu, gdzie nieznani sprawcy zwykli wywozić zbędne klamoty. Młody las sosnowy sąsiadował z dość ubogą trawą, wśród której można było trafić na rozkwitające właśnie jeżyny. Bezleśny pas był ubocznym efektem przebiegającej kilkadziesiąt metrów wyżej – linii wysokiego napięcia, podwieszonej na wyniosłych stalowych masztach. Krzyżował się z boczną drogą gruntową i był wygodnym miejscem do pozostawiania rzeczy komuś niepotrzebnych, ale przydatnych komu innemu. I wtedy usłyszeliśmy za plecami u góry ciekawe odgłosy – jakby gadanie. Przystanęliśmy zaciekawieni myśląc: czyżby to ktoś plotkował o nas za plecami na niebie? Jednak po chwili, gdy zatrzymaliśmy się z zadartymi głowami ukazał się nam płynący zza pleców okazały klasyczny klucz gadających ptaków – uformowany w literę „V” – w każdym ramieniu tej litery po kilkadziesiąt, a każde ramię chyba ze 100 metrów długości. Nie byliśmy pewni, czy były to żurawie, czy może dzikie gęsi. Nie mieliśmy pojęcia o czym gadały, ale
byliśmy bardzo ciekawi. Chyba jednak to nie było plotkowanie, a raczej komenda skierowana do nas: „Głowa do Góry – W Niebo patrz!”. To jednak nie wszystkie ciekawostki tego dnia. Bo po kilkunastu minutach usłyszeliśmy dochodzące z nieba charakterystyczne gardłowe odgłosy. Zapytałem – skąd to, czyje to? Zaskoczył mnie odpowiedzią: to kruk. To może być jego śpiew. Właśnie poczytaj – kruki należą do rzędu „wróblowatych” i do podrzędu „śpiewających”! Trzymając wciąż głowę uniesioną wpatrywałem się przez lornetkę w niebo i spostrzegłem szybującego wysoko ptaka.
Szybujący kruk
Autor Arjan Haverkamp (Wikimedia Commons)

Kiedyśmy tak szli we dwóch – zacząłem się chwiać na nogach, bo działało błogosławieństwo braku: zero cukru w herbacie i w kawie, zero masła na pieczywie, zero tłustych wędlin, zero słodyczy, niczym na syberyjskim wygnaniu. Dlaczego zero, bo Bogowie są wystarczalni – tak sądzili dawni Grecy – jak Diogenes, któremu wystarczało słońce.
Odrzekł mi: czy to tak wypada na trzeźwo – podpierać drzewa tylko dlatego, że tu nie ma latarni? Ale w tym momencie – patrząc w dół pod nogi wstrzymałem – zatrzymałem oddech. Zatrzymaliśmy się i tu szepnął mi: uważaj, spójrz teraz pod nogi. Spostrzegłem obok przed sobą kilka maleńkich czworonogów i uświadomiłem sobie że mamy do czynienia z młodziutkimi warchlaczkami. Szepnąłem: uwaga cofamy się natychmiast, bo może się to źle skończyć jeśli locha wyskoczy w obronie swych dzieci. Rzeczywiście zaczęliśmy ostrożnie cichutko toczyć rowery wstecz i po kilkunastu metrach odwróciliśmy je, wsiedli i pojechali z powrotem. Mielibyśmy się gorzej niż na zdjęciu u Puchalskiego i nie moglibyśmy się nawet poskarżyć – racja byłaby pod każdym względem po jej stronie i jej dzieci, a w dodatku w rezerwacie.
Kończąc zadaję pytanie: kim jesteś ty – czy jedynie przetwórnią tego, co apetycznie, pięknie pachnie w to co brzydko, nieapetycznie pachnie , czy może kimś więcej?
Totalitaryzmy
0) Totalitaryzmprośby – (błagania) – …, please
1) Totalitaryzm wdzięczności – Thank You
2) Totalitaryzm wybaczenia – I forgive You – vs. totalitaryzm zemsty, totalitaryzm nienawiści – I hate You?
3) Totalitaryzm miłosierdzia – Mercy (czy miłosierdzie to zaprzeczenie sprawiedliwości, to niesprawiedliwość? Tak, ale przedtem niezbędne przeproszenie – nieskłamana prośba o wybaczenie).
4) Totalitaryzm równości – wszyscy równi wobec śmierci (zwłaszcza walczący ze sobą „na śmierć i życie” – egalite, wszyscy dookoła z moim wyjątkiem, zwierciadełko – komputerek – laptopik – prawda przecie, że jestem najmądrzejszy na świecie?. (Ktoś kiedyś zaprzeczył i wtedy został rozbity).
„Królowa nauk” – czy królowa sztuk – królowa piękna – królowa twórczości?
Z rozważań Godla wynika, że matematyka nie jest systemem zamkniętym, lecz, że może się zmieniać wzbogacając o nowe twierdzenia. Tu jest odpowiedź na postawione w tytule pytanie.
Błogosławieństwo braku.
Skarbem jest nie słowo wypowiedziane (i może zapisane), ale to, zatrzymane. Trzymaj język za zębami, a ręce przy sobie („po szwam”). Więc u ciebie dziwna sprzeczność – po co niniejsze wielosłowie? – Zauważ, jak nie możesz wydobyć się z bagna swej udawanej mądrości.
Ale ważniejsze – to – totalna wdzięczność nie tylko za to, co jest, czym dysponujesz, ale także za brak! – Brak czego? – nawet tego, co najprostsze. Błogosławieństwo braku. Błogosławieństwo braku, tatuażu na skórze, lakieru na paznokciach… Błogosławieństwo braku kleszczy, komarów, żmij, czarnych wdów, grzechotników, skorpionów, moli, rdzy. Ale bardziej i przede wszystkim: Wdzięczność za brak pychy, agresji, zazdrości. Zazdrość – to ponoć „smutek z powodu czyjegoś szczęścia”. Czym jest więc „radość z powodu czyjegoś nieszczęścia”? Jedźmy jednak dalej z wdzięcznością – wdzięczność za brak zawiści, nienawiści, popędów, pożądania, głupoty, bezmyślności, ego-izmu, a jeszcze bardziej: id-yzmu („z drogi, bo ja idę”), nieczułości, obojętności, targowiska próżności, pościgu, wyścigu szczurów, koszmarków, pałaców, willi, zamków, koni wierzchowych, wyścigowych, awionetek, hałasu – korytarzy powietrznych dla samolotów, brzęczenia kosiarek, mowerów do trawników…, brak yachtów, jetów do osobistego użytku, jaguarów, mercedesów, lancii, harley-davidsonów, gry giełdowej, stanowisk (także ich karuzeli), karier, karierowiczów-dorobkiewiczów-kombinatorów, dygnitarzy, sekretarzy, sekretarek, „biórw” (a może biurw – przyznaję, że nie znam pisowni tego ambiwalentnego wyrazu), a także goryli do ochrony.
Błogosławieństwo braku.
Spiskowa teoria dziejów
Ilu rosyjskich carów i ilu amerykańskich prezydentów umarło śmiercią naturalną? „I Ty Brutusie przeciwko mnie”. Sarajewo – zamach, 1914 czy był poprzedzony spiskiem, czy rewolucje francuska i październikowa były poprzedzone spiskami? Czy Powstanie Listopadowe 1830 było poprzedzone spiskiem, Czy zamach na World Trade Center, 9/11, 2001 był poprzedzony spiskiem? Itd. i tak dalej.
Szczęście na sprzedaż?
Twoje szczęście to moje szczęście,
Ale nic mi z tego i Tobie nic!
Źródło: archiwum notatek Macieja Masłowskiego
Czyżbym miał wystawiać na sprzedaż szczęście, oprócz całej reszty?
Czy można je kupić za jakieś pieniądze? Podobno „pieniądz szczęścia nie daje, ale pozwala obejść się bez niego”. Więc jednak szczęściem handlować się nie da. Czy jest podaż szczęścia i popyt na szczęście? Czy jest rynek szczęścia? Czy jest pojęcie „elastyczności popytu na szczęście”?
Źródło: refleksje własne na podstawie treści znanych powszechnie.

Rynek w Kazimierzu (obraz Stanisława Masłowskiego), 1899 rok.
Źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie12
„Nie ma”
Kto to jest „Nie ma”? Czy on na prawdę jest osobą pod nazwą: „Nie ma”? Tak – na prima aprilis – ale u niego prima aprilis trwa 364 dni w roku, a poza tym jest zupełnie normalnie. W tym rzecz, że owo „Nie ma” czyli próżnia doskonała nie istnieje nawet w wyobraźni, gdyż wymaga dla siebie przeciwieństwa to jest jakiegoś bytu. Dlaczego „jest coś”, zamiast „jest nic”?” – oto jest pytanie bez sensu. „Niczego” nie ma – to tylko puste pojęcie – orzeka o sobie samym (w metajęzyku), że go nie ma, że jest pusty (chyba, że to ten facet z dowcipu z czasów okupacji, który na pytanie „Co ty tu robisz?” wrzasnął z tramwaju do swego kumpla na ulicy: „Jak to, co? – ukrywam się i przepraszam, że żyję”. Przypuszczenie, że mógłby istnieć „pan nikt” to contradictio in adiecto – gra słów. Jeśli o kimkolwiek mówimy – to dlatego, że „jest”.
Źródło: refleksje własne na podstawie treści znanych powszechnie.
Kogo nasz Tata Maciej lubił bardzo, a kogo bardzo, ale nie za bardzo?
Kogo nasz Tata lubił bardzo, a kogo bardzo, ale nie za bardzo? Obaj byli prefektami w szkole Konopczyńskiego(Mickiewicza), obaj wykładali tam religię. Jeden ks.M, który objeżdżał na koniu zbiórki zastępów harcerskich, a oceny stawiał za zachowanie, drugi ks. D.V kazał wkuwać „na blachę” dowody istnienia Pana Boga. Jego nasz Tata lubił bardzo, ale nie za bardzo.
Źródło: Dawne zdjęcie z albumu pamiątek (około 1915)
Co nasz Tata robił w czasie „Cudu nad Wisłą”?
Świeżo po przejściu szkarlatyny, gdy pod bardzo wysoką gorączką, był na granicy życia i śmierci – zrobiono go sekretarzem sądu wojskowego. Pytały go wtedy dziewczyny na ulicy: Jak to, Pan jest wciąż tu? I musiał się tłumaczyć. A w sądzie – to dziwne – beształ jako sekretarz – sędziego, który chciał skazać na śmierć żołnierza, który – gdy jego oddział mijał rodzinną wioskę – odłączył się na moment od oddziału. Ciekawe, że wygrał. – Trzeba przyznać, że to było raczej odważne zachowanie naszego Taty.
Był to końcowy odcinek naszej dzisiejszej trasy. Zostawialiśmy za sobą Zbójnicką Polanę i okoliczne mroczne, wilgotne świerkowe kwartały lasu zmierzając w stronę wiadomego, piaszczystego, suchego grzbietu porośniętego przez sosny – z jemiołą na jednej z nich.

I tak idąc i gadając , zbliżyliśmy się do kościoła. Wtedy zapytał mnie w naturalny sposób, jak jest z moją wiarą. Odrzekłem odwołując się do Scrutona, który miał odpowiedzieć mniej więcej w ten sposób: „Ten, kto mówi, że prawdy nie ma prosi nas, żebyśmy mu nie wierzyli, to mu nie wierzmy” (co właściwie jest pewną formą paradoksu kłamiącego Kreteńczyka – https://pl.wikipedia.org/wiki/Roger_Scruton). Na to mój towarzysz: Tu jest kwestia związku między wiarą i prawdą, a raczej wiarą w prawdziwość sądów – zdań – twierdzeń. Odrzekłem – to nie dotyczy zdań pytających ani zdań rozkazujących. Rzeczywiście wtedy jest miejsce na wiarę, ilekroć nie ma pewności – a gdzie i kiedy ona jest? Czy możesz z przekonaniem odpowiedzieć, że nie ma zdań prawdziwych. No właśnie – tu zawracamy do Scrutona – jeżeli stoisz na stanowisku, że nie ma zdań prawdziwych „nie ma prawdy” – to cokolwiek mi odpowiesz będzie to fałszem. A więc trzeba przyjąć, że Prawda jest!!!. Tu pojawia się wiara i fałsz – „Ten, kto mówi, że prawdy nie ma, prosi nas, żebyśmy mu nie wierzyli, to mu nie wierzmy”. Jak wielką wartość ma informacja – informacja prawdziwa w odróznieniu od fałaszywej – od kłamliwej czyli kłamstwa – o tym świadczą mordercze przesłuchania w kazamatach służb specjalnych NKWD, GESTAPO itp – „Mów prawdę, bo”…!!! Jeżeli prawda jest cenna, ma wysoką stopę substytucji względem materii, to jak niską ma odwrotność prawdy to jest kłamsko. Cóż, jeśli coś działa, jeśli trwa, jeśli może wytrwać, to dlatego, że opiera się na prawdzie, na prawdziwej dobrej informacji, na tym co dobre, co wartościoweI tu . I tu dotarliśmy do kościoła myśląc jakie to przypadają czytania na dzień dzisiejszy.

Autorzy funkcjonujących w historii wydarzeń widocznie wyznają zasadę: „miła mi prawda, ale milszy Platon” („Platon” to w tych przypadkach kto?) Dlaczego nie chcesz poznawać prawdy? Czy prawda jest estetyczna? Czy estetyczne są narodziny – poród albo umieranie – agonia? Nie są ! Więc rozumiem, dlaczego nie chcesz poznawać ani jednego, ani drugiego. Nie chcesz delektować się ani jednym ani drugim.
Uczciwość
Czy twoja wola może być prawdziwa? – tak, to zależy od tego, czy jesteś w zgodzie z samym sobą, czy może jesteś zakłamany wewnętrznie? Co znaczy „uczciwy”? – to Taki, Którego należy uczcić, któremu należy się wdzięczność, Ten kto jest konsekwentnie uczciwy – nie zmienia reguł gry podczas meczu, w czasie rozgrywki. Uczciwość – uniwersalna dobra wola albo zakłamanie (mimikra) – jednakowo praktykowane („praktykujący” – to choćby „niewierzący”, choćby nieświadomie, choćby niepiśmienny, choćby analfabeta „nieuczony w piśmie”, niepotrafiący podpisac się,
bezimienny, nieochszczony).
Wiara bezwiedna – wiara ryzykowna – wiara vs wiedza
Ciekawe są w tej materii złudzenia: Czy „Niewierzący” – podający się za „niewierzących” istotnie nie wierzą? Musieliby mieć w zamian wiedzę – bezduskusyjną, pewną wiedzę, ale takowej nie ma, mają tylko mniemanie zapewne jedynie zadufane mniemanie, wszak wszelka „wiedza” jest niepewna jedynie prawdopodobna, podobna do prawdy, ale czy prawdziwa? Wiec nie zostawmy pozorny dylemat „wierzący” – „niewierzący”, ale postawmy inny dylemat „jaka wiara” – wiara sadysty (przekonanego, że zadaje cierpienie), czy wiara współczująca wiara współczującej pielęgniarki przekonanej, że przynosi ulgę w cierpieniu – a więc nie pytanie „czy wierzysz” lecz pytanie „jak wierzysz?. Bez wiary nikt nie postawił by nawet kroku (taktownego, lub fałszywego – byłby absolutny bezruch, a wszak wszystko jest w ustawicznym ruchu. W tym miejscu skojarzenie- wspomnienie, jak to spotkany w szpitalu młody zabijaka – czekający na zabieg chirurgiczny wstawiający co kilka słów „sakramentalne” „k” – właśnie on przynosi sąsiadowi wrzątek (nawet nie proszony) – dlaczego? Odpowiada: „Bo trzeba
pomagać”. Czy to wierzący, czy „praktykujący” A z drugiej strony ksiądz przypadkowo spotkany na dziedzińcu kurii na Miodowej pytany gdzie jest wejście do mieszczącej się tam księgarni – odpowiadający tak opryskliwie, jak by chciał się czym prędzej pozbyć śmiałka-natręta – Praktykujący? Zakłamany, nieuczciwy może być każdy jednako. Czy tak zwana „dobra aura otaczająca” ludzi to w istocie właśnie dobra wola – dziękczynienie totalne (sprowadza się do totalnej wdzięczności)?
Ale zostawmy to, bo właśnie ukazała się rodzinka – stadko pięknych sikorek. Pięknych? Skąd wiesz, że „pięknych”? Przecież ostatnio zmieniła się definicja piękna. Sama się zmieniła, czy coś ja zmieniło, czy ktoś ją zmienił? Wyczytałem, że mieniła ją „najwyższa światowa rada do spraw piękna”. Światowa rada – to „coś”, czy to „ktoś”? – czy to może to grupa „ktosiów”? – czy to grupa rzeczy, czy osób? Czy taka grupa ma osobowość?
Prawda niedemokratyczna – ale arystokratyczna
Prawda nie jest demokratyczna, lecz arystokratyczna. Nie uchwala się jej przewagą głosów – Chyba tak, ale ważniejsze jest to, że każdy zna (a przynajmniej powinien znać) prawdę o sobie. Czy rzeczywiście zna? Czy może – w zakłamaniu – tylko wydaje mu się, że ją zna. Kto wie, czy wielu właśnie nie ucieka od prawdy o sobie – w sferę mitu o sobie. https://kobiecosc.minakowska.pl/?utm_source=sejm_wielki&utm_medium=owned_media&utm_campaign=staly_link_autorski&utm_content=modul_autorka#ksiazka

Wiewiórka
Spójrz, jaki robi skok, jak frunie w powietrzu z gałęzi na gałąź! Na jaki dystans? – Chyba ze dwa metry, nieco skośnie, lekko w dół. Czy to polatucha? Nie, to nasza poczciwa ruda sąsiadka. Pamiętasz, że u nas na Chmielnej były wiewiórki i uprawiały szaleńcze harce po firankach i nie tylko. Marny los firanek. Jednak nie tylko firanki mogą być dla nich polem do popisów. Bardziej efektowne, ale niebezpieczne, spacery można bowiem uprawiać po kablu elektrycznym. Marny może być los takiej wiewiórki. I rzeczywiści zdarzyło się tak kiedyś, chociaż nie na kablu, ale w przerwie między gałęzią sosny i nie izolowanym przewodem sieci elektrycznej. Nagły trzask – krótkotrwały łuk – zwarcie – nagła śmierć! Taak – pamiętam ze smutkiem do dziś to wydarzenie. Ale nie wiedziałem wtedy, ani przez następne dziesiątki lat o podobnym wydarzeniu, które spotkało Twego Ojca – pracownika elektrowni pod obcą komendą, którego zmuszono do pracy w słotny dzień przy naprawie awarii sieci na powietrzu – z takim samym skutkiem. Nie wiedziałem też, że kilkadziesiąt lat później będzie mi dane (bez żadnych starań z mej strony) trafić na jego grób, na cmentarzu, na którym podobno pochowano około półtora miliona osób. Czyżby – przypadkiem? „Nie ma przypadków – są tylko znaki” (Wujcio B.). A jednak – z datą jego śmierci: „zginął śmiercią tragiczną, 30 lipca 1944” i nie tylko jego, bo również jego półtorarocznej córeczki umarłej 17 grudnia 1944. Jak to było z Elektrykiem w ów słotny lipcowy dzień po obcą komendą? Wiadomo nie od dziś, że energia elektryczna jest w konflikcie z wilgocią. Zamyśliłem się nad ówczesną sytuacją Twej Mamy, która po świeżej stracie męża, na dwa dni przed wybuchem Powstania Warszawskiego, po czterech i pół miesiąca, tydzień przed Świętami Bożego Narodzenia utraciła swe najmłodsze dziecko. Dlaczego tak włóczysz się po cmentarzach – czy to przyciąganie ziemi cmentarnej? Czy to oddziaływanie słabe, czy może „magnetyzm serca” (oddziaływanie silne aż do sprasowania na blachę) – bo chyba nie „magnetyzm ziemi cmentarnej”. Osobliwy „magnetyzm serca” wychodzący z ziemi cmentarnej (Tu „Malwina – czyli domyślność serca” Marii Wirtemberskiej). Magnetyzm serca i rozumu – czy magnetyzm duszy i ziemi cmentarnej? – Oto jest pytanie.
Łąka, jak sakrament
Łąka, jak sakrament w olszynach leży cicha.
Przycisnąć ją do serca i słuchać jak oddycha.
Utopić się w jej gąszczach, w jej chłodach cienistych.
Utonąć w jej trawach – puszystych, soczystych.
Łąka jak sakrament rozdaje zbawienie
Nadzieję szmaragdową i miłość liliową.
I wiarę jak wiatr szumną i wiarę kolorową.
Źródło: archiwum notatek Macieja Masłowskiego
I tu myśl pytająca – Jak to jest z owym zbawieniem, o którym mowa w wierszu? Może to pewien dodzaj prakseologii – prakseologia dualna wobec tej doczesnej, o której mowa w „Traktacie o dobrej robocie” Kotarbińskiego? Co w tej pierwszej jest błędem, to w tej drugiej jest optymalne.
Przeprawa promem, woda wiadrami na zdrowie i 101 lat!
Ścieżka przydrożna biegnie wzdłuż rzeki oddzielona od niej pasem łąk i częściowo lasu. Chwilami otwiera się z lewej strony rozległa perspektywa łąk porośniętych z rzadka okazami starych dębów, lip i olszyn. Za nimi w oddali rzeka, zaznaczona w głębi ledwie widoczną szaroniebieską smugą. Ścieżka piaszczysta wąska, ale wyrównana i ubita. Obok droga, wybrukowana kocimi łbami, a na niektórych odcinkach – gliniasta i piaszczysta. Czujesz zapach koperku? Tak – istotnie, jakbym stał przed straganem warzywnym. Zrozumiałe, mijamy bowiem przydrożne warzywniki obsadzone miedzy innymi koprem, ale też kapustą, burakami i pomidorami. Tak zostawiamy za sobą kilometr za kilometrem i zaczynamy wypatrywać drogi w lewo nad rzekę do Zabuża, do przeprawy (przewozu). Wreszcie jest – to zapewne ta. Skręcamy i po chwili jesteśmy nad brzegiem z wbitym w ziemię solidnym słupkiem. Nie ma nikogo. Ale pamiętamy procedurę składania zamówień na przewóz. Wymaga ona mocnego głosu. Natężamy się i wrzeszczymy co sił w płucach: „Dawaaaj”, dawaaaj”. Mija trochę czasu i pojawiają się wątpliwości i obawy, że nasz plan może „wziąć w łeb”. A jednak po kilku minutach widzimy jak na przeciwnym brzegu ukazuje się ludzka postać z drągiem, wchodzi do łodzi i spycha ją do wody. Miejsce przeprawy – to płycizna, wystarczy tu więc łódź-pychówka. Widać, jak łódź i stojąca na niej figura odpychając się drągiem od dna, zmierza powoli w naszym kierunku. Jeszcze kilka minut, mamy ją koło siebie i witamy się. Postać z twarzy, zarostu i ubioru – jakby tołstojowska. Ładujemy rowery na obszerną solidną łódź z tęgich desek i siadamy na poprzecznych ławkach. Mocne pchnięcia odbijają łódź od brzegu, a następnie kierują ją powoli na przeciwną stronę, pod Mielnik. Stąd do Mielnika niedaleko drogą gruntową po wyschłej glince wśród piołunów, rumianków i innych szlachetnych chwastów. Jedziemy z zaciekawieniem, czy i w jakim stopniu potwierdzą się nasze wyobrażenia o Mielniku oparte na przewodnikach i mapach. Rzeczywiście, w znacznej mierze – tak. Bielone ściany domów wywołują skojarzenie z nazwą miejscowości. W czasach, kiedy powstawała (przed około tysiącem lat) – nazwa „Mielnik” wskazywała na tamtejsze złoża kredy (w słownictwie staroruskim „mieł”). Część domów stoi szczytem do drogi – to domy prawosławnych, a inne – fasadą, to domy katolików. Zachowane relikty potwierdzają dawną bogatą historię, nawet świetność tej osady, a niegdyś i miasta.
Słyszę, jak mi mówi: czuję, że dzisiejsze ruiny (1956) popadną do 2008 roku w jeszcze większą ruinę (zobacz). Mówię: a Ty skąd to wiesz, czy jesteś jasnowidzem? Nie, ale podpowiada mi to intuicja. Przecież był tu kiedyś zamek, po którym trudno odnaleźć ślady. [„Zamek mielnicki w początkach XVI wieku stanowił wygodną rezydencję królewską. Na zamku gościł Kazimierz Jagiellończyk, na koronę oczekiwał książę Aleksander i Zygmunt zwany Starym. Tu został podpisany w 1501 roku akt unii mielnickiej.” (http://www.mielnik.com.pl/co-zobaczyc/18-wzgorze-zamkowe-z-grodziskiem-z-xi-wieku sob, 2 lis 2019, 12:26:46) ] W każdym razie góra zamkowa wznosząc się 80 m nad poziom rzeki nie popadnie w ruinę i zachowa piękną perspektywę z rozległym widokiem na dolinę Bugu.
Ruiny zamkowego katolickiego kościoła pw. Trójcy Św., 2008
Robi się późno. Czeka nas przeprawa powrotna. Podpowiadają nam, że jest to możliwe promem do Zabuża, zjeżdżamy więc poleconą trasą nad rzekę i trafiamy w sama porę, bo właśnie dwa wozy wyładowane sianem (bo pora sianokosów!) wjeżdżają na obszerny prom z solidnych kloców i desek. Mieścimy się swobodnie, bo nie ma nikogo oprócz gospodarzy z wozami siana i kogoś z obsługi, kto za chwilę pociągnie linę opartą na rolce i umocowaną na przeciwnym brzegu do pnia potężnego drzewa. Wchodzimy z naszymi rowerami zapraszani życzliwie. Zmarszczyłem brwi, kiedy jeden z koni głośno pryknął, a potem wypróżnił się na promie. Usłyszałem: dlaczego się krzywisz? – Nie przypuszczałem, że siedzi w Tobie kawał mieszczucha-filistra. Pamiętasz, jak usprawiedliwiano się w epoce romantyzmu w eleganckim towarzystwie, w podobnej sytuacji? A jak? Mówiono: „Me westchnienie mylny obrót wzięło”. A poza tym nawóz koński to skarb pod pieczarki, co prawda nie na promie, ale za chwilę będziemy przechodzili przez łąki. Lądujemy po kilku minutach i dziękując za przysługę sprowadzamy nasze rowery na piaszczysto-gliniasty grunt. Jedziemy ubitą ścieżka wzdłuż drogi i po paru minutach mamy po obu stronach bujną łąkę. Mówi mi: spójrz w prawo – tam kolonia pieczarek, zejdźmy, warto zebrać, przydadzą się do obiadu. Przypomniała mi się sprawa łańcucha pokarmowego w przyrodzie (grzyby zawierają sporo białka) – jak to jest, przecież może za godzinę-dwie znajdziemy się w jednym z jego ogniw – chyba końcowym. Zatrzymujemy się i rzeczywiście po chwili mamy wypełnioną torbę. Ale to nie koniec, bo kilkadziesiąt metrów dalej w grupie kilku młodych brzózek i osik widać kapelusze wysokich, dorodnych kań z charakterystycznymi kołnierzami. Oczywiście nie mijamy ich obojętnie. Dobrze pasują do pieczarek.
Obserwację zarośli przerwała mi uwaga: spójrz w głąb łąki? Zobaczyłem, jak ze 200 metrów dalej, pod samotnym, rozłożystym drzewem, chyba dębem, siedzi samotna postać i mając przed sobą stalugi – pracuje. Odezwał się znowu: będzie malował jeszcze w XXI wieku, dożyje 101 lat i zostanie honorowym obywatelem Mielnika. Skąd wiesz, czyżbyś żył poza czasem? Podpowiada mi to intuicja. Może picie wody wiadrami wydłuża życie? Dziwne – ale tak można żartobliwie powiedzieć. W przerwach maluje, mając zapewne jej zapas przy sobie. Moglibyśmy podejść i pogadać, zwłaszcza, że to znajomy14, który przeżył 101 lat podobno dzięki temu, że „pił wodę wiadrami” (tak się mówiło żartobliwie, kiedy byliśmy nastolatkami) ale odkładamy to na inną okazję. Zbliża się pora obiadowa. Pani Salcia kończy wydawanie o 4 po południu.

Henryk Musiałowicz, artysta- malarz (1914-2015), Honorowy Obywatel gminy Mielnik15
O angielskim „nie-dzisiejszym” dżentelmenie i rekinie
Anegdota o angielskim „nie-dzisiejszym” dżentelmenie i rekinie – powtarzana przez Macieja M.: Angielski dżentelmen w czasie kąpieli spotkał rekina. W obronie dobył noża. Jednak rekin odezwał się w te słowa: „Co? czyżby? – Anglik rybę nożem? Na takie dictum angielski dżentelmen schował nóż i dał się pożreć rekinowi. Ach gdzież dziś są tacy dżentelmeni?!
Źródło: archiwum notatek Macieja Masłowskiego
Piłsudski i kelner
Anegdota – scena zanotowana przez Słonimskiego – „Kelner zwraca uwagę palącym – Piłsudskiemu i Wieniawie-Długoszowskiemu, że są w sali dla niepalących, a obok jest sala specjalnie dla palaczy. Wieniawa bardzo się na to nasrożył, ale Piłsudski bez słowa zgasił papierosa. Natomiast Słonimski robi następująca uwagę: „Ach gdzież dziś są tacy kelnerzy?” [przytaczam z pamięci]
Samolotem w Bieszczady
Samolotem w Bieszczady – czy to nie dziwne, mało prawdopodobne, tym bardziej, że to w 1970 roku, w czasach PRL. A więc – jednak nie pociągiem, autobusem, lecz samolotem! Przyczyna raczej prozaiczna – porównanie cen biletów kolejowych i notatka w gazecie zwracająca uwagę na niemal dokładne zrównanie się cen biletów kolejowych i lotniczych, po najnowszych, ówczesnych regulacjach. Tu konieczna poprawka: do serca Bieszczad – na przykład do Brzegów albo Ustrzyk Górnych – połączeń lotniczych nie ma i nie będzie, ale można dostać się tam via Rzeszów – miasto wyposażone w terminal lotniczy. Zaopatrujemy się więc w bilety lotnicze z Warszawy do Rzeszowa, skąd dalej planujemy podróżować autobusami. Bierzmy więc chlebaki z niezbędnym zapasem prowiantu i jedziemy na lotnisko.
Niewielki ruch na warszawskim lotnisku Okęcie, a zwłaszcza w sali odpraw wyjaśnia, dlaczego ceny lotów są tak przystępne dla naszych niezbyt zasobnych kieszeni. Niewielka liczba pasażerów ułatwia zarazem stróżom bezpieczeństwa obserwację każdego z nich. Rzeczywiście – identyczne nasze nazwiska sprawiają, że jesteśmy przed odlotem uprzejmie (trzeba przyznać) zaproszeni przez umundurowanych funkcjonariuszy (MO) za kotarę i przeszukani. Robisz przy okazji wesołe, ale i ironiczne uwagi pod ich adresem: „to niebezpieczne ptaszki, chcą sterroryzować załogę i umknąć za granicę”. Taktownie na to nie reagują. Boję się, że może być inaczej. Żadnych niebezpiecznych instrumentów nie znajdują, a zresztą – prawie nic z metalu, poza kluczami, zegarkami na rękach, scyzorykiem i otwieraczem do konserw.
Po upływie półtorej godziny jesteśmy w Rzeszowie, gdzie odnajdujemy dworzec autobusowy i wyruszamy do Sanoka, gdzie postanawiamy przenocować. Rzeczywiście umożliwia to jeden z niewielu, skromny, ale wystarczający hotelik bez pluskiew. Następnego dnia jedziemy autobusem malowniczą trasą do Wetliny, gdzie szczęśliwie trafiamy na gościnną leśniczówkę. Mamy szczęście tak łatwo odnajdując kwaterę bez uprzedniej rezerwacji, gdzie dodatkowo możemy kupić mleko. Wystarcza nam to w połączeniu z prowiantem przywiezionym w chlebakach. Godzina jest na tyle wczesna, że można rozejrzeć się po okolicy, jednak wyprawę szlakiem na Połoninę odkładamy na następny dzień.
D-skop
Na wstępie dzisiejszego spaceru poprosił, aby mu wyjaśnić – bez ściemniana – co to takiego D…skop? Odrzekłem: dziwię się temu pytaniu. Mam bowiem wiele szacunku dla Twej erudycji i inteligencji. Jednak, skoro przyznajesz się do ignorancji, to zatrzymajmy się na chwilę. Oto aparatura do oceny prac plastycznych. Pierwszy człon jest inexprimable, jednak nie da się go uniknąć, a drugi: -„skop” sygnalizuje, że chodzi o aparat optyczny, obrazujący. Pierwszy człon ma bardzo swojskie pochodzenie. Bardzo prosta aparatura, którą stale nosi się ze sobą. Nie obciąża ponad niezbędną konieczność. To ciekawe? – Czyżby nieważka? Opisz jak działa. Bardzo prosto. Wymaga tylko odpowiedniej postawy. Przede wszystkim należy odwrócić się plecami do ocenianego przedmiotu (np. obrazu), a następnie – rozstawić nogi wystarczająco szeroko i pochylić się tak, by sięgnąć głową niemal do ziemi (podłogi, posadzki itp.) – spoglądając na recenzowane dzieło między rozstawionymi nogami. Czyj to wynalazek? Mam Ci podpowiadać? Liczę na Twoją wiedzę, erudycję i dobrą pamięć. Powiem tylko, że była to dla jednego z naszych znanych artystów metoda oceny własnej twórczości, a może i cudzej?
Tu pojawia się szersza kwestia: za co cenić dzieła sztuk wizualnych? – Na przykład prace malarskie – za zalety malarskie – za grę światłocienia, barw, kontrastów kolorystycznych i walorowych, czy za mowę ciała (pewne ciało „prowadzące lud” – przypomnij sobie o którym obrazie mowa), albo o mowę wielu ciał (np. „Grunwald”), lub za wzniosłe, a czasem koszmarne treści: literackie, fabularne, filozoficzne, psychologiczne, anatomiczne (budowa pewnych narządów, w tej czy owej fazie menstruacji ukazane, czy tej najciekawszej kolorystycznie?) A może to dla naszego artysty było obojętne? Tu pada pytanie o eschatologiczne, wojenne treści, a może przeróżne koszmarki16 (np. jakiś „Taniec szkieletów” – mowa licznych ciał bezkostnych, albo „Błędne koło” albo groźny staruszek z brodą i płeć piękna z kosą!) Jeden ze znanych malarzy a zarazem krytyków jakże dawno (jeszcze w XIX w., ok.1890) pisał: „czy to będzie Zamoyski pod Byczyną, czy Kaśka zbierająca rzepę, nie przybędzie ni w pierwszym, ni w drugim wypadku ani jednego pobłysku, ani jednego cienia albo refleksu, jeżeli oboje będą o tej samej porze oglądani”(…).17
Czy temat, fabuła, tytuł itp. jest dla malarza pretekstem, czy celem? Po co artyście pretekst? By zaintrygować fabułą niewyrobionego widza – na przykład wyimaginowaną intrygującą zagadką: „Czy Numa wyszła za Pompiliusza”. Czy jednak może się zbiegać kapitalny „pretekst” – temat, treść, fabuła z kapitalnym malarstwem. Tak – zapewne może tak się zdarzać, ale pozostaje pytanie, za co cenić, nagradzać to lub owo dzieło plastyczne – za treści literackie, historyczne filozoficzne…, czy za malarstwo, a może za jedno i drugie. Jeżeli tylko za pierwsze, to nie wprowadzać innych w błąd, mówić to głośno i wyraźnie.
Czy d…skop pomaga w ocenie walorów prawdziwie malarskich? Myślę, że nie rozstrzyga, ale pomaga. A wreszcie, co rozstrzyga o prawdziwości ocen? Autorytet w dobie upadku autorytetów? Chyba słusznego upadku – bo czy jest prawdziwe cokolwiek dlatego, że tak powiedział lub napisał to ten wielki i basta – Arystoteles albo Einstein, albo fałszywe tylko dlatego, że powiedział lub napisał to celebryta X? Nie, lecz tylko dlatego, że jest prawdziwe, albo fałszywe i trzeba to udowodnić (zweryfikować albo sfalsyfikować)!
Masz słuszność, rzekł – przychodzi tu z pomocą mowa ciała i pochyliwszy się ku ziemi zaczął robić pompki i kontynuował: Pierwszych dwadzieścia razy odrzucam od siebie ten przeklęty globus i spójrz, jak 20x spada na mnie, gdy cofam ręce, ale to nie wystarczy, bo za chwilę będzie następna porcja 20x. Odparłem: ach ta mowa ciała – czyjego? – cóż ono ma do powiedzenia? Do czego, czy do Kogo, należy ostatnie słowo? Odrzekłem: Rozbrajasz mnie – jeszcze raz jesteś nie-do-rzeczny, mów do rzeczy! Ach ta twoja geofobia- geifobia (niechęć do „Gei”), a może geo-tropizm?

| J. M. W. Turner (1775–1851), „The Snowstorm” |
|---|
Spójrz – to kompozycja koloru i waloru – „The Snowstorm”. Czy temu obrazowi jest potrzebny tytuł, temat, przedmiot? Czy jego brak coś by mu odebrał, albo go zdyskwalifikował? Czy ubędzie mu coś, gdy go obejrzymy przy pomocy naszej prymitywnej aparatury?
Piękny pejzaż morski: „Burza śnieżna na morzu”. Ten obraz nic by nie stracił, gdyby go pozbawić tytułu. Tu polecam Ci samodzielny eksperyment z d…skopem na ekranie (to zaledwie kilka kliknięć). Sam nie będę eksperymentował, by nie uchybić temu znakomitemu, subtelnemu (chociaż nie „wielkiemu”18) malarzowi, prekursorowi impresjonizmu. Komu? Mam zasadę: unikać nazwisk, adresów, telefonów i dat, ale to takie stare dzieje, że zrobię wyjątek: J. M. W. Turner19. Natomiast warto by poeksperymentować z kapustą, bo tu chodzi o Twego bliskiego krewnego (jeden z krytyków napisał o nim: „patrzcie, jak on maluje kapustę!” – powtarzam może niezbyt precyzyjnie. Ów krytyk zapomniał dodać, dlaczego malował kapustę – nie miał odwagi malować żadnego z wybitnych wodzów, monarchów, a tym bardziej świętych Pańskich. Ale warto przy tej okazji wspomnieć anegdotę o Turnerze, jak kiedyś w porcie szkicował majaczące w oddali paru mil okręty wojenne i pokazał szkic oficerowi marynarki, po czym usłyszał uwagę, że na statku brakuje strzelnic. Na co Turner miał odpowiedzieć, że nie widać ich na tle zachodzącego słońca. A na to oficer: ale pan przecież wie że tam są strzelnice i należało je narysować. A wtedy Turner: do mnie należy rysować nie to, co wiem, ale to, co widzę. A kiedy indziej i u kogo innego – jak to było z nieumytą nóżką? – Niebo piękne, bociany piękne, ale stopa brudna – nóżka powinna być umyta! Kogo to dotyczy? Zbytnio cenię Twoją inteligencje i erudycję, bym miał Ci podpowiadać, ale zrobię wyjątek – pod tytułem: „Babie lato” (czy tytuł koniecznie potrzebny?)
Natomiast obraz Turnera kojarzy się z Michałowskiego obrazem „Bitwa o Somosierrę” – spójrzmy: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Piotr_Michałowski_-_Battle_of_Somosierra_-_MP_5407_MNW_-_National_Museum_in_Warsaw.jpg

Zróbmy jeszcze dwa eksperymenty z osobami dość ci bliskimi – co prawda nie będzie to olej ale woda (Twój Tata mawiał żartobliwie „woda to nie olej”). Obróćmy klikając kilkakrotnie akwarelki „Maki” i „Kompozycja koloru i waloru” o 180 stopni i zapytajmy, czy coś straciły, albo wreszcie rysunek szkic (?)

Zobacz. „Maki” (1911), akwarela Stanisława Masłowskiego z 1911 roku
A poniżej – Macieja Masłowskiego – Kompozycja koloru i waloru, namalowana w Podkowie Leśnej w latach 1960-1975


Stanisław Masłowski – Szkic rysunkowy

Antropomorfizm wyobraźni

Stworzenie Adama – Creazione di Adamofresk autorstwa Michała Anioła znajdujący się na sklepieniu Kaplicy Sykstyńskiej w Watykanie.
Czy nie stać Cię na abstrakcyjne myślenie w XXI wieku?
Ci genialni artyści – Brzydki, groźny, zagniewany staruszek z brodą i płeć piękna z kosą!! – D…skop
Ileż to dezinformacji wprowadzili genialni artyści z ciasną, ograniczoną antropomorficzną wyobraźnią (nie wyłączając Michelangelo-Buonarottiego) wprowadzając ludzi w błąd – malując Staruszka z brodą, a niekiedy nawet płeć piękną z kosą !!! Cóż za perwersja. Czy istnieje coś takiego jak płeć piękna z kosą?
Cóż widzimy na tym obrazie? Płeć piękna dezaktywuje sensory wzroku jakiejś godnej politowania twarzy? No tak, ale w wyobraźni nie byle kogo, bo Jacka Malczewskiego. No taaak! Ale czyż to nie jest przywilej widzieć nie patrząc, słyszeć nie słuchając, rozumieć nie myśląc?
Mam pytanie z odpowiedzią: Czy można komponować w głuchocie? Tak – to Beethoven
Mam inne pytanie: Czy można malować w zaślepieniu? Nie wiem – może nie patrząc, ale widząc – mając widzenie scen, których nikt nigdy i nigdzie nie widział ? Kto tak produkował? Pompierzy producenci dewocyjnych obrazków kopiowanych, powielanych w tysiącach dla zarobku.
Mam jeszcze inne pytanie: Dlaczego Malczewski malował zaślepienie zamiast ogłuszenia? Nie wiem.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Jacek_Malczewski

– Płeć brzydka z bagnetem – w takim obrazku byłoby więcej prawdy. Czy ma sens wyobrażenie groźnego staruszka ze zmarszczonymi brwiami i z siwą brodą, starzejącego się i coraz brzydszego (a może i z groźnym młotem w garści do rozbijania głów dziecięcych) zamiast wiecznie niewyobrażalnie pięknej Jedynej Osoby zakochanej w tobie na zabój, na umór, na śmierć i życie ? (platonicznie????) Wybieraj – z Kim jesteś gotów umówić się na bezkresną randkę, w Kim zakochać na umór (zanim umrzesz) – umówić na bezkresną wieczność – nieskończoną i nie do znudzenia – z Jedyną Najprawdziwszą Wieczną Osobą Nieskończenie piękną i Powabną. A może wolisz wprost przeciwnie – targować się, ubijać dobry „transakcyjny” deal – geschaft, dogadywać się albo targować (!?) ze starym wąsatym staruszkiem z plastycznego arcydzieła na miliard $? – a może ze Starą (brodatą i wąsatą) Wielką Nagą Małpą (tak Go właśnie ukazał niedobry duch tej niewydarzonej „pierwszej parze” – „bandzie dwojga”)? Ale zobaczmy jakimi wspaniałymi draperiami jest ona okryta! Co mi opowiadasz – „nie do znudzenia” – zostać z kimś takim na wieczność? „Piekło jest puste” Hulaj dusza piekła nie ma – dopóki dusza go sama nie urządzi. Bo, że nie było stworzone – to pewne, ale dusza może je utworzyć – dlatego słuszny jest mickiewiczowski werset: „broń mnie przed sobą samym” (z Liryk lozańskich – 1830+). Rzeczywiście zostało ono utworzone na tym padole i prosperuje wcale dobrze. Jednak nie jedno tłumne piekło jak to sobie niektórzy naiwnie wyobrażają, bo nie mogą obejść się bez tłumu. Są raczej liczne piekła – tysiące, jest ich tyle, ile wykalkulowanych korzyści – może miliony (jeśli tylu ich „chciało chcieć”, tylu ich pragnęło z całego serca) – może miliony indywidualnych piekieł bo każdy sobie tworzy-wybiera swoje indywidualne piekło – jednak tylko jeżeli się przy tym upiera, jeśli „chce chcieć” (jak u Wyspiańskiego) – chce koniecznie chcieć. Tłumny jest zapewne zbawienny raj – tłumne szczęście płomiennych twarzy szczęśliwych osób nie słuchających ale słyszących, nie patrzących ale widzących, nie myślących, ale rozumiejących – czujących-współczujących (to nawiązanie do cytowanego wierszyka M.M.). Piekło – istotnie bez żadnych tłumów – ściśle indywidualne piekielne odcięcie – osamotnione nieszczęście w pojedynkę! Niewiadoma jest liczba indywidualnych odosobnionych nie-pustych piekieł. A mnie się wydaje, że ty chętnie zostałbyś choćby ze swoim obrzydliwym nałogiem na wieczność – tak trudno jest ci się z nim rozstać! Nie hulaj, nie brykaj, nie bzykaj w złej wierze wyprowadzając fałszywy wniosek, z tego, że jest puste. Jest puste, jako tłumny zbiór, tłumna, najgłębsza, ciasna zbiorowość ale niekoniecznie jest puste, jako indywidualny, partykularny stan, który może być udziałem każdego naiwnego złośliwca nie zdolnego do prawdziwej szczerej ekspiacji (jeśli sobie go zgotował). Ze złą wiarą urządzisz nie-puste piekło dla siebie samego – to piekielna samoobsługa „do it yourself” – bo dla innych najwyżej zdołasz urządzić piekło do-czesne na tym padole. Przypominasz mi byle jaką, złośliwą osę albo szerszenia, który dostał się do pokoju i beznadziejnie obija się o powierzchnię sufitu. Czego on tam szuka? Czyżby myślał że powyżej jest siedziba Wielkiego Wspaniałego Szerszenia, tego co to „z całą surowością”…? – A może gniazdo Wielkich Szerszeni – specjalistów od całej surowości? Pomyśl o sobie i przestań mnie rozśmieszać.
Francuski atak na bagnety w Lesie Argońskim (1915) – Wikipedia

Na to powiedziałem: tu nie ma nic śmiesznego. objaśnij mnie, gdzie jesteśmy, bo kompletnie zagubiłem się wśród Twej wybujałej elokwencji. – Gdzie jesteśmy? To proste – Idziemy wprost w kierunku Jemioły ale od tyłu, od strony Karolina. Najpierw powinniśmy minąć pałacyk doktora P z jego dużą posesją wypełnioną lipami pełnymi brzęku pszczół i dalej prosto, nie skręcając na bok. W ten sposób zostawiliśmy po prawej szkołę a potem pałacyk i rozległą posesję doktora P., a następnie Karolin i znaleźliśmy się na piaszczystej leśnej drodze wspinającej się łagodnie pod Jemiołę. Z lewej strony mamy kwartał młodego lasu – głównie lipowego – młode lipki luźno rozmieszczone. Właśnie tu kiedyś trafiliśmy na niezwykły urodzaj kań. Zebraliśmy w krótkim czasie – może w 5 minut – pełne ich wiadro. Wokół pałacyku doktora P. wśród lip tata twego kolegi Janka St. prowadził pasiekę. Nie mógł w owych czasach znaleźć innego zarobku. Aby trafić stąd do Jemioły wystarczy podążać prosto nie zniechęcając się luźnym piaskiem. I rzeczywiście po dziesięciu minutach znaleźliśmy się u celu – na piaszczystym grzbiecie porośniętym sosnami. Usłyszałem, jak powiedział: skieruj teraz wzrok w górę, na gałęzie u szczytu tej sosny. Tak zrobiłem i zrozumiałem, że to właśnie szczęśliwa Jemioła nie widziana przeze mnie wcześniej z tej strony. Jemioła jakby hub – dosłowny i przenośny, bo koncentrujący ścieżki zarówno te realne – wydeptane i wyjeżdżone rowerami w lesie, jak i te przenośne przetarte myślami świadomości.

Tak zrelaksowani mogliśmy wrócić do urwanego piekielnego wątku – „hulaj dusza, piekła nie ma”. Rzekł – może go i nie ma, ale czy z tego wynika dla duszy taki wniosek – „hulaj”? Zapominasz, że brak zbiorowego piekła to nie twoja zasługa, że to Komuś zawdzięczasz. Jego brak – to wynik skutecznej obrony („broń mnie przed sobą samym” – z mickiewiczowskich Liryk lozańskich – 1830+)… Jest tu podpowiedź, gdzie szukać zła, a także wniosek, że poszukiwanie rogatego kozła ofiarnego, by zwalić na niego własną głupotę – to błędna ścieżka. Czy twa dusza potrafi być wdzięczna? A ponadto – jak pojmujesz owo „hulaj”? Czy nie widzisz, że hulanki szybko się wyczerpują stając się piekielnie nudne – stają się, jak ten młyn piekielny Dantego na obrazku ? – prawdziwe dno!

Odrzekłem – Twoja dewiza to wdzięczność, ale jak ją uzasadniasz?
Odrzekł: Nie ma wdzięczności tam, gdzie nie ma spostrzegawczości – gdzie widziane są tylko „złe pojedyncze tragedie”, a nie są postrzegane „dobre serie wydarzeń”. Może tych ostatnich jest więcej niż tych pierwszych? Nie odczuwasz przerażenia z powodu swej niewdzięczności? Jeśli tak, to źle z tobą! Nie pragnij „więcej”, bo to dowodzi Twej niewdzięczności. Za to co już masz, mogą Cię bowiem spotkać liczne „złe serie” i to wtedy, kiedy się ich najmniej spodziewasz nie wiedząc w swej głupocie czemu je przypisywać (w stół uderzyłeś przed laty, a nożyce odezwały się „teraz”).
A dalej ciągnął – jedna przyczyna, czy zespół zbieżnych przyczyn koniunkcyjnych – bliskich, czy odległych („uderz w stół nożyce się odezwą” – tu i teraz natychmiast, czy potem – co znaczy „tu”, co znaczy „potem” – może na innym stole i na przykład za 35 lat – czy wtedy będziemy kojarzyli rzekomą przyczynę i rzekomy skutek? A może nie jedna wyizolowana sztucznie przyczyna i nie jeden wyizolowany sztucznie skutek? Czy nie widzisz – głupku – żeś jest wynikiem nieskończonej liczby tajemniczych powiązań koniunkcyjnych. Jeśli jedno w tym łańcuchu padnie, to oboje padamy (wszak nasza rozmowa dokłada jeszcze jedno powiązanie).
Nie mogłem ścierpieć dłużej tych jego wynurzeń z mętnej wody. Zacząłem rozglądać się jaką właściwie ścieżką podążamy i w którą stronę mnie prowadzi. Okazało się, że to droga przez las na Dębak, gdzie jest leśniczówka. To zwarty las głównie sosnowy. Odległość około jednego kilometra. Jednak gdzieś w połowie zatrzymuje się i zbacza kilkadziesiąt metrów prostopadle w prawo leśną ścieżką – dokąd? Pod krzyż nad grobem nieznanego żołnierza.
Grób nieznanych żołnierzy Armii Krajowej, w głąb lasu od Leśniczówki „Dębak”, zdjęcie z 6 kwietnia 2014, źródło: praca własna

Można tu oprzeć rower o pień drzewa i nawet usiąść na ławce. Tak też robimy i zatapiamy się w myślach. Po chwili jednak podnosimy wzrok w poszukiwaniu jemioły. Może i tu się znajdzie? Jednak nie. Przypominamy sobie, że to nie jedyny grób z czasów wojennych 1939-1945. Znamy inne, bliżej skraju pól – mniej eksponowane, znacznie gorzej utrzymane, mniej zadbane.
Odliczanie
Odliczanie w zabawie w chowanego:
„Ene due, rike, fake
Torbe borbe ósme smake
Deus Deus Cosmateus
Baks”.
Albo inaczej – tak:
„Trą w trą Misia, Bela
Misia, Kasia, Kąfacela
Misia a, Misia b
Misia, Kasia, Kąface.”
Źródło: dzieci w Woli Rafałowskiej w latach 1946-1947
Spostrzegawczość
Wybitny chirurg utytułowany profesor (tu tylko inicjały – E.L.) podczas zajęć ze studentami polizał palec w prosektorium i zaraz potwierdził: „Tak polizałem” i dodał: ale pan nie był spostrzegawczy, ja polizałem ten, a włożyłem trupowi w odbyt tamten.
Źródło: archiwum notatek Macieja Masłowskiego i zapamiętane opowiadane przez niego angdoty.
Podobieństwo
Podobieństwo – upodobnienie – małpowanie – czy Francuz chce w Japonii Francję, czy Japonię zobaczyć, a w Polsce Francję, czy Polskę zobaczyć (bo, Pankiewicz, prawie jak Monet)
Chopin – fortepian
„Matka grała często Balladę g-moll20
Smutna pełna dramatycznego krzyku”
[Śliwiński cudowny w I części Sonaty h-mol]
„Cudowny nokturn C-moll21
[Matka grała, grał Małcużyński]
Grałem Poloneza Es-mol”

To są niektóre, pamiętne zanotowane przez Macieja M. utwory Chopina. Warto dodać, że od 1903 roku fortepian jechał na wakacje z Warszawy do Woli Rafałowskiej. Aniela M., która była nauczycielką muzyki musiała mieć go stale przy sobie. Jak odbywała się ta ponad sześćdziesięciokilometrowa podróż – tego nie wiem. Ale można domyślać się, że w kawałkach, które były po przywiezieniu montowane, a całość strojona.
Wspomnienia spod fortepianu
Ale możliwe są też wspomnienia spod fortepianu – bo posłuchaj:
Wspomnienia spod fortepianu pochodzą spod „ogromnego” fortepianu Krall&Seidler. Ciekawe były w nim widoczne od dołu ruchome dźwigienki klawiszy i młoteczków. To widział „mały” „skrobek” pełzający na plecach pod fortepianem, na którym grali dorośli – pewnie Mama, Tata, a może i Babcia. Nie tylko widział, ale i słyszał uderzenia młoteczków w struny – miał wtedy niewątpliwie świeży dziecinny słuch. A były to między innymi preludia Chopina (to zostało w pamięci). Tu trzeba dodać prawie niewiarygodny cytat z książki mojego Taty – dotyczący fortepianu, ale nie tylko jego, bo i pierwszego wyjazdu dziadków na lato do Woli Rafałowskiej: „W Woli zamieszkał Masłowski w 1903 roku w domu letniczym gospodarza Cyrana. Na dobre zjechał tam dopiero w początku września, a przedtem dzielił czas i pracę między Wolę a Supraśl pod Białymstokiem, gdzie montował i kończył plafon w sali balowej tamtejszego pałacu. Dom był – a i dzisiaj jeszcze jest – wygodny, obszerny, w ogrodzie, cofnięty trochę od drogi wiejskiej. Zainstalowano się tam już w maju z całym dworem, z fortepianem, kufrem podręcznej biblioteki i angielskim fotelem na biegunach – był to ulubiony mebel malarza – w asyście kucharki Joanny Filipczak rozpoczynającej właśnie tego roku swą czterdziestoletnią służbę u nas.”
Zadaję sam sobie pytanie, jak to wszystko możliwe, jak przewożono ogromny fortepian na odległość ponad 60 kilometrów – tam i z powrotem, bo tyle jest z Warszawy do Woli Rafałowskiej. Może rozbierano go na części a potem składano i strojono? Tak czy owak, było to konieczne, bo nasza Babcia Aniela była nauczycielką muzyki, to jest gry fortepianowej i musiała mieć stały kontakt z fortepianem.
Źródło: opowiadania i notatki Macieja M. i wspomnienia zapamiętane przez Andrzeja M.
Ile masz lat
– Nie odpowiem, ale powiem ile mamy lat we dwóch – 180
Mnie to nie imponuje – powiedz która z wybitnych Polek przeżyła 110 lat w pojedynkę – dodam dla ułatwienia że umarła w Szczecinie
Nostalgia – tęsknota – za kim – za czym?
Może to tęsknota za własną młodością?
Zobacz Taty fiszkę – o nostalgii za dawnym zapachem z lat 1930+
Najmilszy zapach gotujących się kartofli
w wielkich żelaznych saganach – dla świń
Komin z okapem. Chałupa biała przepojona nim wewnątrz.
Oto zachwyty inteligenta durne – tak, ale szczere.
Źródło: notatki Macieja M. na fiszkach ołówkiem
Czy można tęsknić za zapachem? Chyba tak?
Czy trzyletnie dziecko może powiedzieć prawdę?
Czy trzyletnie dziecko może powiedzieć prawdę? Czy możliwe to tylko w baśni Andersena o nowej szacie cesarza ? Nie tylko w baśni – może powiedzieć, ale niechcący, mimo woli.
„Jutro będziesz zdrowa, jutro będziesz młoda” – to cytat z Andrzejka M., jeszcze bezimiennego (jeszcze nie był Andrzejkiem lecz „skrobkiem”), nieochrzczonego, który zaledwie uczył się mówić – posadzony na kołdrze starej Babci Anieli zapewne w 1940. Ten fragment „Jutro będziesz zdrowa, jutro będziesz młoda” – rzeczywiście można kojarzyć z baśnią Andersena „Nowe szaty cesarza22”, ale następny fragment: „Asiu zdejmij rower ze ściany” to czysty realizm, bo rower należał do częstego gościa M. przy ulicy Chmielnej w latach okupacji, przyjaciela M. od dzieciństwa Stasia P.23, który jeździł nim na trasie Warszawa-Kraków wożąc konspiracyjne materiały. Pamiętam, jak demonstrował działanie rowerowego dynamo24, które uruchamiało lampkę. Czy to prawda, czy moje złudzenie po blisko dziewięćdziesięciu latach?
Jeżeli ktoś powątpiewa w prawdę – to – według Scrutona – oznacza prośbę (świadomą lub nieświadomą), aby mu nie wierzyć. Prośbę tę – według Scrutona – należy spełnić. Czy odnosi się to także do baśni Andersena? Andersen nie zaprzeczał prawdzie.
Wspomnienia z okna kuchennego
Wspomnienia z okna kuchennego – to rzucanie monet zawiniętych w papierki skrzypkom Orkiestry z Chmielnej. „Weź moje dziecko ten papierek z pieniążkiem, wysuń rączkę i puść. Ja będę cię trzymała.” Czy to utrwaliło się wystarczająco w pamięci? Muszę uczciwie przyznać, że niewiele widziałem z trzeciego piętra, chociaż może wystawiano mnie odrobinę za to kuchenne okno wychodzące na tak zwane „podwórko studnię”, bo tam właśnie, a nie od frontu, nie od ulicy grała orkiestra. Niektóre okna w tym domu były frontowe, a inne wychodziły z tyłu, właśnie na takie podwórko. Więc raczej słyszałem z dołu dochodzące melodie niż coś widziałem. Kto wie? Może i lepiej było by gdybym wypadł z tego okna na 3 piętrze na „Orkiestrę z Chmielnej” – nie miałbym późniejszych okazji do złych uczynków lub zaniechań, nie zleciałbym ze schodów i nie wywaliłbym się z rowerem kilkadziesiąt lat później.
Pochwała pogardy
(https://pl.wikipedia.org/wiki/Pogarda)
Pochwała pogardy. Na pogardę zarabia sobie każdy, kto jest jej godzien. Drogę szczerego, prawdziwego, nie udanego powrotu masz otwartą. Tymczasem jednak błogosławiona niech będzie pogarda kim-czym? – pyszałkami, okrutnikami, chamami25, brutalami, egoistami, snobami, kłamcami, obłudnikami etc., etc.; ale także:– blichtrem, szpetotą, brzydotą, nieprawdą, podstępem. Od tego „towarzystwa” trzeba odgrodzić się jak najgłębszą pogardą.
„Czego sobie życzysz? Spełnię każdą Twoją prośbę” – rzekł Aleksander do mieszkającego w beczce starożytnego cynika Diogenesa z Synopy. Na to ów odparł: – „Proszę Cię tylko o jedno: żebyś mi nie zasłaniał słońca”. A na to Aleksander nie zapłonął gniewem (bo był uczniem Arystotelesa, najętego do nauki syna przez Filipa Macedońskiego), ale odparł: „Gdybym nie był Aleksandrem – chciałbym być Diogenesem”. Jakie to wspaniałe, że Diogenes nie chciał „zaistnieć”, ale chciał być podobny bogom, w tym, co dla nich istotne. – Bogowie niczego nie potrzebują – bo wystarczają sobie. Czasem trzeba kimś pogardzić. Czasem trzeba czymś pogardzić (choćby ciasteczkiem), bo nie można być wszystkim na raz (na przykład Norwidem i bankierem).
Zastanawia jednak niekiedy zbieżność przeciwności – np. u Piłsudskiego, który nie gardził „maminsynkiem” Słowackim – tym „wielkim” – przeciwnie był jego wielbicielem, a zarazem był człowiekiem bardzo praktycznym – realistą bardzo twardo „chodzącym po ziemi” (również zresztą po trosze „maminsynkiem”).
Przy okazji pytanie: Czy pogardził ciasteczkiem teraz ktoś, kto zostawił ciasteczko na później – nie zjadł go teraz?
Kapitał nie ma narodowości
Kapitał nie ma narodowości, ale mają ją jego właściciele. Jaką narodowość ma ten 1%, do którego należy niemal wszystko?
Jedno pewne, że ich zachowaniem – jak i w innych dziedzinach – kieruje „niewidzialna ręka rynku”. Może ma ona narodowość „niewidzialnej ręki rynku”? Można ją kojarzyć z mentalnością jako busolą życiową osoby. Natomiast trudniej odpowiedzieć, jaki czynnik decyduje o ich selekcji wedle kryterium etnicznego, językowego, narodowościowego ? Czy zachłanność, chciwość Rzędziana26 jest związana z narodowością? Gdzie jest próg zasobów lub dochodów powyżej którego zaspokajane są niegodziwe zachcianki (np. „rząd dusz”) a nie uzasadnione potrzeby? Odrzekł mi – to naprawdę trudna sprawa, bo czy można na przykład wyznaczyć taki próg dochodu w odniesieniu do troski o zdrowie?
Tak rozmawiając trafiliśmy na znajome kopce mrowisk i usiedliśmy na leżącej obok kłodzie – pewni, że nie spotkają nas tam niebezpieczne dla zdrowia kleszcze. Powiedział w tym momencie: „Uważaj , bo obok przebiega jakby autostrada mrówek, które świadomie lub nieświadomie dbają o nasze zdrowie.” Ja zaś zapytałem: Czy troska o zdrowie jest zachcianką czy godziwą potrzebą? Czy można odnaleźć jakiś próg zasobów – dochodów, powyżej którego zdrowie przestaje być potrzebą, a staje się zachcianką?
Można by tam siedzieć dłużej. Jednak aktywne mrówki tak podziałały, że podnieśliśmy się i poszli znajomą drogą skrajem lasu mijając samotnie stojącą gustowną willę, pokrytą ceglastą dachówką, zadbaną i dobrze utrzymaną. Podwójnie samotną – bo nie tylko samotnie stojącą, ale chyba i nie zamieszkałą, jak pustostan, bo nigdy nie widziałem tam nikogo. Była któregoś roku wystawiona na sprzedaż w zawieszonym na bramie ogłoszeniu z telefonem z angielskim prefiksem. Nie wiadomo, czy została sprzedana. Jeśli tak, to nowy właściciel nie przysporzył jej życia, bo wciąż nie widać tam żywej duszy. Jadąc dalej minęliśmy kilka skromnych niewielkich domków, drewniaków od których odzywało się ujadanie małych, ale szczekliwych piesków. Ponoć właśnie ich hałasu nie lubią złodzieje. A jeszcze dalej znów kopiec mrowiska po stronie lasu, a po przeciwnej – prostopadłe przecznice przez pola i łąki i tak aż do uroczego osiedla „Sześć Domków” – właściwie bliźniaków. Zamieszkałbym w jednym z nich, gdyby nie konieczna przeprowadzka. W ten sposób dotarliśmy do znakomitego Zarybia, skąd w prawo droga prosta – pryncypialna ulica Podkowy aż na stację kolejki, a nawet i dalej wzdłuż toru do Otrębus i Kań.
Zachłanność
Ktoś chce wypiąć szklankę piwa, a funduje sobie browar – to anegdota mego szefa o małżeństwie
A ja rozszerzam:
Ktoś chce zjeść ciasteczko, a zakłada sobie ciastkarnię
Ktoś chce zaprawić dziurę w tynku, a kupuje sobie cementownię
Ktoś chce przejechać się mercedesem, a kupuje sobie fabrykę samochodów
Ktoś chce przenocować, a urządza hotel
Ktoś chce poleżeć w szpitalu, a urządza sobie klinikę
Ktoś chce poczytać książkę – a zakłada bibliotekę
Ktoś chce po-pościć – a idzie do klasztoru
Ktoś chce obejrzeć film – a kupuje sobie telewizor
Popyt na wszy na Kercelaku
Wojna i popyt na wszy na Kercelaku27 w Warszawie. Nie będę ci podpowiadał skąd ten popyt – mam zbyt wiele szacunku dla twej inteligencji. A jak było z tobą na komisji poborowej? – stale kategoria D (do d) – bo budowa rachityczna – takie szczęście!
Zobacz co napisał o tym prof. Szarota28 – historyk – zięć prof Manteuffel’a: „Skoro mówimy o Kercelaku, nie sposób pominąć bodaj że najoryginalniejszy ze sprzedawanych tam towarów – wszy ubraniowe. Tym razem to żołnierze niemieccy stanowili wdzięczną klientelę. Powód był prosty: zawszenie stwierdzone u żołnierza pociągało za sobą przymusową dwutygodniową kwarantannę, a to dawało tak upragnione przedłużenie urlopu i odwlekało mało nęcącą perspektywę powrotu na front. Chętnych więc nie brakowało, towar szedł jak woda, sprytni handlarze znaleźli nowe źródło zarobku. Bez żenady zachwalali owe specjalnie hodowane insekty, wołając głośno: „Wszy dobre tłuste wszy sprzedaję”
(Tomasz Szarota Okupowanej Warszawy dzień powszedni. Studium historyczne. „Czytelnik” Warszawa 1988, s.439)
Szczerość jest cnotą prostaków
[aforyzm mojej matki]
Źródło: notatki Macieja M. na fiszkach
A czym jest obłuda? Czy mówić „prawdę w oczy”, czy zatrzymać ją przy sobie? Czy weredycy to ludzie cnotliwi?– odpowiedz sam sobie. Mam zbyt wiele szacunku dla twej inteligencji bym ci podpowiadał.
Lasek

Lasek jest pejzażem z lat 1880–1890 malowanym techniką akwarelową w pobliżu wsi Pieczyska w okolicach Grójca w okresie, kiedy artysta bywał tam często z wizytą u swego kolegi Czesława Tańskiego. Miejsce przechowywania obrazu (2022) – nieznane. Pisali o tym obrazie: syn artysty – historyk sztuki w swym opracowaniu: Stanisław Masłowski– Materiały do życiorysu i twórczości, Halina Cękalska-Zborowska w książce: Wieś w malarstwie i rysunku naszych artystów, Eligiusz Niewiadomski w pracy „Malarstwo polskie…”, a także Feliks Manggha-Jasieński w swym wstępie do reprodukcji akwareli w publikacji albumowej pt. „Sztuka Polska – malarstwo pod kierownictwem Feliksa Jasieńskiego i Adama Łady Cybulskiego”.
Akwarela pod nazwą „Lasek” Masłowskiego przedstawia szeroką panoramę pól z rozległą płaszczyzną zoranej ziemi uprawnej z frontu i łąk porośniętych krzakami lub drobnymi, młodymi drzewami w dalszej perspektywie. W oddali jest widoczne pasmo zadrzewienia – zapewne sosnowego – linia drzew tworzących tytułowy „lasek” – tak charakterystyczny dla krajobrazu mazowieckiego na przełomie XIX/XX stuleci. W głębi po lewej jest dostrzegalna drobna sylweta samotnego drzewa – zapewne równie charakterystycznej polnej „gruszy”. Miejsce przechowywania akwareli nie jest znane. Syn artysty (historyk sztuki) podawał (1957), że obraz „dawniej znajdował się w zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie nr inw. 154011, ze zbiorów F.Jasieńskiego, dotąd nie odnaleziony.”
Podał też inne szczegółowe dane na temat tej akwareli: „Zdaje się zresztą, że „Lasek” ten, dekorujący dział F. Jasieńskiego w Muzeum Narodowym w Krakowie, był tylko kopią wykonaną na zamówienie Jasieńskiego przez artystę-malarza Grotta. Autentyk został przez właściciela najwidoczniej gdzieś sprzedany. W »Albumie sztuki polskiej« (Lwów, 1903, wyd. Altenberga) ukazała się barwna reprodukcja obrazu ze wstępem Feliksa Jasieńskiego, gdzie jako właściciel figuruje B.Wydżga w Warszawie. Obraz ten był reprodukowany także w „Malarstwie polskim…”, Niewiadomskiego Warszawa 1926, s. 212.
Tutaj zamieszczono kopię z albumu „Sztuka Polska – malarstwo pod kierownictwem Feliksa Jasieńskiego i Adama Łady Cybulskiego”, wydanie drugie – Pięćdziesiąt reprodukcyj najwybitniejszych przedstawicieli malarstwa polskiego. Oryginał wówczas należał do Bohdana Wydżgi.
Halina Cękalska-Zbrowska w książce „Wieś w malarstwie i rysunku naszych artystów” pisała o wspomnianej akwareli w następujący sposób: „Masłowski w tematyce pejzażu zaczyna odkrywać ulubione później motywy […] Jest to więc ‘Lasek’ malowany w okolicach Pieczysk”
Eligiusz Niewiadomski w książce: „Malarstwo polskie XIX i XX wieku”…, zamieścił o omawianej akwareli następujące uwagi: …„Z energią i zapałem młodzieńca zrzuca Masłowski starą skórę. Zaczyna teraz malować wyłącznie akwarellą, w której się rozsmakował dla lekkości i przejrzystości tonu.[…] „Lasek” – rzadka smuga, raczej koronka sosen w dali – biedny, przetrzebiony polski lasek – jest arcydziełem wyczucia charakteru w najuboższym i najmniej wdzięcznym motywie pejzażu polskiego. Mniej japoński, niż poprzedni, ma jednak tę swobodną lekkość szkicu odniechcenia rzuconego, właściwą nowemu stylowi artysty.[…]
Wybitny koneser sztuki i kolekcjoner, jakim był Mangha-Jasieński opublikował we wstępie do reprodukcji tego obrazu następujący komentarz: […] „patrzę na odbitkę „Lasku” Masłowskiego, naszego, po naszemu przetrzebionego lasku, z taką przedziwną finezyą i prawdą, przez wielki indywidualny talent oddanego lasku, który wraz z innymi klejnocikami, krył się długo w skromnym, brudnym, maleńkim notatniku artysty, w jego »Mandze«. Bo się zachwycam mistrzowskiem oddaniem charakteru tej mikroskopijnej, cichej gruszy „co na miedzy siedzi”, za laskiem na lewo.”

Zatrzymajmy się przy „Studium wozu frachtowego” – pracy 22-letniego artysty – powstałej w 1875 roku. Ukazuje ono jego dążenie do dokumentarnego autentyzmu otaczającej rzeczywistości – dążenie do „prawdy natury”, drogą realizacji szeroko znanych, podstawowych zaleceń jego nauczyciela – Wojciecha Gersona, by „rysować wszystko bez wyjątku – ziemię, kamienie, niebo, trawy, drzewa, wszelkie zwierzęta, nawet drobne, jak żaby i owady […] nie opuszczać żadnej sposobności nastręczającej się do studiowania natury, tak w stanie spoczynku, jak i w stanie ruchu.” Zalecenia te trafiły na wrodzoną dyspozycję Masłowskiego, który z żywiołową pasją tworzył setki oryginalnych rysunków i dziesiątki drobnych akwarel, a niekiedy i olejów. „Studium wozu frachtowego” jest typowym ich przykładem.
Studium rysunkowe drzwi kościoła w Jędrzejowie, fot. Pracownia Fotograficzna Muzeum Narodowego w Warszawie, około 1878

„Studium wozu frachtowego” jest, pod względem dokumentalnej precyzji wykonania, bliskie do „Studium drzwi kościoła w Jędrzejowie” i do późniejszego o prawie dziesięć lat „Tragarza”. Ukazuje bryłę wypełnionego ładunkiem i zabezpieczonego od góry płachtami tkanin wozu frachtowego. Zwraca w nim uwagę staranny, niemal techniczny rysunek zarówno przestrzeni ładunkowej, jak i elementów zaprzęgu – dyszla wraz z okuciami i orczykami zaopatrzonymi w łańcuchy. Artysta posłużył się tu umiejętnym stopniowaniem różnic walorowych. U dołu widać wyodrębniony szkic dyszla wraz z okuciami i orczykiem, a także szkic naczynia wykonanego z klepek drewnianych – produktu ówczesnego rzemiosła bednarskiego. W ten sposób rysunek jest dokumentem dziewiętnastowiecznej wytwórczości rzemieślniczej – kołodziejskiej, bednarskiej i kowalskiej. Po prawej, u dołu umieszczono sygnaturę „ST.MASŁOWSKI”.
Z tego samego okresu (1878) pochodzi pokrewne w formie „Studium rysunkowe drzwi kościoła w Jędrzejowie”. Jest to dociekliwie realistyczny, szczegółowo potraktowany widok okutych metalem drzwi wejściowych do kościoła w Jędrzejowie. U góry po prawej umieszczona jest sygnatura ołówkiem. Nie wynika z niej, który był to kościół. Jest jednak prawdopodobne, że był to Kościół Świętej Trójcy, w którym umieszczono epitafium dziadka artysty, Wincentego Danilewicza. Od 1844, jako emerytowany sekretarz kancelarii Senatu Królestwa Kongresowego w Warszawie i główny archiwista Heroldii Królestwa Kongresowego, mieszkał on w Jędrzejowie i tamże umarł 23 marca 1878 w wieku 90 lat.
Tragarz – studium rysunkowe Stanisława Masłowskiego, fot. J. Mierzecka

Studium – choć odległe tematycznie i w czasie – jest bliskie pod względem techniki rysunkowej i formy późniejszym o dziesięciolecie pracom Masłowskiego, w których Tadeusz Dobrowolski (1960) zwracał uwagę na zacieśnianie się (od około 1880 roku) „związków artysty z naturą i żywym modelem” i podkreślał, że dowodzą tego „doskonałe rysunki w rodzaju pełnego ekspresji 'Domokrążcy’ z r. 1884”. Tu należy wyjaśnić, że cytowanemu autorowi chodziło o zatytułowany pod odmienną nazwą rysunek: „Tragarz” (studium rysunkowe z 1884, fot. J. Mierzecka).
Studium rysunkowe zatytułowane „Tragarz” ukazuje pełną wyrazu figurę mężczyzny z jasnym, zapewne siwym zarostem (wąsy, broda), w pozycji siedzącej, ubranego w płaszcz i buty z cholewami, z głową nakrytą maciejówką, z koszem ładunkowym na plecach. Szkic ten więc był wykonany prawdopodobnie na jesieni lub w zimie. Został potraktowany niezwykle realistycznie, ze starannym ukazaniem szczegółów – twarzy, ubioru, osznurowania kosza itd. Nawiązuje on do warunków życia w Warszawie w drugiej połowie XIX stulecia, kiedy znaczna cześć prac transportowych nie była zmechanizowana (np. dostarczanie opału do pieców w mieszkaniach na piętrach, pozbawionych centralnego ogrzewania, bardzo rzadko wówczas spotykanego).
Była to jedna z wielu prac artysty, bliskich jej tematycznie, z 1884 roku – ukazujących Warszawę z drugiej połowy dziewiętnastego wieku. Miała być ilustracją do projektowanej przez Stanisława Witkiewicza, ale nie napisanej, książki o Warszawie. Prace Masłowskiego miały być materiałem ilustracyjnym do niej. Były one reprodukowane w czasopismach „Wędrowiec” i „Tygodnik Illustrowany”. Na przykład w „Wędrowcu” zamieszczono wtedy: „Targ na rynku za Żelazną Bramą” (ss.366, 457), „Targ na ryby za Żelazną Bramą” (ss.357 i 366), „Sprzedaż herbaty za Żelazną Bramą” (s.474), „Sprzedaż chleba za Żelazną Bramą” (s.600), „Żelazna Brama” – drzeworyt Masłowskiego pod nagłówkiem „Warszawa zanikająca” jako ilustracja do artykułu Artura Gruszeckiego pt. „Żelazna Brama” (s.308), a wreszcie drzeworyt zatytułowany: „Tragarz zza Żelaznej Bramy” (s.348)29 W Tygodniku Ilustrowanym (1884/1, s.56) – można natomiast znaleźć ilustrację: „Z bruku warszawskiego”30.
A tu znaleźliśmy się w rozterce – czym zakończyć nasze wypociny. Przychodzi nam na myśl, że może obrazem tytułowego bohatera naszego serwisu St.Masłowskiego? Mamy jednak wątpliwości, gdyż powoływał się on na inspirację twórczością jednego z tych „wielkich” (według Gombrowicza – https://pl.wikipedia.org/wiki/Witold_Gombrowicz) – to jest Słowackiego (https://pl.wikipedia.org/wiki/Juliusz Słowacki). Pytamy samych siebie, czy tu będzie działać reguła „szczęśliwy, kto się związał z gwiazdą”. Czy ów wielki był prawdziwie gwiazdą? A jeżeli tak, to której wielkości?
Ostatecznie robimy kompromis i w końcowej części naszego serwisu umieszczamy „Wschód księżyca” kierując się nie tyle sentymentalizmem, co raczej sentymentem, bo data powstania obrazu jest niemal zbieżna z datą śmierci matki malarza Walerii (1881).
Odbicie fotonów – „Wschód księżyca” w Sukiennicach
„Wschód księżyca” w Sukiennicach? To zastanawiające – czyżby Sukiennice były tak obszerne, by mógł wydarzyć się tam Wschód księżyca ? A może – nie w Sukiennicach, ale nad Sukiennicami? Jeżeli tak, to wyobraźnia podsuwa wiele ciekawych wieczornych albo nocnych obrazów – na przykład majaczący na tle nieba Kościół i Wieża Mariacka? Nasuwa to wiele skojarzeń, bo księżyc i jego wschód – a więc cykliczna miesięczna miara czasu i Sukiennice – a więc Kraków, a może i handel, bo Sukiennice – to rynek.
Wiele zmienia i wyjaśnia fakt, że „Wschód księżyca” to tytuł obrazu Stanisława Masłowskiego, a Sukiennice to Oddział Muzeum Narodowego w Krakowie. Wyjaśniając mnoży jednak następne liczne szczegółowe wątpliwości i pytania: gdzie i kiedy obraz powstał, jak zmieniał właścicieli, kiedy znalazł się w Sukiennicach i wiele innych. Niektóre udało się wyjaśnić i nie budzą wątpliwości. Wypowiadała się w tych sprawach osoba kompetentna – syn artysty Maciej, historyk sztuki. Jednak i on nie potrafił rozstrzygnąć niektórych wątpliwości wiele lat po powstaniu obrazu. Sygnatura na obrazie wyjaśnia je tylko częściowo i może być potraktowana umownie. Nie nasuwa wątpliwości miejsce powstania – Warszawa (na sygnaturze „Warsz”). Ale wątpliwa jest już data „84”. W sposób dosadny bowiem wypowiedział się w tej sprawie syn artysty polemizując z autorem, swym ojcem – i pisząc: „Widać jasno, że obraz był wynikiem długotrwałych studiów. Potwierdza to przypuszczenie relacja samego autora: >>Co do powstania obrazu – pisze w swej notatce autobiograficznej z 1902 roku – jest to jeden z najpierwszych, ściślej mówiąc jest czwartym z rzędu. Namalowałem to płótno (tj. skończyłem i wystawiłem) w roku 1885, było jednak rozpoczęte wcześniej na jakie lat pięć<<. Oczywiście, jak zawsze u ojca matematyka zawodzi. Obraz ani nie był czwartym z rzędu, ani nie skończony w r. 1885, można wątpić nawet w ścisłość owych 5 lat, ale malarz dobrze pamiętał, że pracował nad nim długo, zanim go skończył. […]”. Wzmianki prasowe z 1884 roku i informacje o jego wystawianiu – niekiedy pod innymi nazwami świadczą, że został ukończony nie później niż w 1884. Na przykład w Zachęcie w 1884 wystawiony był jako „Wieczór”. Zaś czasopismo „Kłosy” (1884, t.34, s. 263) informowało: „Do najpiękniejszych obrazów należy także „Noc” p. Masłowskiego”.
Pozostaje druga wątpliwość: w jakim okresie rozpoczął się wątek tematyczny związany z obrazem. Pomocne jest tu pytanie: kiedy w twórczości malarza pojawił się motyw księżyca, gdzie „bohaterem jest księżyc”. Jest to 1881 rok – data powstania obrazu Masłowskiego, zatytułowanego „Niedola” ocenianego krytycznie przez syna artysty jako nieudany „melodramat”31 Obraz ten istotnie nie odpowiada predyspozycjom artystycznym malarza-realisty (odmiennym od predyspozycji np. Grottgera.). Zwraca natomiast uwagę fakt, że rok powstania tego obrazu jest zbieżny z datą śmierci matki artysty (21 sierpnia 1881). Tu nasuwa się pytanie, czy zbieżność obu zdarzeń w czasie jest przypadkowa? Następne pytanie dotyczy właśnie omawianego tu obrazu „Wschód księżyca”, gdzie również księżyc „jest bohaterem”. Jest on sygnowany datą 1884. Powstawał, jak już wspominano – długo, w bliżej nieokreślonym kilkuletnim okresie. Można więc zapytać, czy jego inspiracja – miała jakiś pośredni związek z inspiracją obrazu „Niedola” – choć jego geneza literacka według samego autora nawiązywała do „Beniowskiego” – 'Księżyc wstąpił krwawy i oczerwieniać zaczął staw Ladawy’32 Tu warto zacytować syna artysty Macieja, który pisał: „Obraz jest bez sentymentalizmu, a jednak ten świetlny eksperyment malarski nie był robiony bez sentymentu.”
Syn artysty Maciej opublikował bowiem (1957) następujące uwagi o swym ojcu i jego matce, swej babce Walerii z Danilewiczów Masłowskiej: „Babka Waleria! – na pewno koło niej właśnie snuły się owe tajemnicze fluidy sztuki, tęsknoty nie spełnione, zasypane gruzem pospolitości. Widzę ją oczyma wyobraźni – dopomagając sobie ocalałą fotografią – wysmukłą, o subtelnej, szlachetnej, ale niewesołej twarzy, w sukni, półkrynolinie a la Louis Philippe, z wielkimi kokardami na froncie, oczy jasne jak u ojca, palce – takie jak u niego – o nieco za szerokich „kanelowanych” paznokciach ślizgają się po klawiaturze, blask świec migoce we włosach i odbija się od łańcuszka weneckiego z brelokami i zegarkiem za paskiem sukni.
Z biegiem lat jednak coraz mniej było sił na muzykę, a coraz więcej goryczy macierzyństwa. Ojciec mój nieczęsto o niej wspominał, za bardzo ją kochał, aby mówić o niej bez łez. Chorowała długo, oczywiście na suchoty, pospolitą chorobę ówczesnej inteligencji. Wiadomość o jej śmierci spadła na ojca, młodego już wówczas malarza, w czasie wakacji spędzanych na Ukrainie. Zaszył się wówczas w step w jakieś koralowe, kłujące bodiaki i płakał jak dziecko.”
Oset – szkic z lat 1876-1878 – https://pl.wikipedia.org/wiki/Oset_(szkic_Stanisława_Masłowskiego)

Przytoczony fragment daje wiele do myślenia. Gdyby trafna była hipoteza, że nie przypadkowa była zbieżność w czasie daty powstania obrazu z datą śmierci matki artysty (21 sierpnia 1881), to podkreślany przez syna artysty wieloletni okres powstawania wspomnianego obrazu, można by szacować na trzy lub cztery lata: 1881-1884.
Obraz rzeczywiście zmieniał właścicieli. Choć brak pełnych danych, to wiadomo, że na pierwszej Wielkiej Wystawie Sztuki Polskiej w Krakowie w 1887 roku występował jako „własność L.Michałowskiego, nr kat. 151” i że do zbiorów Muzeum Narodowego w Sukiennicach, w Krakowie został zakupiony w 1900 roku.
Bez względu na wszystkie wątpliwości, można zauważyć, że obraz, jako wczesne dzieło trzydziestoletniego artysty, był istotnym wydarzeniem na jego drodze rozwojowej.
Jak to skonstatował jego syn Maciej – „W malarstwie Masłowskiego wysunął się teraz na czoło problem światła w nocy i w dzień – obok koloru problem waloru. Malarstwo Masłowskiego uległo w tym okresie głębokim przemianom.” […] „Wschód Księżyca” zwany także „Nocą” lub „Groblą”, być może najlepszy produkt całej pracownianej twórczości Masłowskiego, a także, kto wie, czy nie jeden z najbardziej klasycznych i wczesnych dokumentów „czystego pejzażu” w malarstwie polskim tej epoki.
Podjęty tu został trudny malarsko problem powietrza i światła – jak to określił syn artysty Maciej – w „kompozycji blasków, cieni, półmroków, połysków, szarzyzn, brązów, fioletów, czerwonawych czerni, rudzizn drgających, subtelności światłocieniowe nieba, wody, wibracja światła prawie impresjonistyczna. I znowu księżyc i jakaś ostatnia resztka ginącego dnia na zachodzie”.
W obrazie podjęto – znany w fotografii – problem fotografowania pod światło – w tym przypadku – światło słoneczne odbite od powierzchni księżyca.
Obraz spotkał się, zaraz po wystawieniu, z licznymi pozytywnymi, a nawet pochlebnymi ocenami. I tak, Wojciech Gerson w artykule zatytułowanym „Z dziedziny sztuk pięknych” pisał: „Pełen poetyczności jest krajobraz Masłowskiego nocny […]”
Pochlebnie recenzowany był i później. Halina Cękalska-Zborowska sformułowała (1969) na jego temat następujące uwagi: „Istotnie jest to bardzo interesujący obraz. Masłowski rozwiązywał tu problem przyćmionego światła, problem subtelnej gradacji waloru, lśnienia światła na wodzie modelującego delikatnie topole na grobli dzielącej płaszczyznę wody. Woda, niebo, drzewa ze splotem konarów i gałęzi, prawie zupełnie bez liści, złączone w całość, są przedmiotem obiektywizowanej obserwacji artysty. Praca nad obrazem trwała długo, poprzedzona studiami.” Natomiast Wacława Milewska z Muzeum Narodowego w Krakowie odnalazła w omawianym obrazie związki z pracami malarskimi Claude Moneta: „Zachód słońca” i „Impresja, wschód słońca” (1872) podkreślając, że opisywane „dzieło Masłowskiego – bodaj najwybitniejsze w jego dorobku – reprezentuje typ malarstwa nastrojowego, tzw. stimmungu”
Podkreślano wcześniejsze próby malarskie, w takich obrazach jak „Owczarek” i „Na pastwisku”, udział w legendarnej pracowni w Hotelu Europejskim. Zwracano uwagę na różnorodność doświadczeń malarskich artysty – zarówno tych rodzimych pejzaży malowanych na Mazowszu, Podlasiu czy Wileńszczyźnie (zagony kwitnących ziemniaków, żółtych pól łubinu, koniczyny i bladoniebieskiej kapusty), jak i tych przywożonych z podróży do Włoch, a nawet z Tunisu.
Podkreślano jednak nie tylko doświadczenia retrospektywne, ale i związki z nieodległą przyszłością Młodej Polski i symbolizmem nokturnu.
Tak – to wszystko prawda, ale w istocie chodzi tu tylko o odbicie fotonów od powierzchni srebrnego globu i od powierzchni wody. Wschód księżyca redukuje się do odbicia fotonów, które wydarzyło się już grubo ponad sto lat temu. Czy czas jest dobrem odnawialnym? Bo chyba jest dobrem.

Źródło: archiwun fotografii Macieja Masłowskiego (zdjęcie zapewne przed Sanatorium Rudka, około 1920-1925)
Ballada o Kasztelance
Och nie bierz tej sukienki beż
Nie do twarzy Ci w niej, nie do twarzy
Lepiej weź tę czarną aksamitną
I kapelusz z ryżowej słomki
I czarne koronki
I parasolkę weź czerwoną
Jak krew.
Zmierzcha się
Szare niebo ziemia szara i liście
Dziwne jakieś nie te same świat ponury
Dziwne światła szumy jakieś błyskawice
Myśli ciężkie, czarne niebo, ciężkie chmury
mierzcha się i jakieś echo
Dziecinne
Biegnie po łąkach sinych
I olszynach.
Balladę chciałbym zaśpiewać
O pięknej kasztelance
Balladę, albo romancę
O kochance
Dawnej
Ale się w rękach kruszy
Wspomnienie kiedyś żywe
Serce na chwilę poruszy
Niecierpliwe
I cichnie.
Pola żytem pachnące
Kwiaty białe na łące
Słońce
Na fali kłosów
Szumiącej
To kosmyk Twoich włosów
Pamiętasz, na szkolnym wieczorku
Były to rekreacje
Miałaś zieloną sukienkę
Przez okno wchodziły akacje.
Oczy miałaś zielone
Z małą domieszką lazuru.
W ogrodzie
Chmurnym
I ciemnym
Światła chodziły
Jak łodzie
Po stawie podziemnym.
Jakie to czasy dalekie.
Ślizgawka, Dolina Szwajcarska,
Ale na twarzy wypieki.
Orkiestra gra walca Straussa.
A potem sanatorium.
Gorączka temperatura
I góra rozpaczy,
Ciężka, jak kamień.
O Kasztelanko włosozłota
Na Twoich palcach ze słoniowej kości
Krzyżak cienką nitkę mota,
Słabą nić nieśmiertelności.
Już świta.
Mgła i cienie
Wielkie bure cienie,
Jak zagasłe wspomnienie,
Jak echo zapomniane, zabyte
Jak złudzenie.
Źródło: notatki archiwalne Macieja Masłowskiego
Kończąc trudno jednak nie wspomnieć o gwieździe pierwszej wielkości, jaką był Adam Mickiewcz (https://pl.wikipedia.org/wiki/Adam_Mickiewicz) i to w sposób auto-pejoratywny (https://pl.wikipedia.org/wiki/Pejoratyw), bo w związku z fragmentem jego „Liryk Lozańskich” (1839-1840) – „Broń mnie przed sobą samym”(https://pl.wikipedia.org/wiki/Liryki_lozańskie)
Broń mnie przed sobą samym
A.Mickiewicz – z „Liryk Lozańskich” (1839-1840)
Broń mnie przed sobą samym – maszże dość potęgi;
Są chwile, w których na wskroś widzę Twoje księgi,
Jak słońce mgłę przeziera, która ludziom złotą,
Brylantową zdaje się, a słońcu – ciemnotą.
Człowiek większy nad słońce wie, że ta powłoka
Złota, ciemna jest tylko tworem jego oka.
Oko w oko utapiam w Tobie me źrenice,
Chwytam Ciebie rękami za obie prawice
I krzyczę na głos cały: wydaj tajemnicę!
Dowiedź, żeś jest mocniejszy, lub wyznaj, że tyle
Tylko, ile ja, możesz w mądrości i w sile.
Nie znasz początku Twego; a czyż ludzkie plemię
Wie, od jakiego czasu upadło na ziemię?
Bawisz się tylko ciągle, badając sam siebie;
Cóż robi rodzaj ludzki? – w swych dziejach się grzebie.
Twoja mądrość samego siebie nie dociecze.
A czyliż samo siebie zna plemię człowiecze?
Jeden masz nieśmiertelność, my czy jej nie mamy?
I znasz siebie, i nie znasz, my czy siebie znamy?
Końca Twojego nie znasz; my kiedyż się skończym?
Dzielisz się, łączysz; i my dzielim się i łączym.
Tyś różny; i my zawsze myślą rozróżnieni.
Tyś jeden; i my zawsze sercem połączeni.
Tyś potężny w niebiosach; my tam gwiazdy śledzim.
Wielkiś w morzach; my po nich jeździm, głąb ich zwiedzim.
O Ty, co świecąc nie znasz wschodu i zachodu,
Powiedz, czym się Ty różnisz od ludzkiego rodu!
Toczysz walkę z szatanem w niebie i na ziemi;
My walczym w sobie, w świecie z chęciami własnemi.
Ty sam na siebie wdziałeś raz postać człowieka,
Powiedz, czyś wziął na chwilę, czyś ją miał od wieka?3
Źródło: kopia z A.Mickiewicza – Liryki Lozańskie4
Podziękowania – dziękuję, że jestem.
Komu? Vivaldiemu i wspaniałym estońskim skrzypaczkom – Kids…… za piękny koncert na dwoje skrzypiec Vivaldiego, Haendlowi za wspaniałą arię „I know that my Redeemer liveth…..” (https://www.youtube.com/watch?v=qtU1c5JZf0k&list=RDqtU1c5JZf0k&start_radio=1) – ale – podążając za wspomnianą arią z Mesjasza – na pierwszym miejscu trzeba umieścić Osobę, która zainspirowała wszystkich wyżej wymienionych, o Której wiemy, przede wszystkim, że jest! („I know that my redeemer lives“) (Vivaldi, Haendel, Bach – popatrz, jak dwie estońskie skrzypaczki przeżywają koncert Vivaldiego na dwoje skrzypiec – ta muzyka – to jakby szczelina przez którą przebija na ten padół Boskie światło. https://www.youtube.com/watch?v=JoIuL2GsSIs
1Per wy – formuła zwracania się do drugiej osoby w drugiej osobie liczby mnogiej. Do sformułowania zwrotu używa się konstrukcji pluralis maiestatis. Częsta w dawnej polszczyźnie, była używana w zwrotach grzecznościowych (wy, panie; wy, ojcze; wy, matko itp.) i oznaczała szacunek. Po rozpowszechnieniu się w polszczyźnie zaimków pan, pani, państwo z czasownikiem w 3. osobie, forma „per wy” straciła na znaczeniu, a stała się nielubiana przez zwykłych obywateli, gdy uczyniono z niej obowiązkową formę zwrotu rządzącej w PRL PZPR Występuje współcześnie jako forma grzecznościowa w prawie wszystkich językach słowiańskich, a także w niektórych językach niesłowiańskich (np. język francuski). W różnych językach słowiańskich używa się tu zaimka: wy, vy, вы, ви (nosi w tym przypadku nazwę „wykanie”); we francuskim – vous; w języku angielskim forma you rozpowszechniła się do tego stopnia, że zupełnie wyparła swój odpowiednik w liczbie pojedynczej – thou (obecnie archaizm). Swoistym wyjątkiem jest język polski – dziś forma „per wy” jest w polszczyźnie w zaniku; występuje jeszcze w środowiskach wiejskich, w gwarach i w języku partii komunistycznych. Dawniej używana także w zwrotach do rodziców w języku ogólnym, w wojsku, w zwrotach do obywatela i w innych zastosowaniach. [https://pl.wikipedia.org/wiki/Per_wy]
2Łk 17,17
3Jaka jest różnica między my i oni, my i wy, ja i ty itd.? – taka, że my mamy rację, racja jest po naszej stronie, a oni błądzą, taka, że My prowadzimy „wojnę sprawiedliwą”, a oni „niesprawiedliwą” – taka, że My (jak Krzyżacy) nawracamy ich (jak dawnych Bałtów, np. Jadźwingów po których ślad zanikł) i oni są nawracani na jedyną słuszną wiarę – albo taka, że My nawracamy np. na demokrację ich tkwiących w obskurnej dyktaturze, taka, że to My orzekamy, która wojna jest sprawiedliwa (a dlaczego nie „konieczna”?), a która nie jest – nawet, gdyby wojowały nie dwie , ale dziesięć krajów. (o procedurze orzekania, która wojna jest sprawiedliwa zapomnieli nawet „doktorzy” – czego-jacy? – sam sobie odpowiedz). A co się stanie, jeżeli „oni” zechcą nawracać Nas na swoją obskurną wiarę i będą to robić skutecznie? Kiedy może się to zdarzyć? Jak będą mieli wystarczająco wiele siły – jakiej siły? – czy tej mitycznej siły, w którą fizycy ostatnio zwątpili. Czy siła przekłada się na słuszność? Czy słuszność jest rosnącą funkcją siły – im więcej siły tym więcej słuszności? Tu skojarzenie -„Wrogość nienawistna” wg Ryszki – to gra o sumie ujemnej – „niech ja stracę a nawet niech zginę, byle on (oni) stracili (zginęli) – czy to sytuacja w wojnie niesprawiedliwej, a w sprawiedliwej – jaka? – jak w grze o sumie stałej zerowej? – nie – jak w grze o sumie dodatniej (symbioza) [? – odpowiedz sam].
4https://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Stanisław_Masłowski_(1853-1926),_Gryka,_watercolour,_1924.jpg
51 Kor 1, 26-31
6https://pl.wikipedia.org/wiki/Arthur_Schopenhauer
7 https://pl.wikipedia.org/wiki/Mrozy
8https://jowes.pl/aktualnosci/1-ludzi-posiada-wiecej-niz-reszta-ludzkosci-razem-wzieta
World Inequality Database
Property by nationality https://www.census.gov/library/visualizations/interactive/homeownership-by-race-and-ethnicity-of-householder.html
9Tekst piosenki: Stanisław Grzesiuk – Grunt to Rodzinka
10Wolność pomnaża – wolnością (podmiotowością-osobowością) obdarza, to jest ten, kto zmniejsza entropię – zwiększa pole wyboru podmiotów w swym otoczeniu (cud malejącej entropii). Wolność ogranicza ten, kto zwiększa entropię w swym otoczeniu zmniejszając możliwości wyboru (wyrównuje stan otoczenia)
11https://pl.wikipedia.org/wiki/Niepewno%C5%9B%C4%87_pomiaru, https://en.wikipedia.org/wiki/Measurement_uncertainty
12 Nr inwent. „Rys.Pol. 4624 MNW”
13 Źródło: Praca własna, Autor Jacek Karczmarz (https://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Ruiny_katolickiego_ko%C5%9Bcio%C5%82a_parafialnego.JPG)
14 Henryk Musiałowicz https://pl.wikipedia.org/wiki/Henryk_Musiałowicz
15 Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Henryk_Musiałowicz.jpg
16Tfurcy koszmarków zapewne na ogół nie zdają sobie sprawy, ile dobrego robią. By docenić piękno potrzebne są bowiem koszmarki.
17 S. Witkiewicz: Sztuka i krytyka u nas, s.52, https://m.publio.pl/files/samples/61/e1/ec/48310/Wybor_pism_est_witkiewicz_demo.pdf (2019-10-05)
18 Gombrowicz: „Słowacki wielkim poetą był” i basta. (Wypluj przymiotnik „wielki”, jeżeli masz ambicję oderwać się od tego, co trywialne i rozstać się z tchórzliwą mentalnością niewolnika. Wypluj „poddany” (Co to znaczy pod? Pod-dany – pod czym, pod kim?, dany przez kogo? Co znaczy „pod”, czym rózni się od „nad”? To nawiązanie nader względne, lokalne, bo do grawitacji i to grawitacji ziemskiej – ziemskiego padołu – bo, czy niewolnikiem jest uprzedzająco usłużny służący – chiński!, który uprzedza życzenia swego pana?)
19https://en.wikipedia.org/wiki/File:Joseph_Mallord_William_Turner_-_Snow_Storm_-_Steam-Boat_off_a_Harbour%27s_Mouth_-_WGA23178.jpg
20https://www.youtube.com/watch?v=2q0lVTwJbqs
21https://www.youtube.com/watch?v=PAmFJyg53n8
22https://pl.wikipedia.org/wiki/Nowe_szaty_króla
23https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanisław_Pieńkowski_(żołnierz)
24https://pl.wikipedia.org/wiki/Dynamo_rowerowe
25Cham – jeden z synów Noego
26https://pl.wikipedia.org/wiki/Rzędzian
27https://pl.wikipedia.org/wiki/Kercelak
28https://pl.wikipedia.org/wiki/Tomasz_Szarota
29 Zob.: Stanisław Masłowski – Materiały do życiorysu i twórczości, op.cit., s. 108–109.
30 Zob.: Ludwik Grajewski: Bibliografia ilustracji w czasopismach polskich, op.cit., s. 172, poz.989
31 Stanisław Masłowski – Materiały do życiorysu i twórczości, ss.50-53.
32 J. Słowacki: Beniowski, Pieśń I, ww. 383-384.